Sąd wojskowy w Rosji skazał Leonida Wołkowa, współpracownika nieżyjącego Aleksieja Nawalnego, na 18 lat więzienia. Wyrok zapadł zaocznie. Wołkow żyje na emigracji na Litwie.
Sprawę Wołowa prowadził II Sąd Wojskowy Okręgu Zachodniego. Uznał on byłego szefa Fundacji Walki z Korupcją za uznany winnego ponad 40 przestępstw na podstawie dziewięciu artykułów kodeksu karnego – organizowania i finansowania grupy ekstremistycznej, usprawiedliwiania terroryzmu, angażowania nieletnich w czyny zagrażające życiu, tworzenia organizacji pozarządowej naruszającej prawa obywateli, rehabilitacji nazizmu, rozpowszechniania podróbek na temat armii rosyjskiej, oszustwa, wandalizmu – jak wymieniał w środę agencja informacyjna Interfax.
W styczniu 2022 r. Wołkow został wpisany do rosyjskiego rejestru organizacji i osób zaangażowanych w działalność ekstremistyczną lub terroryzm. W kwietniu tego samego roku rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości uznało go za zagranicznego agenta. Na liście poszukiwanych Wołkow znajdował się od stycznia 2021 r., po raz pierwszy za przyzywanie niepełnoletnich do uczestnictwa w niezalegalizowanych protestach przeciwko aresztowaniu Nawalnego.
Czytaj także: Rosyjskie protesty – nie rewolucja lecz erozja
„Odwilż! Dali mi 18 lat zaostrzonej [kolonii karnej]. Jak wnioskował prokurator. Jednak grzywna była jak klepnięcie w nadgarstek: tylko 2 miliony rubli. I nie zabronili mi korzystania z Internetu! No cóż, będę go używał” – Wołow skomentował na swoim kanale na Telegramie.
12 marca Wołkow został zaatakowany w Wilnie, gdzie mieszka. Dwóch zamaskowanych sprawców wybiło szybę w jego samochodzie, spryskało gazem łzawiącym, a następnie zaczęło wymierzać ciosy, między innymi młotkiem. Rosyjski opozycjonista odniósł rany głowy i nóg, ale udało mu się uciec do domu i skontaktować z policją.
Sprawcami okazało się dwóch obywateli Polski, którym atak zlecił obywatel Białorusi. Wszyscy zostali zatrzymani w Polsce.
intefax.ru/meduza.io/kresy.pl
































