Niemcy rozważają zmianę przepisów dotyczących handlu zagranicznego, aby uniemożliwić przejęcie firmy zarządzającej gazociągiem Nord Stream 2 w związku ze spekulacjami na temat potencjalnego wznowienia dostaw gazu rosyjskimi rurociągami.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapowiedział, że dopilnuje, aby Nord Stream 2, projekt niegdyś wspierany przez Niemcy, nie został uruchomiony. Przygotowaniem stosownych zmian ma się zająć Federalne Ministerstwo Gospodarki i Działań na rzecz Klimatu. Obowiązująca ustawa o handlu zagranicznym i płatnościach nie pozwala obecnie na zablokowanie sprzedaży Nord Stream 2 AG, spółki zarejestrowanej w Szwajcarii, będącej częścią Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu.
Obecne przepisy dotyczące kontroli inwestycji obejmują jedynie podmioty spoza UE lub Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu, co tworzy lukę prawną, którą rząd niemiecki zamierza zlikwidować ze względu na strategiczne ryzyko oraz trudności finansowe operatora rurociągu.
Mimo oficjalnych doniesień o chęci zablokowania gazociągu przez Berlin, to niemieccy politycy coraz częściej poruszają temat wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec. Rozważana jest możliwość przekazania infrastruktury pod kontrolę Stanów Zjednoczonych.
Ekspert ds. Europy Wschodniej, Jan Berends, zwrócił uwagę, że w niemieckiej gospodarce oraz wśród części polityków demokratycznych partii wciąż istnieje sentyment do polityki energetycznej prowadzonej za rządów kanclerz Angeli Merkel.
Niektóre przedsiębiorstwa przemysłowe w Niemczech spodziewają się wznowienia dostaw gazu z Rosji, jeśli osiągnięte zostanie porozumienie pokojowe w sprawie konfliktu na Ukrainie – podał Bloomberg. Powodem powrotu do handlu z Rosją mają być rosnące ceny energii.
W przygotowywanym unijnym 18. pakiecie sankcji szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała uderzenie w Nord Stream 1 i 2 oraz rosyjski sektor finansowy. Mimo że ta infrastruktura gazowa obecnie nie działa, KE podkreśla, że sankcje mają zniechęcić inwestorów do przyszłych działań.
Ponadto KE zaproponowała, aby od 1 stycznia 2026 r. import rosyjskiego gazu, zarówno rurociągami, jak i w formie skroplonej (LNG), został zakazany. Wyjątek miałyby stanowić istniejące umowy długoterminowe, które będą stopniowo wygaszane.
Planom całkowitej rezygnacji z rosyjskiego gazu sprzeciwia się jednak kilka państw członkowskich, m.in. Węgry, Francja i Belgia. W maju premier Węgier Viktor Orban powiedział, że plan UE musi zostać powstrzymany „za wszelką cenę”. Dodał, że jeśli UE zrekompensuje Węgrom koszty zakazu sprzedaży energii, wówczas rząd będzie „otwarty na negocjacje” w tej sprawie.
Francja i Belgia, największe unijne rynki dla rosyjskiego LNG, także nie popierają planowanego zakazu importu do 2027 r., proponowanego przez Komisję Europejską. Oba kraje domagają się szczegółowej analizy skutków prawnych i ekonomicznych oraz ostrzegają przed ryzykiem sporów kontraktowych.
Kresy.pl/reuters.com





























