Portal śledczy Bellingcat opublikował w poniedziałek artykuł, w którym przekonuje, że za próbą otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego stała komórka FSB złożona ze specjalistów od broni chemicznej. Portal twierdzi, że poznał dane osobowe tych agentów.

W raporcie opracowanym przez Bellingcat oraz jego rosyjskiego partnera The Insider we współpracy z Der Spiegel i CNN można znaleźć nazwiska domniemanych trucicieli Nawalnego – mają to być Aleksiej Aleksandrow i Iwan Osipow (obaj z zawodu lekarze) oraz Władimir Paniajew. Mają oni być członkami komórki FSB, która od 2017 roku, czyli od czasu, gdy Nawalny ujawnił zamiar ubiegania się o urząd prezydenta, zajmowała się m.in. śledzeniem opozycjonisty podczas jego podróży po Rosji.

Według Bellingcat grupę agentów FSB śledzących Nawalnego udało się zidentyfikować dzięki danym telekomunikacyjnym, adresowym i lotniczym, które są ogólnodostępne lub dostępne na rosyjskim internetowym czarnym rynku. Trzy wymienione wyżej osoby miały być wspierane, bądź nadzorowane przez co najmniej pięciu innych funkcjonariuszy FSB: Olega Tajakina, Konstantina Kudriawcewa, Aleksieja Kriwoszczekowa, Michaiła Szwieca oraz ich szefa, pułkownika Stanisława Makszakowa – twierdzi Bellingcat. Ten ostatni miał wcześniej pracować w zamkniętym mieście Szychany-1, gdzie pracowano nad bronią chemiczną z grupy Nowiczok. Zespół ten ma działać pod przykrywką Instytutu Kryminalistyki FSB i w sumie liczyć 12 funkcjonariuszy – specjalistów od broni chemicznej.

Jak ustalili dziennikarze śledczy portalu na podstawie swoich źródeł, pomiędzy 2017 a 2020 rokiem członkowie wymienionej komórki, najczęściej w składzie 3-osobowym, odbyli 37 podróży do różnych miejsc w Rosji, które w tym samym czasie odwiedzał Aleksiej Nawalny. Co charakterystyczne, według Bellingcat domniemani funkcjonariusze FSB nie przeprowadzali typowego śledzenia Nawalnego, ponieważ wybierali inne loty i często inne porty lotnicze niż Nawalny, co sugeruje, że chcieli uniknąć bezpośredniego spotkania z opozycjonistą podczas podróży. Ponadto, jak zauważył portal, do zwykłego śledzenia Nawalnego nie byli potrzebni specjaliści w zakresie medycyny i broni chemicznej.

„Dokładny zamiar komórki FSB, która konsekwentnie podążała za Nawalnym podczas jego kampanii prezydenckiej w 2017 roku, nie jest jasny. Rosyjscy eksperci ds. bezpieczeństwa, w tym emerytowany rosyjski oficer bezpieczeństwa, z którym konsultował się Bellingcat, zasugerowali, że funkcjonariusze mogli podążać za opozycjonistą w celu ustalenia wzoru zachowania w celu zaplanowania potencjalnej przyszłej operacji otrucia. Alternatywnie, zespół mógł zostać wprowadzony w stały tryb +gotowości+, w oczekiwaniu na potencjalną decyzję o uderzeniu w Nawalnego” – czytamy na portalu Bellingcat.

Według portalu tuż przed otruciem Nawalnego w sierpniu br. za opozycjonistą do Nowosybirska polecieli Aleksandrow, Osipow i Panajew, przy czym Aleksandrow używał dokumentów wystawionych na Aleksieja Frołowa a Osipow na Iwana Spiridonowa. Następnie udali się za Nawalnym do odległego o kilkaset kilometrów Tomska. Gdy tam opozycjonista ze swoimi ludźmi kupił bilety lotnicze na powrót do Moskwy 20 sierpnia, natychmiast to samo zrobiła domniemana trójka funkcjonariuszy, przy czym swój powrót zaplanowali na dzień później.

Bellingcat twierdzi, że dostępne dane telekomunikacyjne świadczą, że w nocy 19 sierpnia nastąpiło ożywienie komunikacji pomiędzy członkami wymienionej grupy domniemanych funkcjonariuszy (portal zaznaczył, że udało się to ustalić tylko w przypadku tych osób, które używały własnych telefonów, a nie telefonów na kartę) – w czasie, gdy zdaniem portalu mogło dojść do podania Nawalnemu trucizny. Opozycjonista m.in. około godziny 23:15 zamówił drinka w hotelowym barze, ale wypił jedynie jeden łyk twierdząc, że „smakował jak najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką piłem w życiu”. Domniemani agenci kontaktowali się również między sobą w momencie, gdy następnego dnia rano Nawalny opuszczał hotel, by udać się na samolot do Moskwy, w którym po 30 minutach lotu poczuł się źle.

Z ustaleń portalu wynika też, że w momencie, gdy samolot z Nawalnym awaryjnie lądował w Omsku, domniemany szef komórki płk Makszakow telefonował do Kriwoszczekowa, a godzinę później do swojego zwierzchnika – gen. Bogdanowa.

Jak twierdzi Bellingcat, wcześniej inne znaczące ożywienie komunikacji pomiędzy członkami grupy domniemanych agentów FSB, także z ich zwierzchnikami, nastąpiło 6 lipca br. Według portalu w tym czasie Nawalny przebywał wraz z żoną Julią na wakacjach nad Bałtykiem w obwodzie kaliningradzkim. Oboje wspominają, że tego dnia wrócili ze spaceru do hotelowego pokoju, po czym udali się do pobliskiej kawiarni. W drodze do kawiarni żona opozycjonisty bez powodu poczuła się źle. „Czułam się bardziej chora niż kiedykolwiek w życiu” – wspomina ten moment Julia Nawalna. Fakt ten potwierdził kierownik kawiarni. Kobieta twierdzi, że z trudem wróciła do pokoju, podczas gdy Nawalny został w kawiarni. Po obudzeniu się następnego dnia kobieta czuła się dobrze.

Według Bellingcat dane lotnicze wskazują, że za Nawalnymi do obwodu kaliningradzkiego polecieli Aleksandrow (jako „Frołow”), Szwiec i Paniajew.

Zdaniem Bellingcat jego ustalenia mocno sugerują, że „sierpniowa próba otrucia Nawalnego została dokonana na polecenie najwyższych szczebli Kremla”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Jak pisaliśmy, Aleksiej Nawalny trafił do szpitala 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Stracił przytomność na pokładzie samolotu, który leciał z Tomska do Moskwy. Do Niemiec został przewieziony na żądanie rodziny i był leczony w berlińskiej klinice Charite.

Niemieckie władze uważają, że istnieją jednoznaczne dowody na próbę otrucia opozycjonisty środkiem bojowym z grupy Nowiczok.  Szef niemieckiej służby wywiadowczej BND Bruno Kahl powiedział, że wyniki specjalistycznych badań wykazały, iż Aleksiej Nawalny został otruty bardziej rozwiniętą, a zarazem mocniejszą odmianą Nowiczoka, możliwą do pozyskania tylko dzięki pomocy rosyjskich władz. 14 września laboratoria w Szwecji i we Francji potwierdziły niezależnie od siebie niemieckie ustalenia, że Aleksiejowi Nawalnemu podano środek z grupy Nowiczok. Z kolei szef oddziału ostrych zatruć szpitala ratunkowego w Omsku, podobnie jak rosyjskie władze, twierdził, że Nawalny nie został otruty, lecz wpadł w śpiączkę wynikającą z zaburzeń metabolicznych.

CZYTAJ TAKŻE: Zachodnie źródła wywiadowcze: Kreml usiłował otruć Nawalnego dwukrotnie

Kresy.pl / bellingcat.com / tvn24.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz