NIK: Tereny zielone w miastach bez ochrony przed zabudową

Obowiązujące przepisy wciąż nie chronią przed zabudową terenów zielonych spełniających w miastach istotne funkcje klimatyczne, wentylacyjne, czy hydrologiczne – wynika z raportu NIK. Normy prawne, które powinny wspierać zachowanie i powiększanie systemów przyrodniczych dopuszczają do ich postępującego i nieodwracalnego osłabiania.

Obecnie jedynie miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (mpzp) umożliwiają samorządom skuteczną ochronę terenów zielonych przed zabudową. To te dokumenty wskazują gdzie w przyszłości mogą powstać w gminie drogi, punkty usługowe, przychodnie, szkoły czy place zabaw i ostatecznie zabezpieczają miejsca przeznaczone na zieleń. Wedle ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 r. plany miejscowe powinna mieć każda gmina, ale ich tworzenie… nie jest obowiązkowe.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

8199.32 PLN    (37.26%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W efekcie rzadko pokrywają one 100% powierzchni gminy (średnia krajowa to 31,4%). Wśród miast kontrolowanych przez NIK, na koniec 2020 r. jedynie Chorzów był objęty planami miejscowymi w całości, Mikołów niemal w 100%, a Zamość w 99%. Na drugim biegunie znalazł się Leżajsk, w którym plany zagospodarowania przestrzennego pokrywały niecałe 10% powierzchni miasta. Podobne zróżnicowanie występuje w dużych miastach, gdzie presja inwestycyjna jest największa. W badanym okresie pokrycie planami wynosiło od ok. 16% w Rzeszowie do niemal 69% w Krakowie.

W sytuacji, gdy inwestycja ma powstać na terenie nieobjętym planem miejscowym, urzędy wydają decyzje o warunkach zabudowy (WZ), które nie zawierają wiążących zapisów dotyczących urządzania i kształtowania zieleni. Na 180 decyzji WZ zbadanych przez Najwyższą Izbę Kontroli, ponad połowa umożliwiała zabudowę terenów zielonych, ponieważ rady miast albo w ogóle nie przystąpiły do opracowania dla tych rejonów miejscowych planów zagospodarowania, albo opracowywanie planów trwało od kilku, a w skrajnych przypadkach nawet od kilkunastu lat.

Bez odpowiednich planów miejscowych, samorządy nie miały kontroli nad zagospodarowaniem terenów, które wcześniej, ze względu na ich walory przyrodnicze, same chciały wyłączyć z zabudowy, co zapisano w gminnym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (studium). Dlatego też NIK zwrócił się do premiera z wnioskiem o zmianę przepisów. Według Izby w przypadku terenów spełniających funkcje przyrodnicze, do czasu objęcia ich planem miejscowym wydawanie decyzji WZ powinno być zawieszane. Obecnie możliwe jest jedynie ich odroczenie i to najwyżej na 9 miesięcy.

CZYTAJ TAKŻE: Drzewa w Londynie pozwalają zaoszczędzić miliardy funtów każdego roku

Do najbardziej jaskrawych przypadków wydania decyzji do WZ dochodziło m.in. w Warszawie czy Rzeszowie . W stolicy dopuszczono do budowy 38 budynków jednorodzinnych na terenach zielonych związanych z przebiegiem cieku wodnego spełniającego istotną rolę retencji i odprowadzania wód. Teren ten nie był objęty żadnymi planami. W Rzeszowie dopuszczono do budowy zespołu budynków wielorodzinnych (o wysokości od 10 do 55 m) na terenie przeznaczonym w studium na rekreację, turystykę i sport w zieleni urządzonej. Teren leży w dolinie rzeki, stanowiącej naturalny korytarz umożliwiający przepływ mas powietrza. Inwestycja znajdowała się w obszarze szczególnego zagrożenia powodzią.

Ochronę terenów zielonych osłabiła dodatkowo w 2020 r. ustawa o zapobieganiu, przeciwdziałaniu i zwalczaniu COVID-19. Dopuszczała ona zabudowę, także obszarów przyrodniczych, z pominięciem przepisów regulujących planowanie i zagospodarowanie przestrzenne, a nawet przepisów budowlanych. W skali kraju organy nadzoru budowalnego otrzymały informacje o 585 inwestycjach realizowanych na podstawie ustawy COVID-19, ale nie są to pełne dane. W niemal połowie przypadków stwierdzono, że inwestycje nie były zgodne nawet z celami ustawy.

Mimo tych problemów, w kontrolowanych przez NIK miastach, zarządzanie terenami zielonymi na ogół przyczyniało się do ich zachowania i powiększenia, w sumie o 221,5 ha, z czego najwięcej gruntów z przeznaczeniem na taki cel kupił Kraków – 96,3 ha.

NIK skontrolowała 19 urzędów miast i dwa urzędy dzielnicowe m.st. Warszawy (Bemowo i Bielany). Kontrola objęła lata 2015-2020.

Stopień pokrycia powierzchni miast planami na początek 2015 r. i na koniec 2020 r. (miasta wojewódzkie). Źródło: opracowanie NIK na podstawie danych GUS i ustaleń kontroli

Kresy.pl / nik.gov.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. 1000_szabel
    1000_szabel :

    I to mnie właśnie ostatnio wnerwia. Developerzy już wszędzie wtryniają swoje dzieła. Jeśli nie wycinają parków i lasów pod budowę, to i tak stawiają domy i osiedla na terenach zalesionych, najpierw na obrzeżach parku czy lasu, a potem stopniowo coraz głębiej. Taką tendencję obserwuję już od dłuższego czasu w co najmniej kilku miastach w PL, a podejrzewam, że i w pozostałych ośrodkach miejskich jest podobnie. Samowolka deweloperska przechodzi już wszelkie granice, ludzie mogą sobie protestować, że zabiera im się miejskie skwery, parki, czy lasy z najbliższej okolicy. I na protestach się kończy, bo przecież nikt nie wygoni ze sztachetami ekip budowlanych i nie zniszczy sprzętu. Dbajmy o te tereny zielone, bo to jest nasze wspólne dobro. Ja wiem, że teraz działeczki na obrzeżach lasu z nowym domkiem wśród sosen są teraz modne, ale w ten sposób za pewien czas nie będzie lasów, czy parków. A można przecież wybudować dom, czy osiedle w pobliżu terenu zielonego, a nie na samej jego granicy lub nawet bezczelnie w samym obszarze zielonym. Nikomu nogi nie odpadną, jak zrobi te parę kroków od domu do parku lub lasu. Dlatego cieszy mnie, że redakcja poruszyła ten temat. Może zacznie się o tym szerzej i głośniej dyskutować o tym w naszym kraju, bo brak odpowiednich przepisów regulujących ten rynek w PL.