Eksperci: pożary w rejonie Czarnobyla nie grożą skażeniem radioaktywnym

Ukraińskie służby i ośrodki naukowo-badawcze stanowczo zaprzeczają, jakoby pożary lasów w czarnobylskiej strefie zamkniętej stanowiły radioaktywne zagrożenie dla Kijowa. Również polska agencja atomistyki podkreśla, że w Polsce nie ma żadnego skażenia.

Jak informowaliśmy wcześniej, od początku kwietnia z różnym natężeniem w rejonie i w obrębie strefy zamkniętej w okolicach Czarnobyla płonęły dziesiątki hektarów lasu. W ostatnich dniach podano, że w niektórych miejscach ponownie pojawił się ogień. 16 kwietnia dym z pożarów przez silny wiatr dotarł do Kijowa, wzmagając występujące tam znaczne zanieczyszczenie powietrza. Eksperci stwierdzili w dymie obecność produktów spalania, w tym z pożarów rejonie Czarnobyla, oraz w obwodzie żytomierskim. Władze ukraińskiej stolicy wezwały mieszkańców miasta do nieotwierania okien i niewychodzenia na zewnątrz.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6374 PLN    (28.97%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Sprawa wywołała zaniepokojenie na Ukrainie, gdyż podejrzewano, że dym może zawierać w jakiejś części cząsteczki radioaktywne. Samo zanieczyszczenie powietrza w piątek było tak duże, że władze Kijowa ponowiły apele do mieszkańców, by nie wychodzili z domów i nie otwierali okien. Stolica Ukrainy, według oficjalnych statystyk, stała się nawet na pewien czas najbardziej zanieczyszczonym miastem świata, po czym spadła na drugie miejsce. Niektórzy mieszkańcy miasta zgłaszali, że nawet mimo zamkniętych okien w budynkach czuć było dym.

Dyrektor Ukraińskiego Centrum Hydrometeorologicznego, Mykoła Kułbida powiedział, że wbrew doniesieniom części mediów, produkty spalania pochodzące z pożarów czarnobylskiej strefie zamkniętej nie mogą dostać się do Kijowa. Zaznaczył, że poziom promieniowania w strefie zamkniętej oraz pomiar promieniowania tła gamma jest stale monitorowany, podobnie jak możliwość uniesienia się w powietrze cząsteczek radioaktywnych i ich opadnięcia na ziemię. Kułbida powiedział, że zanotowano „mikroskopijny wzrost koncentracji cezu-137, podczas gdy poziom promieniowania gamma tła, zarówno w strefie zamkniętej jak i poza nią, pozostał praktycznie niezmieniony”. Poradził jednak kijowianom, by ograniczyli wychodzenie na zewnątrz.

Władze Kijowa również zapewniają, że poziom promieniowania jest w normie. Także grupa Bellingcat zaznaczała, że doniesienia o rzekomych skokach poziomu promieniowania radioaktywnego z powodu pożarów są nieprawdziwe. Przyznano, że mogło dojść do jakiegoś lokalnego wzrostu, co jednak nie przedstawia żadnego ryzyka dla ogółu ludzi. Zaznaczono, że dostępne narzędzia monitorujące w czasie pożarów nie stwierdzono żadnego wzrostu poziomu radioaktywności.

W piątek komunikat wydała też Państwowa Służba do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych, w którym zaznaczono, że w dym nie przedstawia żadnego zagrożenia radioaktywnego.

W sobotę polska Państwowa Agencja Atomistyki wydała oświadczenie, w którym stanowczo zaprzecza informacjom na temat rzekomego wystąpienia skażenia promieniotwórczego na terenie Polski. Dodano, że sytuacja radiacyjna na terenie kraju pozostaje w normie i „nie występuje zagrożenie dla zdrowia i życia ludności na terenie kraju”.

„W związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej, nieprawdziwymi informacjami na temat rzekomego wystąpienia skażenia promieniotwórczego na terenie Polski, Państwowa Agencja Atomistyki stanowczo zaprzecza tego rodzaju informacjom” – podkreślono. „W strefie wykluczenia i strefie bezwarunkowego wysiedlenia trwa dogaszenie tlącej się ściółki. Silne powiewy wiatru zwiększyły obszar objęty akcją, ale w dalszym ciągu nie ma zagrożenia dla kluczowych obiektów znajdujących się w strefie, tj. czarnobylskiej elektrowni jądrowej oraz miejsca przechowywania wypalonego paliwa jądrowego.”

Ponadto, agencja przywołała komunikat Narodowego Centrum Badań Jądrowych w związku z rozpowszechnianymi w piątek, „nieprawdziwymi informacjami o rzekomym zagrożeniu radiacyjnym wykrytym lub spowodowanym na terenie Centrum”. Zaznaczono, że „nie występują i nie miały [tam] miejsca żadne zdarzenia nietypowe czy problemy techniczne, które mogłoby budzić niepokój”. Służby ochrony radiologicznej Centrum nie rejestrują „żadnych odczytów wskazujących na anomalie w poziomie promieniowania tła”.

Jak informowaliśmy wcześniej, duże pożary lasu w w strefie zamkniętej wokół Czarnobyla zaczęły się 4 kwietnia br i objęły 20 hektarów. Według ukraińskich służb,akcję gaśniczą utrudniał zwiększony poziom radioaktywności tła w niektórych miejscach. Choć początkowo komunikaty sugerowały, że sytuacja jest pod kontrolę, 7 kwietnia płonęło już 35 hektarów. Później podano, że ukraińska policja zidentyfikowała 27-letniego miejscowego mieszkańca, którego oskarżono o celowe podłożenie ognia.

W poniedziałek 13 kwietnia pisaliśmy, że strefa zamknięta w rejonie dawnej elektrowni atomowej Czarnobyl wciąż płonie, a pożar dotarł już do opuszczonego, przyzakładowego miasta Prypeć. Jemelianenko pisał wówczas, że sytuacja jest krytyczna, zarazem krytykując politykę informacyjną władz. „Strefa płonie. Miejscowe władze meldują, że wszystko jest pod kontrolą, ale w rzeczywistości ogień gwałtownie obejmuje nowe terytoria” – pisał. „Teraz ogień dotarł do Prypeci i jest 2 km od składów radioaktywnych odpadów >Pidlisnyj<, gdzie znajdują się najbardziej wysokoaktywne odpady radioaktywne z całej czarnobylskiej strefy, i od samej Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej”. Zaznaczaliśmy, że w przypadku zapłonu składowiska odpadów radioaktywnych mogłoby dojść do emisji do atmosfery znacznej ilości promieniotwórczych pyłów. Takie ryzyko powstaje także w przypadku pożaru ściółki leśnej, bowiem w niektórych miejscach, na niedużej głębokości nadal zalegają osady z 1986 r.

Dzień później oficjalnie podano, że służby zdołały opanować ogień w rejonie czarnobylskiej „zony”, a poziom promieniowania jest w granicach normy. Jak pisaliśmy, ukraińskim strażakom pomogły w tym opady deszczu. Jednocześnie, wciąż ujawniane były nowe ogniska pożaru, a w kilku miejscach zaobserwowano tlące się trawy. Szef Państwowej Służby do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych, Mykoła Czeczotkin twierdził, że na kompletne ugaszenie ognia potrzeba jeszcze kilku dni.

Unian / 112.ua / PAP / rmf24.pl / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz