Dezinformacja, generowana lub akceptowana przez Waszyngton i jego sojuszników, ma swoje daleko idące konsekwencje. Fałszywe zabójstwo Babczenki (rzekomo zlecone przez Putina) zostało szybko ujawnione, ale już nie rzekome próby zabójstwa Skripala w Wielkiej Brytanii, które doprowadziły do ​​największego wydalenia rosyjskich dyplomatów w historii, zanim oficjalna wersja londyńska zaczęła się rozpadać – zauważa prof. Stephen F. Cohen na łamach The Nation.

Ostatnie doniesienia sugerują, że formalne spotkanie prezydentów Donalda Trumpa i Władimira Putina jest poważnie dyskutowane w Waszyngtonie i Moskwie. Takie zrytualizowane, ale często merytoryczne „szczyty”, jak je nazywano, były często wykorzystywane podczas 40-letniej zimnej wojny między USA a Sowietami w celu zmniejszenia konfliktu i zwiększenia współpracy między dwoma supermocarstwami. Szczyty były tym istotniejsze, im większe były napięcia. Niektóre były bardzo udane, niektóre mniej, inne uznano za niepowodzenia. Biorąc pod uwagę dzisiejszą niezwykle toksyczną sytuację polityczną, abstrahując nawet od potężnej opozycji w Waszyngtonie (w tym w administracji Trumpa) do jakiejkolwiek współpracy z Kremlem, możemy się zastanawiać, czy coś pozytywnego wyniknie ze szczytu Trump-Putin. Warto jednak, aby Waszyngton i Moskwa podjęły tę próbę.



Powód powinien być jasny. Od 2014 r., nowa zimna stała się jeszcze bardziej niebezpieczna niż jej poprzedniczka a niebezpieczeństwo to stale rośnie. Powodów takiego stanu rzeczy jest 10:

1. Polityczne epicentrum nowej zimnej wojny nie znajduje się w odległym Berlinie, jak to było pod koniec lat czterdziestych, ale bezpośrednio na granicach Rosji, od państw bałtyckich i Ukrainy po byłą sowiecką republikę Gruzji. Każdy z tych nowych frontów „zimnej wojny” jest lub był ostatnio bardzo blisko realnej wojny. Stosunki wojskowe między USA i Rosją są dziś szczególnie napięte w regionie Morza Bałtyckiego, gdzie trwają szeroko zakrojone działania NATO, a także na Ukrainie, gdzie nasila się amerykańsko-rosyjska wojna zastępcza. „Blok sowiecki”, który kiedyś służył jako bufor między NATO i Rosją, już nie istnieje. Wiele incydentów na nowym froncie wschodnim Zachodu, zamierzonych lub nieumyślnych, może łatwo wywołać rzeczywistą wojnę między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Tym, co doprowadziło do tej bezprecedensowej sytuacji na granicach Rosji – przynajmniej od czasu nazistowskiej inwazji niemieckiej w 1941 r. – była, oczywiście, niezwykle nierozsądna decyzja podjęta pod koniec lat 90., by rozszerzyć NATO na wschód. Podjęta w imię „bezpieczeństwa” sprawiła, że wszystkie zaangażowane państwa stały się  mniej bezpieczne.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

2. Wojny zastępcze były cechą starej zimnej wojny, ale zwykle były to konflikty w tzw. „Trzecim Świecie” – na przykład w Afryce – i rzadko angażowały, jeśli w ogóle, sowiecki lub amerykański personel, głównie tylko pieniądze i broń . Dzisiejsze amerykańsko-rosyjskie wojny zastępcze są inne, zlokalizowane w centrum geopolityki i towarzyszy im zbyt wielu amerykańskich i rosyjskich doradców, patronów i być może bojowników. Dwie już wybuchły: w Gruzji w 2008 r., gdzie wojska rosyjskie walczyły z gruzińską armią finansowaną, wyszkoloną i wspieraną przez amerykański personel; oraz w Syrii, gdzie w lutym dziesiątki Rosjan zostało zabitych przez wspierane przez Stany Zjednoczone siły antyrządowe. Moskwa nie podjęła działań odwetowych, ale obiecała to uczynić, jeśli będzie „następny raz”, co jest bardzo możliwe. Jeśli tak, to mielibyśmy do czynienia z bezpośrednią wojną między Rosją i Ameryką. Tymczasem ryzyko takiego bezpośredniego konfliktu wciąż rośnie na Ukrainie, gdzie wspierany przez Stany Zjednoczone, ale politycznie upadający, prezydent Petro Poroszenko wydaje się coraz bardziej kuszony, by rozpocząć koleją ofensywę na kontrolowany przez rebeliantów i wspierany przez Moskwę Donbas. Jeśli to zrobi, a ofensywa się nie rozpadnie, jak poprzednio, Rosja z pewnością zainterweniuje we wschodniej Ukrainie prawdziwie „namacalną” inwazją. Waszyngton będzie musiał wtedy podjąć trudną decyzję wojenną lub pokojową. Po rezygnacji z porozumień mińskich, które są najlepszą nadzieją na pokojowe zakończenie czteroletniego kryzysu na Ukrainie, wydaje się, że Kijów odczuwa trudną do pohamowania potrzebę, by zostać ogonem merdającym psem wojny. Z pewnością jego zdolność do prowokacji i dezinformacji nie ma sobie równych, czego dowodem jest „zabójstwo i zmartwychwstanie” dziennikarza Arkadego Babczenki.

3. Zachodnia, ale zwłaszcza amerykańska, wieloletnia demonizacja przywódcy Kremla, Putina, również nie ma precedensu.  Żaden sowiecki przywódca, przynajmniej od czasów Stalina, nigdy nie był poddawany tak długotrwałym, bezpodstawnym, prymitywnym obraźliwym i osobistym szykanom. Podczas gdy przywódcy sowieccy byli powszechnie uznawani za akceptowalnych partnerów negocjacyjnych dla amerykańskich prezydentów, w tym na szczytach, Putina przedstawia się jako pozbawionego legitymizacji przywódcę – w najlepszym wypadku „bandytę z KGB”, w najgorszym morderczego „szefa mafii”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

4. Co więcej, demonizowanie Putina wywołało powszechne rusofobiczne oczernianie samej Rosji, lub to, co „The New York Times” i inne media głównego nurtu przyjęły nazywać „Rosją Władimira Putina”. Wczorajszym wrogiem był komunizm sowiecki. Dziś jest nim coraz bardziej Rosja, tym samym delegitymizując Rosję jako wielką siłę o uzasadnionych interesach narodowych. „Zasada równości”, zasada, że ​​obie strony mają uzasadnione interesy w kraju i za granicą, co było podstawą dyplomacji i negocjacji, a co symbolizowane było przez szczyty przywódcze – już nie istnieje, przynajmniej po stronie amerykańskiej. Nie uznaje się również, że obie strony były odpowiedzialne, przynajmniej w pewnym stopniu, za wybuch zimnej wojny. Wśród wpływowych amerykańskich obserwatorów, którzy przynajmniej rozpoznają rzeczywistość nowej zimnej wojny, winę ponosi tylko i wyłącznie „Rosja Putina”. Kiedy nie ma uznanej równorzędności i wspólnej odpowiedzialności, niewiele miejsca pozostaje dla dyplomacji i przewagę mają coraz bardziej zmilitaryzowane stosunki, których jesteśmy świadkami.

5. Tymczasem większość zabezpieczeń zimnowojennych – mechanizmy współpracy i wzajemnie przestrzegane zasady postępowania, które ewoluowały przez dziesięciolecia, aby zapobiec gorącej wojnie – zniknęło lub zostało osłabionych od czasu kryzysu ukraińskiego w 2014 r., jak to podkreślił sekretarz generalny ONZ António Guterrez: „Zimna wojna powróciła – z zemstą, ale z pewną różnicą. Mechanizmy zabezpieczające przed ryzykiem eskalacji, które istniały w przeszłości, nie wydają się istnieć obecnie.” Ostatni atak rakietowy Trumpa na Syrię starannie uniknął zabicia obecnych tam Rosjan, ale i tutaj Moskwa obiecała odwet na amerykańskich wyrzutniach rakietowych lub innych siłach zaangażowanych, jeśli nastąpi „kolejny raz”. Nawet trwający od dziesięcioleci proces kontroli zbrojeń może, jak uznał pewien ekspert, może ulec likwidacji. Jeśli tak, będzie to oznaczać nieskrępowany niczym nowy wyścig zbrojeń nuklearnych, ale także zakończenie trwającego procesu dyplomatycznego, który stanowił rodzaj buforu w stosunkach amerykańsko-sowieckich w czasach bardzo napiętych okoliczności politycznych. Krótko mówiąc, jeśli istnieją jakieś nowe zasady postępowania w warunkach zimnej wojny, nie zostały jeszcze sformułowane i wzajemnie zaakceptowane. Ta pół-anarchia nie bierze również pod uwagę nowej technologii cyberataków. Jakie są tego konsekwencje dla bezpiecznego funkcjonowania strategicznych rosyjskich i amerykańskich systemów dowodzenia i kontroli jądrowej oraz systemów wczesnego ostrzegania, które chronią przed przypadkowym wystrzeleniem rakiet (pozostających wciąż w stanie wysokiej gotowości)?

6. Oskarżenia związane z Russiagate, o tym, że amerykański prezydent został narażony na szantaż – lub nawet jest agentem Kremla – są również bezprecedensowe. Zarzuty te miały bardzo niebezpieczne konsekwencje, w tym bezsensowny, ale podobny do mantry okrzyk wojenny, że „Rosja zaatakowała Amerykę” podczas wyborów prezydenckich w 2016 roku; wyniszczające ataki na prezydenta Trumpa za każdym razem, gdy rozmawia z Putinem osobiście lub przez telefon; co czyni Trumpa i Putina tak toksycznymi, że nawet większość polityków, dziennikarzy i profesorów, którzy rozumieją obecne zagrożenia, niechętnie wypowiada się przeciwko amerykańskiej odpowiedzialności za nową zimną wojnę.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

7. Media głównego nurtu odgrywały oczywiście fatalną rolę w tym wszystkim. W przeciwieństwie do przeszłości, kiedy zwolennicy odprężenia mieli z grubsza równy dostęp do mediów głównego nurtu, dzisiejsze nowe media zimnowojenne narzucają swoją ortodoksyjną narrację, że cała wina leży po stronie Rosji. Nie ma różnorodności opinii i bezstronnego raportowania, lecz „potwierdzająca stronniczość”. Alternatywne głosy rzadko pojawiają się w najbardziej wpływowych gazetach głównego nurtu lub w audycjach telewizyjnych czy radiowych. Jednym z niepokojących rezultatów tego stanu rzeczy jest to, że dezinformacja, generowana lub akceptowana przez Waszyngton i jego sojuszników, ma swoje daleko idące konsekwencje. Fałszywe zabójstwo Babczenki (rzekomo zlecone przez Putina) zostało szybko ujawnione, ale już nie rzekome próby zabójstwa Skripala w Wielkiej Brytanii, które doprowadziły do ​​największego wydalenia rosyjskich dyplomatów w historii, zanim oficjalna wersja londyńska zaczęła się rozpadać. To również nie ma precedensu: zimna wojna bez debaty (co z kolei wyklucza częste przemyślenia i rewizję amerykańskiej polityki, która charakteryzowała poprzednią zimną wojnę) wymusza dogmatyzację amerykańskiej polityki, która jest zarówno niezwykle niebezpieczna, jak i niedemokratyczna.

8. Czymś mało zaskakującym, a także czymś bardzo odmiennym  od poprzedniej 40-letniej zimnej wojny, jest to, że nie nie istnieje praktycznie żadna znacząca opozycja w amerykańskim mainstreamie, podważająca amerykańską rolę w nowej zimnej wojnie – ani w mediach, ani w Kongresie, ani w dwóch głównych partiach politycznych, ani na uniwersytetach, ani na poziomie lokalnym. To również nie ma żadnego precedensu, jest niebezpieczne i sprzeczne z prawdziwą demokracją. Rozważmy tylko wymowne milczenie wielu dużych amerykańskich korporacji, które od lat prowadzą dochodową działalność w postsowieckiej Rosji, od sieci fast-food i producentów samochodów, po farmaceutyczne i energetyczne giganty. I porównajmy ich zachowanie do zachowania prezesów PepsiCo, Control Data, IBM i innych dużych korporacji amerykańskich, które chciały wejść na rynek sowiecki w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy publicznie wspierały, a nawet finansowały organizacje i polityków będących zwolennikami odprężenia. Jak wytłumaczyć dziś milczenie współczesnych prezesów, którzy zazwyczaj są tak bardzo nastawieni na zysk? Może boją się, że zostaną oskarżeni jako zwolennicy Putina lub Trumpa? Jeśli tak, to czy nowa zimna wojna ma szansę zostać powstrzymana w środowisku, w którym niezwykle rzadkie są przypadki cywilnej odwagi na wysokich stanowiskach?

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

9. Istnieje rownież stale rozprzestrzeniający się mit, że dzisiejsza Rosja, w przeciwieństwie do Związku Radzieckiego, jest zbyt słaba – jej gospodarka jest zbyt mała i wrażliwa, a jej przywódca również zbyt „odizolowany w sprawach międzynarodowych” – by prowadzić trwałą zimną wojnę, więc ostatecznie Putin skapituluje. To także jest niebezpiecznym złudzenie. „Rosja Putina” nie jest izolowana na arenie międzynarodowej, a staje się jeszcze mniej izolowana, nawet w Europie, gdzie co najmniej pięć rządów dystansuje się od Waszyngtonu i Brukseli, a być może i od sankcji gospodarczych wobec Rosji. Rzeczywiście, pomimo sankcji, rozwija się energetyczny przemysł Rosji i eksport produktów rolnych. Geopolitycznie, Moskwa posiada wiele atutów wojskowych i w innych w regionach, w których rozwinęła się nowa zimna wojna. Przede wszystkim ogromna większość Rosjan stanęła murem za Putinem, ponieważ wierzą, że ich kraj jest atakowany przez Zachód pod przywództwem USA. Każdy, kto ma podstawową wiedzę na temat historii Rosji, rozumie, że w żadnym wypadku ona nie skapituluje.

10. Wreszcie (przynajmniej obecnie) pojawia się rosnąca wojenna „histeria”, często komentowana zarówno w Waszyngtonie, jak i w Moskwie. Jest napędzana przez różne czynniki, ale główną rolę odgrywają telewizyjne programy / „wiadomości”, które są tak samo powszechne w Rosji, jak w Stanach Zjednoczonych. Być może tylko obszerne badania ilościowe pozwoliłyby ustalić, która strona odgrywa bardziej godną pożałowania rolę w promowaniu tego szaleństwa – MSNBC i CNN czy ich rosyjscy odpowiednicy.  Część z tego amerykańskiego ekstremizmu transmisyjnego istniała podczas poprzedniej zimnej wojny, ale prawie zawsze była równoważona przez prawdziwie poinformowane, mądrzejsze opinie, które obecnie są w dużej mierze wykluczone.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W dzisiejszych trudnych okolicznościach, jeden szczyt Trump-Putin nie będzie w stanie wyeliminować nowych zagrożeń związanych z zimną wojną. Ale szczyty radziecko-amerykańskie tradycyjnie służyły trzem celom. Tworzyły rodzaj partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa, w które angażowany był kapitął polityczny każdego z liderów w kraju, który to kapitał druga strona uznawała, a nie bezpodstawnie podważała. Liderzy przekazywali jasny sygnał biurokracjom w kraju, które często nie faworyzowały współpracy w duchu odprężenia, że „szef” jest zdeterminowany i że muszą zakończyć swój  sabotaż. Szczyty, wraz z ich wysokimi rytuałami i intensywnym zasięgiem, zazwyczaj poprawiały środowisko medialno-polityczne potrzebne do zacieśnienia współpracy pośród konfliktów z czasów zimnej wojny. Jeśli szczyt Trump-Putin osiągnie nawet niektóre z tych celów, może to spowodować odwrócenie się od przepaści, w stronę której zmierzamy.

Prof. Stephen F. Cohen

Reklama

Tagi: , , , , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz