Protestujący na Majdanie przeczuwali, musieli przeczuwać, że jest jakaś inna droga. W tym samym czasie, gdy jedni krzyczeli „Smert woroham!”, Smert woroham!”, Smert woroham!”, a potem już tylko „Smert, smert, smert!”, inni uczestniczyli w mszy świętej w imię Tego, który daje życie i nawołuje do przebaczenia wrogom. Ta inna, radykalnie inna, odpowiedź cały czas zderzała się z logiką przemocy. Gdy jeden z duchownych pozdrawiał tłum słowami: „Sława Isusu Christu!”, odpowiedział mu ryk: „Herojam sława!”. W tym momencie na Majdanie zderzały się dwa światy. Naprzeciwko republiki stawał Kościół.