Po tym artykule już mi się podoba grigoriewka na klapie Tomaszewskiego. Nie tylko go rozumiem i usprawiedliwiam ( jak w moim poprzednim poście na jego temat ) ale i popieram. Póki najjaśniejsza RP jest rządzona przez nie narodowych patriotów to Wilniuki muszą walczyć sami. Szczególnie poruszyło mnie to, że za swoje trwanie przy polskości płacą wysoką cenę: biede. Podoba mi się też stwierdzenie, że nie ma stałych wrogów i sojuszników – stałe są tylko interesy. Ktoś kto jest wrogiem na jednym miejscu na innym bywa sojusznikiem. Przypomina mi to myśl wielkiego Litwina: Józefa Piłsudskiego. A propos: czy ktoś wie jak posuwają się prace nad pomnikiem Piłsudskiego na Rossie?
Państwa nie mają wiecznych wrogów, wieczne są tylko ich żywotne interesy. W tym wypadku wieczne są interesy naszej mniejszości, bez względu czy mieszka ona na Litwie, Ukrainie, Białorusi czy w innym kraju na wschód lub zachód od Polski. Ale Polska to taka macocha a nie matka i nie pamięta o swoich dzieciach. To tak górnolotnie. A na poważnie to “nasi” politycy nawet czubka własnego nosa nie widzą, a my oczekujemy że będą widzieli Polaków poza naszymi granicami? Nie ma u nas polityka z charyzmą myślącego o Polsce a nie chodzącego na pasku Niemiec, USA lub innego “zaprzyjaźnionego” kraju, nie ma człowieka który działa dla Polski a nie wykonującego polecenia przychodzące z zewnątrz których skutki czasami tylko idą częściowo nam na korzyść, częściej jednak przynosząc więcej szkody. Ani Tusk, ani Kaczyński to nie są polscy patrioci.
Przyszły narodowy rząd Polski przyzna podwójne obywatelstwo Polakom na Kresach…i wybierzemy Waldemara Tomaszewskiego na prezydenta Polski. Może będzie z tego Litwina drugi Jagiełło?
Widzę że Orbana polityka wobec rodaków poza granicami się Panu podoba. Może to rzeczywiście w obecnej chwili jedyna droga? A lituanizacja Polaków jest niestety faktem. Mój znajomy ma rodzinę pod Wilnem. W rozmowie wyszło że z młodymi ( ok. 20 latkami) już nie ma kontaktu bo mówią tylko po litewsku i angielsku. Rodzice jeszcze po polsku. I takich rodzin jest coraz więcej niestety.
Po tym artykule już mi się podoba grigoriewka na klapie Tomaszewskiego. Nie tylko go rozumiem i usprawiedliwiam ( jak w moim poprzednim poście na jego temat ) ale i popieram. Póki najjaśniejsza RP jest rządzona przez nie narodowych patriotów to Wilniuki muszą walczyć sami. Szczególnie poruszyło mnie to, że za swoje trwanie przy polskości płacą wysoką cenę: biede. Podoba mi się też stwierdzenie, że nie ma stałych wrogów i sojuszników – stałe są tylko interesy. Ktoś kto jest wrogiem na jednym miejscu na innym bywa sojusznikiem. Przypomina mi to myśl wielkiego Litwina: Józefa Piłsudskiego. A propos: czy ktoś wie jak posuwają się prace nad pomnikiem Piłsudskiego na Rossie?
Państwa nie mają wiecznych wrogów, wieczne są tylko ich żywotne interesy. W tym wypadku wieczne są interesy naszej mniejszości, bez względu czy mieszka ona na Litwie, Ukrainie, Białorusi czy w innym kraju na wschód lub zachód od Polski. Ale Polska to taka macocha a nie matka i nie pamięta o swoich dzieciach. To tak górnolotnie. A na poważnie to “nasi” politycy nawet czubka własnego nosa nie widzą, a my oczekujemy że będą widzieli Polaków poza naszymi granicami? Nie ma u nas polityka z charyzmą myślącego o Polsce a nie chodzącego na pasku Niemiec, USA lub innego “zaprzyjaźnionego” kraju, nie ma człowieka który działa dla Polski a nie wykonującego polecenia przychodzące z zewnątrz których skutki czasami tylko idą częściowo nam na korzyść, częściej jednak przynosząc więcej szkody. Ani Tusk, ani Kaczyński to nie są polscy patrioci.
Przyszły narodowy rząd Polski przyzna podwójne obywatelstwo Polakom na Kresach…i wybierzemy Waldemara Tomaszewskiego na prezydenta Polski. Może będzie z tego Litwina drugi Jagiełło?
Tomaszewski na prezydenta Polski!
Widzę że Orbana polityka wobec rodaków poza granicami się Panu podoba. Może to rzeczywiście w obecnej chwili jedyna droga? A lituanizacja Polaków jest niestety faktem. Mój znajomy ma rodzinę pod Wilnem. W rozmowie wyszło że z młodymi ( ok. 20 latkami) już nie ma kontaktu bo mówią tylko po litewsku i angielsku. Rodzice jeszcze po polsku. I takich rodzin jest coraz więcej niestety.