Zawieszenie, czy nawet pozbawienie członkostwa Armenii w Eurazjatyckim Związku Gospodarczym (EAES) stało się groźbą Moskwy w obliczu zacieśniania przez premiera Paszyniana relacji z Unią Europejską.
„Armenii nie można pozbawić statusu członkowskiego w EAES. Wszystkie decyzje zapadają tam w drodze konsensusu. Armenia ma prawo weta, tak jak wszystkie inne kraje” – Paszynian powiedział dziennikarzom po tym, jak oddał głos w niedzielnych wyborach parlamentarnych, jakie odbywają się w tym państwie.
Zasygnalizował jednak, że kaukaskim państwie może odbyć się w referendum w sprawie przynależności do EAES bądź Unii Europejskiej. „W tym celu Armenia musi formalnie ubiegać się o członkostwo w UE lub musi uzyskać status kraju kandydującego. Obecnie nie ma żadnego z tych warunków. Obiektywnie rzecz biorąc, wiemy, że nie jesteśmy gotowi na ten status. Musimy przeprowadzić reformy i będziemy spokojnie podążać drogą reform” – powiedział Paszynian, sygnalizując że członkostwo w UE może być celem jego zabiegów.
Skomentował też działania “kolegów z EAES”. “Zamiast zwiększać atrakcyjność EAEU w naszym kraju, robią coś wręcz przeciwnego. W końcu to ludzie będą decydować, a nie ja” – słowa premiera Armenii zacytowała agencja informacyjna Interfax.
Dawał też do zrozumienia, że nie przejmuje się zbyt wiele wprowadzonymi w ciągu ostatnich kilkunastu dni zakazami importowymi na szereg produktów rolnictwa – “są one nagłaśniane w oparciu o interesy pewnych kręgów w Armenii”. Wcześniej Nikol Paszynian nazwał zakaz importu niektórych produktów ormiańskich do Rosji niewłaściwym i upolitycznionym.
Na początku maja w Erywaniu odbył się pierwszy szczyt Armenii z Unią Europejską, podczas którego podpisano umowę o partnerstwie w zakresie łączności.
Następnie Johannes Luchner, zastępca dyrektora generalnego w Dyrekcji Generalnej ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych Komisji Europejskiej spotkał się w Erywaniu z minister spraw wewnętrznych Armenii, Arpine Sarkisjan, która odpowiada w rządzie kaukaskiego państwa za wdrażanie Planu działań na rzecz liberalizacji wizowej (VLAP).
Pod rządami Paszyniana Armenia prowadzi też zbliżenie z USA. Zgadza się na objęcie przez Amerykanów administrowania specjalną magistralą transportową (TRIPP) przez jej prowincję Sjunik, która ma połączyć dwie części terytorium Azerbejdżanu.
Przedstawiciele rosyjskich władz podkreślali już, że nie da się połączyć przynależności do EAES z członkostwem w UE. Na wspomnianym szczycie EAES przez liderów państw zrzeszenia został wystosowany apel do Armenii o jak najszybsze przeprowadzenie referendum o dalszym pozostaniu kaukaskiego państwa w ramach Związku. Jednak w przemówieniu transmitowanym na portalach społecznościowych Paszynian oświadczył, że rząd w stolicy Erywaniu będzie kontynuował współpracę w ramach EAES, dopóki wybór między nim a Unią Europejską „nie stanie się nieunikniony”.
25 maja rzecznik prezydenta Rosji ostrzegł Armenię, że może stracić ona niską cenę rosyjskiego gazu, jeśli będzie odchodzić od integracji z Rosją.
Armenia płaci obecnie Gazpromowi 165 dol. za tysiąc metrów sześciennych, według kontraktu z 2019 roku. To daleko poniżej europejskiego benchmarku dla gazu, czyli na holenderskim węźle, na którym wynosiła ona na koniec maja około 500 dol. za tysiąc m. sześc.
Nikol Paszynian wybrał jednak asertywną odpowiedź. Oświadczył, że Armenia wybuduje gazociąg tranzytowy tłoczący gaz z innych niż rosyjskie źródeł.
Od 22 maja obowiązuje rosyjskie embargo na kwiaty z Armenii, a od 30 maja zakaz importu armeńskich truskawek i niektórych gatunków warzyw. 1 czerwca Moskwa nałożyła go na wwóz armeńskich winogron, wiśni, czereśni, moreli, śliwek, brzoskwiń i nektarynek. 3 czerwca wprowadziła również tymczasowe ograniczenia na owoce ziarnkowe, bakłażany, ziemniaki i suszone owoce z Armenii.
interfax.ru/kresy.pl






























