Pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej skierowali do premiera Donalda Tuska list opisujący – ich zdaniem – patologie w spółce i nadmierne wpływy związków zawodowych. Dokument, ujawniony przez autorów podcastu „W związku ze śledztwem”, zawiera zarzuty nepotyzmu, politycznych powiązań oraz ingerowania w decyzje spółki.

Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” – Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z „Newsweeka” – ujawnili we wtorek pismo skierowane przez pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej do premiera Donalda Tuska. Pod listem podpisano się imieniem i nazwiskiem. Jego autorzy opisują w nim – jak twierdzą – liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu spółki i zarzucają działaczom związkowym wykorzystywanie jej zasobów do prywatnych celów.

Jak podkreśla Radio ZET, dokument trafił zarówno do Kancelarii Premiera, jak i do Ministerstwa Aktywów Państwowych, które sprawuje nadzór nad JSW w imieniu Skarbu Państwa. Pracownicy wskazują w nim na działania, które – według nich – pogarszają kondycję spółki.

W liście napisano m.in.: „Dość powiedzieć, iż od 2018 r., pomimo likwidacji dwóch zakładów wydobywczych, poziom zatrudnienia wzrósł do 2023 r. o 6 tys. osób, głównie za sprawą działań związków zawodowych, których działacze zatrudniali zarówno swoje rodziny, jak i działaczy politycznych PiS oraz ich rodziny”. Autorzy dodają także: „Związki zawodowe, a szczególnie »Solidarność«, pilnują w JSW swoich prywatnych dochodów. Dbają wyłącznie o swój interes i o interes swoich krewnych oraz znajomych”.

Sygnatariusze listu przekonują, że struktury związkowe mają w spółce dominującą pozycję. „Ryba psuje się od głowy, tyle że w grupie kapitałowej JSW to związki są głową tej hydry pożerającej i niszczącej to przedsiębiorstwo” – napisali.

W dokumencie przywołano również przykłady zatrudnienia osób powiązanych z politykami. Wśród nich mają być m.in. krewne byłego posła lewicy, osoby związane z przewodniczącym „Solidarności”, a także osoby powiązane z politykami PiS, w tym z posłem Grzegorzem Matusiakiem. W piśmie pojawiają się też odniesienia do środowisk związanych z byłym posłem Grzegorzem Janikiem, który dwa lata temu został skazany za przyjmowanie korzyści majątkowych.

Autorzy listu zwracają uwagę, że część działaczy związkowych pozostaje na stanowiskach mimo osiągnięcia wieku emerytalnego. „Wielu spośród działaczy związkowych już dawno powinno być na emeryturze, ale trzymają się stanowisk, bo nie tylko oni zarabiają. Dzięki ich funkcjom zatrudnienie mają także ich rodziny i dzieci” — napisano.

Treść pisma komentował w podcaście Mariusz Gierszewski z Radia ZET. „Ten list jest dramatyczny i dotyczy dramatycznej sytuacji” — ocenił dziennikarz. Cytował też fragment dokumentu: „Mamy nadzieję, że ktoś w końcu się odważy i powie to, co na kopalni wiedzą wszyscy, ale boją się odezwać, bo każdy ma dom, rodzinę i kredyty. A ci panowie nie przebierają w środkach. W grupie kapitałowej JSW to związki są głową tej hydry pożerającej i niszczącej przedsiębiorstwo”.

Jednym z głównych zarzutów jest gwałtowny wzrost zatrudnienia w spółce. Od 2018 r., mimo likwidacji dwóch kopalń, liczba pracowników wzrosła o około 6 tys. osób. „Za rządów Prawa i Sprawiedliwości, głównie za sprawą działań związków zawodowych, których działacze zatrudniali swoje rodziny oraz działaczy PiS i ich rodziny” — cytuje Gierszewski.

Dziennikarze zwracają uwagę, że szczególna pozycja związkowców w JSW wynika także z przepisów chroniących działaczy przed zwolnieniem. W spółce funkcjonuje około 80 organizacji związkowych, a poziom uzwiązkowienia przekracza 180 proc., co oznacza, że część pracowników należy do kilku związków jednocześnie. „Te liczby są fascynujące” — komentuje Dominika Długosz.

Sytuacja finansowa spółki pozostaje trudna. W ciągu trzech kwartałów ubiegłego roku straty JSW przekroczyły 3 mld zł. Wpływ mają na to m.in. spadek cen węgla koksowego, silniejszy złoty oraz rosnące koszty pracy, które wzrosły z około 4 mld zł w 2019 r. do 6 mld zł w 2024 r.

Długosz podkreśla, że związki zawodowe pełnią istotną funkcję w ochronie praw pracowników, jednak w przypadku JSW — jak ocenia — „mają tendencję do zamieniania się w patologię”.

Równocześnie w środowisku związkowym trwają spory sądowe. Jedna z najgłośniejszych spraw dotyczy pozwu o naruszenie dóbr osobistych, który przewodniczący „Solidarności” Sławomir Kozłowski wytoczył liderowi „Sierpnia ’80” Karolowi Granatyrowi. Spór wywołała ulotka zatytułowana „Najpierw treser, później psy”, w której pojawiły się zarzuty dotyczące ustawiania przetargów i faworyzowania zaprzyjaźnionych firm.

W trakcie procesu zeznawał m.in. były wiceprezes JSW ds. technicznych Tomasz Śledź. Jak relacjonowano, mówił on, że w przetargach „zawsze wygrywała jedna ustalona firma”, a związkowcy mieli wpływać na decyzje spółki. Według jego relacji „w JSW rządzi szef »Solidarności« i ma być tak, jak on chce”.

Równolegle prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące możliwego zawyżania liczby członków związków zawodowych. Według śledczych miało to pozwalać na zwiększanie liczby etatów związkowych finansowanych przez spółkę. Straty JSW z tego tytułu mogą przekraczać 16 mln zł.

Zobacz: Balczun: musimy się złożyć na ratowanie JSW

Tagi: , , , ,
forma płatności