Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie decyzji w sprawie nadania jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Szef MON podkreślił, że Polska nadal wspiera Ukrainę w walce z Rosją, ale państwowa gloryfikacja UPA jest dla Polaków nie do przyjęcia.

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie decyzji w sprawie nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. Szef MON podkreślił, że Polska nadal wspiera Ukrainę w walce z rosyjskim imperializmem, ale prawdziwa przyjaźń wymaga prawdy.

Do decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Kosiniak-Kamysz odniósł się w nagraniu oraz liście skierowanym do ukraińskich mediów. Jak przekazał PAP rzecznik MON Janusz Sejmej, oba materiały miały tożsamą treść.

Szef MON zaznaczył, że Polska od początku rosyjskiej inwazji udziela Ukrainie wsparcia humanitarnego, wojskowego, logistycznego i politycznego. Podkreślił, że wolna Ukraina oznacza również większe bezpieczeństwo Polski oraz całego regionu.

Jednocześnie Kosiniak-Kamysz stwierdził, że decyzja o uhonorowaniu UPA wywołała w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”. Mówił, że dla części Ukraińców Ukraińska Powstańcza Armia może być symbolem walki z sowieckim zniewoleniem. Dodał jednak, że dla Polaków pozostaje przede wszystkim symbolem zbrodni popełnionych na ludności cywilnej podczas rzezi wołyńskiej.

Minister obrony przypomniał, że w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamordowano dziesiątki tysięcy Polaków. Wśród ofiar były kobiety, dzieci i osoby starsze. Jak mówił, mordowano całe rodziny oraz wsie.

Kosiniak-Kamysz zwrócił uwagę, że wiele ofiar do dziś nie ma grobów, krzyży ani miejsc pamięci, przy których bliscy mogliby zapalić znicze. „Tego bólu nie da się unieważnić. Ludobójstwo pozostaje ludobójstwem” – powiedział.

Szef MON zaznaczył równocześnie, że zbrodnie UPA nie obciążają całego narodu ukraińskiego. Przypomniał o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków i sprzeciwiali się przemocy. Ocenił, że to oni są prawdziwymi bohaterami, ponieważ w czasach terroru wybrali człowieczeństwo.

Według Kosiniaka-Kamysza współczesna Ukraina ma własnych bohaterów. Są nimi żołnierze walczący przeciw rosyjskiej agresji, w tym obrońcy Charkowa, Donbasu, Zaporoża i ukraińskiego nieba. Jak stwierdził, ich odwaga zapisuje wielką kartę historii.

Minister obrony ocenił, że ukraińscy żołnierze nie potrzebują patronów, którzy dzielą sojuszników i ranią pamięć rodzin ofiar. Dodał, że decyzja Zełenskiego szkodzi relacjom polsko-ukraińskim, a także samej Ukrainie.

Kosiniak-Kamysz zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie decyzji i znalezienie takiej formy uhonorowania współczesnych ukraińskich żołnierzy, która nie będzie raniła pamięci polskich ofiar. Podkreślił, że nie chodzi o upokorzenie Ukrainy, lecz o gest dojrzałości, odpowiedzialności i szacunku wobec narodu, który w najtrudniejszym momencie stanął po stronie Kijowa.

Jak informowaliśmy, Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorową nazwę „imienia Bohaterów UPA”. Decyzja została ogłoszona z okazji 10. rocznicy powstania Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy i wywołała oburzenie w Polsce.

UPA jest odpowiedzialna za ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ofiarą zbrodni OUN-UPA padło ponad 100 tysięcy Polaków.

Na decyzję ukraińskiego prezydenta zareagowało wcześniej polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór napisał, że resort „jednoznacznie negatywnie” ocenia nadanie ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”. Jak stwierdził, decyzja ta „rani pamięć o ofiarach tej organizacji” i uderza w dialog między narodami.

Kresy.pl

Tagi: , ,
forma płatności