Szef amerykańskiego wywiadu potajemnie udał się do Berlina i Kijowa przed wizytą sekretarza stanu USA w Europie. Przekonywał Niemców, by zamknęli Nord Stream 2 w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

W czwartek amerykański dziennik „Wall Street Journal” poinformował, że Stany Zjednoczone na tydzień przed oficjalną wizytą sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena w Europie potajemnie wysłały dyrektora CIA, Williama Burnsa, do Niemiec i na Ukrainę. Burns był wcześniej ambasadorem USA w Moskwie.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

7789.32 PLN    (35.4%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Według informacji „WSJ”, dyrektor CIA próbował przekonać liderów państw-sojuszników USA w Europie do zajęcia bardziej stanowczego stanowiska wobec Rosji, w związku z rosnącym napięciem w relacjach rosyjsko-ukraińskich. Podczas rozmów w Berlinie przedstawił kanclerzowi Olafowi Scholzowi i wywiadowi szczegóły tarć na linii Moskwa-Kijów, przedstawiając też możliwe scenariusze rozwoju sytuacji. Wezwał też Niemców, by zamknęli gazociąg Nord Stream 2 w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Gazeta napisała też, powołując się na amerykańskiego urzędnika znającego szczegóły podróży szefa CIA, że Burns został wysłany do Berlina po tym, jak kanclerz Scholtz powstrzymał się od deklaracji, że w razie ataku Rosji na Ukrainę „zamrozi” Nord Stream 2. Według amerykańskich dyplomatów, szef niemieckiego rządu wraz ze swoimi współpracownikami złożyli takie zapewnienie, ale tylko prywatnie. Jak dotąd, nie ogłosili tego publicznie. „WSJ” zaznacza też, że w rozmowach z dziennikarzami w ostatnim czasie, Scholtz wyraźnie unika odpowiedzi na pytania dotyczące sankcji wobec gazociągu.

„WSJ” zwraca też uwagę na wizytę sekretarza stanu USA, Antony Blinkena w Europie. Po wizycie w Kijowie, w czwartek odbył serię spotkań w Berlinie, m.in. z szefową niemieckiej dyplomacji Annaleną Baerbock, szefem MSZ Francji Jean-Yves Le Drian i brytyjskim ministrem James’em Cleverly. Osobno spotkał się z Scholzem. W piątek, w Genwie, ma spotkać się z ministrem spraw zagranicznych Rosji, Siergiejem Ławrowem.

Zobacz: Szef MSZ Ukrainy pokazał Blinkenowi mapę z ukraińskim Przemyślem [+FOTO]

W tym kontekście zwrócono również uwagę na podziały w Europie w kwestii podejścia do Rosji, jakie uwidoczniły się po środowym wystąpieniu prezydenta Francji, Emmanuela Macrona w Parlamencie Europejskim. Miało to związek z objęciem przez Francję półrocznej prezydencji w UE. Powiedział m.in., że Unia Europejska powinna skoncentrować się w najbliższych tygodniach na opracowaniu propozycji utworzenia „nowego porządku bezpieczeństwa i stabilności”, konsultując się zarazem z NATO. Opowiedział się też za dialogiem z Rosją i budową przez UE własnego systemu bezpieczeństwa, choć w ramach Sojuszu. Słowa francuskiego prezydenta, w opinii komentatorów, pokazują, że w Europie nie ma jednolitego stanowiska i podejścia względem Moskwy.

Czytaj także: Macron chce uznania aborcji za prawo podstawowe UE

Jak informowaliśmy, w czasie konferencji prezydent USA Joe Biden obszernie wypowiedział się na temat sytuacji Ukrainy i u jej granic. Sformułowania jakich użył odbiły się szerokim echem w światowych środkach masowego przekazu natychmiast po zakończeniu konferencji. „Przewiduję, że wkroczy” – prezydent USA powiedział o spodziewanych ruchach Władimira Putina – „Musi coś zrobić”, słowa Bidena zacytował portal telewizji France24.

Mówiąc o tej perspektywie przywódca USA zapowiedział, że „Rosja zostanie pociągnięta do odpowiedzialności jeśli dokona inwazji [na Ukrainę”. Jednak jak dodał – „To zależy co zrobi. Inna sprawa jeśli to będzie drobne wtargnięcie i skończymy spierając się o to co robić i czego nie robić”. Właśnie te słowa Bidena wywołały największy oddźwięk w światowych środkach masowego przekazu. Wielu komentatorów uznaje je za sygnał, że wśród członków NATO nie ma jednego stanowiska wobec kwestii ukraińskiej i konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Biden został zresztą, jak podkreślił portal CNN, zapytany o to, co rozumie jako „drobne wtargnięcie”. Jak odpowiedział – „Rosyjskie siły przekraczają granicę i zabijają ukraińskich żołnierzy”. Amerykański przywódca sugerował też, że reakcja jego państwa nie będzie automatyczna, lecz skalkulowana i zróżnicowana w zależności od charakteru rosyjskich działań. Jego wypowiedzi wyraźnie wskazywały też, że w obrębie NATO są różnice zdań co do tego, jakie sankcje zastosować w przypadku różnych scenariuszy rosyjskiej agresji.

Czytaj także: Zełenski odpowiada Bidenowi: Nie ma drobnych najazdów i małych narodów

Od jesieni Rosja zgromadziła u granic Ukrainy około 100 tys. swoich żołnierzy. 7 grudnia prezydenci Rosji i USA odbyli dwugodzinną rozmowę za pośrednictwem wideołącza. Dotyczyła ona w znacznej mierze Ukrainy. Joe Biden miał wyrazić w jej trakcie głębokie zaniepokojenie USA i ich europejskich sojuszników w związku z „eskalacją przez Rosję sił otaczających Ukrainę”. Wyraził również swoje „poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy i wezwał do deeskalacji i powrotu do dyplomacji”. Obaj prezydenci zlecili swoim zespołom dalsze działania w sprawie Ukrainy. Dzień po tej rozmowie Biden powiedział, że Stany Zjednoczone jednostronnie nie wystąpią zbrojnie na rzecz Ukrainy, by walczyć z Rosją.

W grudniu Rosja przedstawiła Waszyngtonowi na piśmie propozycje nowych ram ładu międzynarodowego. Zakładają one traktatowe zobowiązanie NATO, że nie będzie się ono rozszerzać o kolejne  państwa poradzieckie, ani nie będzie na terenie takich państw dyslokować swoich żołnierzy czy zaczepnych rodzajów uzbrojenie. Propozycje te stały się w styczniu przedmiotem rozmów dwustronnych przedstawicieli amerykańskiej i rosyjskiej dyplomacji, rozmów na forum Rady NATO-Rosja oraz na forum Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Rosja i państwa zachodnie nie doszły do żadnego porozumienia w tej sprawie. Rosyjscy żołnierze nadal stacjonują u granic Ukrainy.

wsj.com / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz