W Linne w gminie Maasgouw na południu Holandii policja odkryła i zlikwidowała obóz, w którym kilkudziesięciu Rumunów, pracujących przy zbiorze szparagów, mieszkało w „nieludzkich” warunkach. Według lokalnych władz niektórzy z nich mogli być nawet bici. Obecnie nie jest wiadome gdzie przebywają imigranci.

W ubiegłym tygodniu policja, a także przedstawiciele lokalnych władz przeprowadzili kontrolę w kompleksie rolnym w Linne, niewielkiej wiosce leżącej na terenie gminy Maasgouw. Wcześniej otrzymano anonimową informację o obozie, w którym pracownicy z Rumunii mieli mieszkać w „przerażających i niebezpiecznych” warunkach. „Rzadko byłem świadkiem tak poniżającej sytuacji” – powiedział burmistrz gminy Stef Strous w rozmowie z portalem rtlnieuws.nl.

Na miejscu kontroli odkryto kompleks składający się z budynków gospodarczych, w których umieszczono prawie siedemdziesiąt piętrowych łóżek. Mieszkali tam pracownicy, którzy w ciągu dnia zbierali szparagi w okolicznych gospodarstwach rolnych.

Według gminy budynek, w którym osoby się znajdowały, wyglądał na bardzo przestarzały, zanieczyszczony, zaniedbany i niebezpieczny.

Gmina twierdzi, że natychmiast położyła kres sytuacji i poleciła przekwaterowanie pracowników gdzie indziej. Na właściciela kompleksu nie nałożono jednak żadnej grzywny. „Szczególnie niebezpieczna sytuacja, w której napotkaliśmy ludzi, sprawiła, że ​​odroczenie środków stało się dla mnie nie do pomyślenia” – powiedział Strous.

CZYTAJ TAKŻE: „Nowa Polka babci” – kontrowersyjna reklama niemieckiej firmy

Według burmistrza mieszkający w kompleksie pracownicy byli brudni i wystraszeni. „Niektórzy z nich przyznawali, że byli nawet bici” – mówił burmistrz Strous. „Budynki były zaniedbane a w pomieszczeniach, gdzie spali, nie było nawet odpowiedniej wentylacji” – dodał.

To gdzie obecnie przebywają imigranci nie jest jasne. Gmina „nie ma pojęcia, gdzie oni są”, powiedział burmistrz RTL Nieuws. „Odpowiedzialność za mieszkanie spoczywa na pracodawcy. Jest to również niezadowalające dla nas jako gminy”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W maju br. pisaliśmy, że większość holenderskich agencji pracy przyznała, że w ubiegłym roku otrzymywała zlecenia dyskryminująca niektórych pracowników, w tym obcokrajowców – w dużej mierze Polaków. Ponadto często warunki pracy pracowników z Polski w tym kraju są nieproporcjonalnie ciężkie.

W corocznym raporcie inspekcja pracy poinformowała, że w ubiegłym roku sytuacja na rynku pracy pogorszyła się w związku z pandemią koronawirusa. Ofiarami kryzysu w dużej mierze padli imigranci zarobkowi, także Polacy. Aż 20 proc. z 7,7 tys. skarg, które trafiły do urzędu w związku z łamaniem prac pracowniczych w okresie pandemii, dotyczyło pracowników przyjezdnych.

Inspektorzy trafili np. na farmę szparagów, która zatrudniała 44 zbieraczy z Polski oraz Rumunii. Jak wykazała kontrola, ci pracownicy przez uprzednie sześć tygodnia pracowali od 8 do 14 godzin, a  pracodawca nie zapewnił im przewidzianego w kodeksie pracy 36-godzinnego okresu przerwy, co jest naruszeniem przepisów o czasie pracy. Także warunki w jakich pracowali Polacy oraz Rumuni były nieproporcjonalnie ciężkie.

W 2019 roku polityk holenderskiej Partii Socjalistycznej Gerrie Elfrink zatrudnił się w agencji pracy dla Polaków. Pracował w fabryce, spał we współdzielonym domu robotniczym. Ostatecznie w dzienniku „De Gelderlander” ogłosił, że Polacy są w skandaliczny sposób wyzyskiwani. Dotykają ich: zbyt wysokie opłaty za zbyt złe warunki mieszkaniowe, wielogodzinna praca 6 i 7 dni w tygodniu, system kar za rzekome drobne przewinienia, niskie płace, brak płatnych nadgodzin, a nawet groźby i zastraszenia. Elfrink przyznał, że i tak był lepiej traktowany z racji bycia Holendrem.

Kresy.pl / limburger.nl / rtlnieuws.nl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz