Dziennikarz telewizji CGTN, uznawanej za tubę propagandową chińskiego rządu, zareagował na swoim Twitterze na publikację przez rosyjską ambasadę w Chinach filmu z okazji 160 rocznicy powstania Władywostoku. Jego zdaniem przywołuje on „gorzkie wspomnienia tych upokarzających dni w 1860 roku”.

Dziennikarz Shen Shiwei zaznaczył, że jego wpis nie jest w żaden sposób powiązany z „żądaniami terytorialnymi” i szanuje on postanowienia traktatu pokojowego zawartego w Pekinie w 1860 roku.

Zauważył, że Władywostok przed założeniem tam w 1860 roku przez Rosjan portu wojennego, nazywał się Haishenwai i był położony na chińskiej ziemi.

Część chińskich internautów w reakcji na film rosyjskiej ambasady opublikowany za pośrednictwem Weibo, chińskiego medium społecznościowego, przypomniała, że Władywostok był częścią Chin. Tereny te wchodziły w skład Mandżurii będącej kolebką dynastii Qing. W 1860 roku zakończona została upokarzająca dla Chińczyków II wojna opiumowa. Rosja co prawda nie brała niej udziału, ale i tak uzyskała sporne terytoria położone na lewym brzegu Amuru. Internauci pisali m.in.: „Chińczycy będą pamiętać, kolejne pokolenia będą pamiętać!” czy „Musimy wierzyć, że ta ziemia przodków wróci do domu w przyszłości!”

Również Zhang Heqing, chiński dyplomata pracujący w ambasadzie w Pakistanie, wypowiedział się w temacie: „nie jest tak, że w przeszłości było to nasze Haishenwai?”

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Sprawę szybko podchwyciły indyjskie media. Na stronie wionews.com przeczytać możemy nagłówek: „Chiński głód cudzej ziemi nie ma limitów. Najnowszym celem stała się Rosja”. Oprócz tego opublikowano całą listę państw, z którymi Chiny mają spory terytorialne. Wśród nich m.in. właśnie Rosję, Indie, Tajwan, Kazachstan, Kirgistan, Mongolia, Laos, Filipiny, Południowa Korea, Północna Koread.

Jeden z największych indyjskich portali, Times Now, również opublikował artykuł dotycząćy chińskiego ekspansjonizmu w Rosji, Nepalu i Bhutanie.

Rosyjski rząd nie skomentował dotychczas całej sytuacji.

To nie pierwsze tego typu głosy docierające ze strony chińskiej rządowej telewizji CGTN. Na początku maja dziennikarka Palki Sharma zwróciła uwagę, że na swoim Twitterze medium pisało o górze Mount Everest, jak o położonej chińskim Tybetańskim Regionie Autonomicznym.

Jak informowaliśmy, napięcie na granicy chińsko-indyjskiej nie ustępuje i po obu stronach wciąż rozmieszczone są poważne siły.

Napięcie zaczęło rosnąć po starciach o których poinformowaliśmy wcześniej na naszym portalu. Do konfrontacji doszło w dolinie Galwan, będącej częścią spornego regionu Ladakhu wzdłuż granicy między Indiami i Chinami w Hiamalajach. Sytuacja w himalajskiej dolinie eskaluje od początku maja odkąd obie strony zwiększyły liczbę żołnierzy pojawiających się na spornym terytorium. Przedmiotem sporu jest ważna droga biegnąca w wysokogórskiej dolinie. Do starcia miało dojść po tym gdy Hindusi i Chińczycy próbowali dokonać „deeskalacji” sytuacji na granicy. W efekcie doszło jednak do jej poważnego zaostrzenia. To pierwsze ofiary śmiertelne na chińsko-indyjskiej granicy od 1975 r.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Dodatkowo, jak informowaliśmy w sobotę, Chiny prowadzą od środy manewry na Morzu Południowochińskim. Marynarka wojenna USA poinformowała w sobotę o wysłaniu na te wody lotniskowców USS Nimitz i USS Ronald Reagan, które będą prowadziły tam własne ćwiczenia.

W odniesieniu do Hongkongu 30 czerwca Komitet Stały Ogólnochińskiego Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych poparł nową ustawę o bezpieczeństwie narodowym, która przyznaje centralnym organom państwowym kompetencje w zakresie bezpieczeństwa narodowego w mieście.

Kresy.pl / euroasiantimes.com




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz