Według chorwackich władz obiekt, który rozbił się w Zagrzebiu, nadleciał od strony Ukrainy, przez Rumunię i Węgry. Był to najprawdopodobniej bezzałogowiec rozpoznawczy z czasów radzieckich. Ukraińcy i Rosjanie oficjalnie zaprzeczają, że mają coś wspólnego z tym incydentem i wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością.

W czwartek krótko po 23:00 w parku w jednej z dzielnic stolicy Chorwacji, Zagrzebia, miał miejsce wybuch. Okoliczni mieszkańcy znaleźli na miejscu krater i szczątki jakiejś maszyny latającej. Widać było na nich napisy cyrylicą, a według relacji BBC, rzekomo także pięcioramienną, czerwoną gwiazdę.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

385.18 PLN    (1.75%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Zdaniem chorwackich ekspertów, w Zagrzebiu najprawdopodobniej rozbił się bezzałogowy samolot rozpoznawczy Tu-141 Striż. To stara konstrukcja jeszcze z czasów radzieckich, wycofana przez sowietów ze służby w latach 80. XX wieku. Duża część z nich została skierowana do zachodniej części ZSRR, a po jego rozpadzie znalazła się na terytoriach nowych, niepodległych państw, w tym Ukrainy. Zaznaczmy, że te drony rozpoznawcze starego typu były wykorzystywane przez Ukraińców podczas wojny w Donbasie, w latach 2014-2015. Według BBC, strona ukraińska używa ich również obecnie.

Chorwackie media zastanawiały się, skąd taki dron może pochodzić i wskazywały na Ukrainę. Ukraińska ambasada w Zagrzebiu odmówiła skomentowania sprawy, przy czym jeden z portali cytował doradcę ukraińskiego ministra obrony, który zaprzeczył, jakoby Ukraina miała mieć z tym coś wspólnego. Zagrzeb leży około 600 km w linii prostej od ukraińskiej granicy.

Jak podaje BBC, chorwacki rząd potwierdził, że dron przeleciał nad Węgrami, wleciał w przestrzeń powietrzną Chorwacji, po czym rozbił się w Zagrzebiu. Bezzałogowiec miał znajdować się na pułapie 1300 metrów i lecieć 700 km na godzinę.

Prezydent Chorwacji Zoran Milanovic powiedział określił to zdarzenie mianem poważnego incydentu. Zaznaczył, że trzeba ustalić, jak to się stało, ze „samolotów takich rozmiarów nie został zestrzelony w drodze z Ukrainy do Zagrzebia”, choć przez kilkadziesiąt minut leciał nad Węgrami. Milanovic wyraził też zaniepokojenie z faktu, że Chorwacja nie otrzymała żadnego ostrzeżenia o nadlatywaniu takiego „mało skomplikowanego” drona. Dodał, że pojazd spadł, gdy skończyło mu się paliwo.

Z kolei premier Chorwacji, Andrej Plenkovic powiedział, że był to „obiekt latający produkcji rosyjskiej”, ale nie ma pewności, czy należał do armii rosyjskiej, czy ukraińskiej. Dodał też, że według węgierskiego premiera Viktora Orbana, dron „przyleciał na Węgry od strony Rumunii”.

Strona rumuńska potwierdziła, że jej systemy monitorowania przestrzeni powietrznej wykryły w czwartek 10 marca mały obiekt, który wleciał od strony Ukrainy, przebywał w niej przez około 3 minuty, po czym skierował się nad Węgry. Rumuni tłumaczą, że nie mogli zidentyfikować tego obiektu z uwagi na to, że leciał bardzo szybko, na niskim pułapie i szybko odleciał.

Jeden z ukraińskich portali informacyjnych spekulował, że być może doszło do jakiegoś błędu w sterowaniu/nawigacji i dron miał lecieć do miejscowości na Ukrainie, Jarun, która nazywa się podobnie jak dzielnica Zagrzebia, gdzie doszło do katastrofy.

Sprawa wywołała dyskusje w Chorwacji i pytania, na ile kraj byłby gotowy na wypadek konfliktu zbrojnego. Krytycy podkreślają, że w Zagrzebiu nie zabrzmiały syreny alarmowe, a do tego wiele schronów w tym mieście jest w fatalnym stanie. Chorwackie służby wszczęły śledztwo w sprawie incydentu.

Według agencji AP, anonimowy urzędnik NATO potwierdził, że natowskie systemy obrony powietrznej śledziły lot obiektu, który później rozbił się w stolicy Chorwacji.

Rosjanie i Ukraińcy przerzucają się odpowiedzialnością za incydent. Doradca szefa ukraińskiego resortu obrony, Marian Łubkiwskij powiedział agencji Interfax, że Ukraina nie ma z tym nic wspólnego. Twierdził, że na dronie nie było ukraińskich oznaczeń, tylko czerwona gwiazda, tj. symbol rosyjskiej armii. Z kolei rosyjska ambasada w Zagrzebiu oświadczyła, że to dron z Ukrainy, a Rosja nie używa takich bezzałogowców od 30 lat.

BBC / AP / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz