Na wstępie uprzedzam Czytelnika, że przytoczone w poniższej relacji fakty mogą poddać w wątpliwość sens całej polskiej polityki wschodniej, która jako niewzruszony dogmat przyjęła „doktrynę Giedroyca”, a wraz z nią wyrozumiałość wobec młodych nacjonalizmów zabużańskich (za rzeką Bug), która każe na dalszy plan spychać interesy Polaków na Kresach. Nie będzie to także tekst strawny dla tych, którzy uważają, że suma obecnych państw narodowych w Europie Wschodniej jest prostą kontynuacją I Rzeczypospolitej. Z drugiej zaś strony tekst ten nie zadowoli w najmniejszym stopniu zwolenników rządów Aleksandra Łukaszenki, mającego do Polaków na Białorusi stosunek rzekomo pozytywny lub chociaż neutralny – w przeciwieństwie do antypolskich nacjonalistów białoruskich. Tych od razu uprzedzam, że ze względu na represje wobec Polaków na Białorusi prezydent tego państwa nie cieszy się moją życzliwością. Pozostałych niezrażonych tymi zapowiedziami Czytelników zapraszam zaś do lektury.