Komitet wykonawczy Rady Miasta Lwowa (rodzaj zarządu miasta) ogłosił soboty i niedziele “dniami roboczymi”. Wszystko po to, by uniknąć zarządzonego przez ukraiński rząd tzw. weekendowego lockdownu.
Jak podawaliśmy, w środę ukraiński rząd zdecydował o wprowadzeniu do 30 listopada tzw. weekendowego lockdownu (dosł. kwarantanny dnia wolnego). Oznacza to, że w dni wolne od pracy mają obowiązywać większe obostrzenia przeciwepidemiczne niż w dni powszednie. Ukraińska służba BBC podawała, że podczas „weekendowego lockdownu” będzie zamknięte „wszystko” poza pocztą, sklepami spożywczymi, aptekami, stacjami benzynowymi oraz instytucjami finansowymi i medycznymi. Restauracje, kawiarnie i inne placówki gastronomiczne powinny wydawać posiłki tylko „na wynos”. Zamknięte będą m.in. siłownie, baseny i instytucje kulturalne. Nie dojdzie natomiast do zamknięcia transportu. Władze niektórych ukraińskich miast, w tym Lwowa, zapowiedziały, że nie będą się stosować do tych zarządzeń. Ich zdaniem lockdown pozbawi dochodów mały i średni biznes oraz jego pracowników.
W piątek władze Lwowa znalazły sposób, by ominąć zarządzenia płynące z Kijowa. Do 30 listopada soboty i niedziele w mieście ogłoszono… dniami roboczymi. Postanowienie w tej sprawie opublikował na Facebooku mer Lwowa Andrij Sadowy.
“Podjęto decyzję, że do 30 listopada sobota i niedziela we Lwowie są ogłoszone dniami roboczymi dla placówek gastronomicznych, centrów handlowo-rozrywkowych, instytucji kulturalnych, siłowni, klubów fitness i bazarów. Oznacza to, że we Lwowie nie można wprowadzić +kwarantanny dnia wolnego+, ponieważ u nas nie ma dni wolnych. Ludzie mają prawo do pracy” – stwierdził Sadowy.
Jak podaje portal Zaxid.net, w ślady Lwowa poszedł już Stanisławów (Iwanofrankiwsk) także ogłaszając soboty i niedziele dniami roboczymi.
Przypomnijmy, że do podobnych „buntów” przeciw kwarantannie dochodziło już w poprzednich miesiącach w innych ukraińskich miastach – m.in. w Czerkasach, Łucku i Tarnopolu, a także w samym Lwowie.
































