Control Process, polska firma budująca zakład przetwarzania odpadów we Lwowie, została oskarżona przez tamtejszych radnych o opóźnienia i łamanie umowy. Spółka odpiera zarzuty, wygrywa arbitraż i oskarża Lwów o łamanie kontraktu oraz grozi wstrzymaniem prac. W tle – napięcia polityczne i apel do premiera Polski.
Polska spółka Control Process znalazła się w centrum konfliktu z władzami Lwowa w związku z budową zakładu przetwarzania odpadów komunalnych. Podczas sesji Rady Miejskiej 7 sierpnia przewodniczący tymczasowej komisji kontrolnej, Nazarij Berbeka, oskarżył firmę o łamanie warunków umowy i spowalnianie inwestycji, mimo że otrzymała już od miasta 29 milionów euro. Radni wezwali premiera Donalda Tuska do interwencji. Control Process odpowiada, że to nie ona, lecz władze Lwowa i komunalne przedsiębiorstwo „Zielone Miasto” łamią zapisy międzynarodowego kontraktu FIDIC.
„Projekt budowy zakładu został rozpoczęty w maju 2021 r. i jest wykonany w 75–80 proc. Opóźnienia, które trwają już od kilku lat, wynikają wyłącznie z winy Rady Miejskiej Lwowa oraz komunalnego przedsiębiorstwa »Zielone Miasto«, które systematycznie naruszają międzynarodowy kontrakt FIDIC (Żółta Księga, 1999)” – przekazała firma w oświadczeniu dla Business Insidera.
Jak informuje Control Process, spór trafił do arbitrażu FIDIC. W postępowaniu, które prowadził arbiter Robert Werth, firma wygrała wszystkie dziewięć kluczowych punktów. Miasto m.in. musi zwrócić koszty ekspertyzy, zapłacić za wykonane prace – również te nieukończone, wypłacić odsetki za opóźnienia w płatnościach i pokryć połowę kosztów arbitrażu.
„Zgodnie z decyzją arbitrażu, miasto musi bezwarunkowo w ciągu 28 dni: zrealizować wszystkie dziewięć punktów decyzji, wypłacić naliczone odsetki za okres od 2021, pokryć połowę kosztów postępowania arbitrażowego, zaniechać dalszych naruszeń kontraktu (w tym opóźnień płatności i niezastosowania się do formuły ceny stałej)” – dodaje firma.
Jednocześnie Control Process wskazuje, że kluczowe prace, które miały być wykonane przez stronę ukraińską – m.in. przyłącza elektryczne, drogi, zbiorniki, oczyszczalnia i kanalizacja – nie zostały zrealizowane. Bez nich uruchomienie zakładu, mimo jego 80-procentowej gotowości, jest niemożliwe. Spółka ostrzega, że dalsze opóźnienia mogą skutkować wstrzymaniem technologicznego rozruchu.
Władze Lwowa twierdzą natomiast, że wielokrotnie spotykały się z wykonawcą, przedłużały terminy i oczekują zakończenia wszystkich prac do 4 października 2025 r., kiedy to wygasa umowa. Uważają jednak, że inwestycja nie zostanie ukończona na czas.
„Na placu budowy fabryki we Lwowie biało-czerwona flaga Rzeczypospolitej Polskiej powiewa obok ukraińskiej. Dlatego chodzi nie tylko o kontrakt, ale także o reputację biznesową państwa. Wzywamy premiera Polski do interwencji w tej sytuacji w ramach ustawodawstwa krajowego. Lwów jest gotowy do współpracy i oczekuje, że Control Process wypełni swoje zobowiązania. Jest to test dla dalszego ukraińsko-polskiego partnerstwa gospodarczego” – stwierdził mer Lwowa Andrij Sadowy, odnosząc się do sprawy.
Control Process, według danych z KRS, nie boryka się z problemami finansowymi. W 2024 roku firma osiągnęła 590 mln zł przychodu i 5,7 mln zł zysku netto, a jej płynne środki na koniec roku wynosiły 23,4 mln zł. Spółka specjalizuje się w projektach z zakresu energetyki, gazownictwa, ochrony środowiska oraz przemysłu.
Czytaj: Współpraca gospodarcza Polska–Ukraina rośnie mimo wojny. Obroty handlowe wzrosły o 5 mld dolarów
forbes.ua / businessinsider.com.pl / Kresy.pl






























