Podczas konferencji prasowej posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli wystąpienie do szefa MSZ o uznanie mera Lwowa, Andrija Sadowego, za osobę niepożądaną w Polsce. Powodem jest lansowany przez niego kult Bandery i Szuchewycza. Tymczasem za rządów Prawa i Sprawiedliwości politycy tej partii wielokrotnie bagatelizowali kwestię banderyzmu na Ukrainie.
W sobotę politycy Prawa i Sprawiedliwości, Janusz Kowalski i Kacper Płażyński, zaapelowali o uznanie mera Lwowa, Andrija Sadowego, za osobę niepożądaną w Polsce. Zapowiedzieli, że w tej sprawie skierują oficjalne pismo do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
W czasie konferencji prasowej parlamentarzyści PiS odnieśli się do kultu Stepana Bandery oraz decyzji władz Lwowa o przeznaczeniu środków publicznych na odbudowę muzeum Romana Szuchewycza, dowódcy UPA, odpowiedzialnego za ludobójstwo Polaków na Wołyniu.
Poseł Janusz Kowalski podkreślił, że na Ukrainie narasta zjawisko upamiętniania postaci związanych z banderyzmem, wobec czego — jego zdaniem — Polska powinna zajmować zdecydowane stanowisko.
„Nie ma zgody na kult banderyzmu na Ukrainie; na to, co wydarzyło się kilkadziesiąt godzin temu w wielu miejscach na Ukrainie, nie tylko we Lwowie. Obrażano Polaków, czczono niemieckiego kolaboranta, a przede wszystkim morderców Polaków. Do dziś Ukraina nie rozliczyła się z tego ludobójstwa, a mamy do czynienia z festiwalem kultu banderyzmu, który staje się pewnego rodzaju systemową ideologią Ukrainy” – powiedział poseł Janusz Kowalski.
Parlamentarzyści PiS skrytykowali również współpracę Gdańska ze Lwowem oraz brak, ich zdaniem, jednoznacznej reakcji ze strony rządu. Zwrócili przy tym uwagę, że od ponad roku w Sejmie nie posuwają się prace nad projektem ustawy zakazującej propagowania banderyzmu.
Mer Lwowa jest od lat znany z gloryfikowania OUN-UPA, na co wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na portalu Kresy.pl.
Zobacz: “Na jego przykładzie wyrosło nowe pokolenie” – mer Lwowa chwali Stepana Banderę
Przeczytaj: Mer Lwowa zapytany o zbrodnię wołyńską: To co było, jest historią
Czytaj także: Mer Lwowa nazwał polskich rolników “prorosyjskimi prowokatorami”
Tymczasem za rządów Prawa i Sprawiedliwości, politycy tej partii wielokrotnie bagatelizowali kwestię banderyzmu na Ukrainie.
Zobacz: Według PAP flaga OUN-UPA nie jest flagą OUN-UPA
Czytaj: Wpadka Błaszczaka na Ukrainie – złożył kwiaty przy fladze w barwach OUN-UPA
1 stycznia 2026 roku na Ukrainie odbyły się szeroko zakrojone obchody 117. rocznicy urodzin Stepana Bandery. W relacjach ukraińskich mediów głównego nurtu oraz organów państwowych wydarzenie to zostało przedstawione jako ważny element współczesnej tożsamości narodowej oraz symbol walki o niepodległość państwa ukraińskiego.
Oficjalne portale państwowe, w tym np. dn.gov.ua, przedstawiły Stepana Banderę jako „symbol bezkompromisowej i nieśmiertelnej walki o prawo narodu ukraińskiego do samostanowienia”. W tej narracji akcentowano jego aresztowanie przez Niemców w 1941 roku, uwięzienie w obozie Sachsenhausen oraz odmowę wycofania aktu proklamacji niepodległości Ukrainy, co miało świadczyć o jego niezłomnym patriotyzmie.
Jednocześnie w relacjach tych pomijano lub marginalizowano kwestie współpracy części struktur OUN z III Rzeszą oraz odpowiedzialność OUN-UPA za zbrodnie na ludności cywilnej, w tym ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Przekaz medialny skupiał się niemal wyłącznie na walce z bolszewizmem i represjach ze strony Związku Sowieckiego.
Zobacz: Bandera bohaterem uroczystości. Podczas obchodów padły słowa o polskim imperium rozrywającym Ukrainę
x.com / Kresy.pl






























