Na budynku Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie wymalowano napisy wyrażające poparcie dla działacza mniejszości ukraińskiej Grzegorza Kuprianowicza i krytykujące działania IPN. Prokuratura bada, czy prezes Towarzystwa Ukraińskiego dopuścił się publicznego znieważenia narodu polskiego.
Napisy na Przystanku Historia, Centrum Edukacyjnym IPN. im. J. Kurtyki przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie, zostały zauważone 31 sierpnia. Nieznani sprawcy wymalowali na ścianie budynku, gdzie mieści się Przystanek Historia napisy w języku polskim: „Za dr Kuprianowicza”, „Hańbicie Rzeczpospolitą”, a także napis krytykujący prezesa IPN, dra Jarosława Szarka: „Szarek kłamco historia cię osądzi”.
Przypomnijmy, że szef Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorz Kuprianowicz zabrał głos podczas prowokacyjnej uroczystości zorganizowanej w Sahryniu w związku z odsłonięciem pomnika zabitych Ukraińców przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę. Kuprianowicz mówił, że w Sahryniu doszło do „zbrodni przeciwko ludzkości popełnionej przez członków narodu polskiego – partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami podziemnego państwa polskiego”. Zaznaczył też, że lokalni prawosławni mieszkańcy zginęli z rąk innych obywateli Rzeczpospolitej dlatego, że „mówili w innym niż większość języku i byli innego wyznania”. Wyrażał także żal, że pamięć tych zabitych nie została w Sahryniu uczczona „w analogiczny sposób”, jak w przypadku Porycka, Pawłokomy i Huty Pieniackiej.
PRZECZYTAJ: Poroszenko w Sahryniu i Gończym Brodzie. Ukraina tworzy „anty-Wołyń” [+VIDEO]
Wypowiedzi Kuprianowicza zostały odebrane przez wojewodę lubelskiego Przemysława Czarnka jako znieważenie narodu polskiego lub Rzeczypospolitej Polskiej a także zrównanie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu z „likwidacją bazy UPA [w Sahryniu – red.], w której zginęło kilkaset osób”, co może stanowić przestępstwo zaprzeczania zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. Wojewoda złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Jak informowaliśmy 23. sierpnia br., prokuratura IPN nie dopatrzyła się w wypowiedzi szefa Towarzystwa Ukraińskiego znamion negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, choć przyznała, że wypowiedzi te relatywizowały ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Odnośnie domniemanego znieważenia narodu polskiego lub państwa polskiego śledztwo wciąż prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Z kolei lubelski prokurator IPN odmówił wszczęcia śledztwa ws. wypowiedzi Kuprianowicza w Sahryniu, choć przyznał, że jego wypowiedzi relatywizowały ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
CZYTAJ TAKŻE: Ukraiński działacz: działania wojewody lubelskiego to próba zastraszenia Ukraińców z Polski
Dzień przed tym, jak na budynku IPN pojawiły się wspomniane napisy, prezes IPN odwołał Kuprianowicza z Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy Oddziale IPN-KŚZpNP w Lublinie. Tydzień wcześniej szef MSZ Ukrainy Pawło Klikmkin, który publicznie występował w obronie działacza mniejszości ukraińskiej w Polsce, krytykował polskie śledztwo i liczył na to, że polskie społeczeństwo stanie w obronie Kuprianowicza. W sprawie Kuprianowicza interweniował też wiceszef MSZ Ukrainy, Wasyl Bodnar, który poruszył tę kwestię w rozmowie z Janem Piekło, polskim ambasadorem w Kijowie.
Igor Isajew
O sprawie napisów na budynku IPN szeroko informowały w ostatnich dniach ukraińskie media, w tym największe agencje informacyjne, powołując się na zdjęcia zamieszczone na Facebooku przez Igora Isajewa, kontrowersyjnego ukraińskiego dziennikarza i szefa portalu dla Ukraińców w Polsce „PROstir”, powiązanego ze Związkiem Ukraińców w Polsce. Media ukraińskie przedstawiają go jako historyka i dziennikarza. W kwietniu tego roku Isajew stracił akredytację korespondenta zagranicznego przy MSZ. Miesiąc wcześniej publicznie nazwał marsz ku czci żołnierzy wyklętych demonstracją faszystów. Niedawno oświadczył, że symbol Polski Walczącej kojarzy mu się z „dzisiejszą ksenofobią”.
Przypomnijmy, że w 2016 roku MSW odebrało kierowanemu przez Isajewa portalowi dla Ukraińców w Polsce PROstir.pl dotację. Wcześniej portal ten, którego redaktor naczelny krytykował przyjęcie uchwały o ludobójstwie na Wołyniu jako przejaw ukrainofobii, otrzymał z budżetu blisko 100 tys. zł. W reakcji na odebranie dotacji Isajew na łamach ukraińskich mediów twierdził m.in., że Ukraińcy w Polsce stają się nieogłoszonymi wrogami, a na Facebooku porównywał Polaków do zwierząt. W ubiegłym roku Isajew zaangażował się antyrządowe protesty Komitetu Obrony Demokracji. Wykonał nawet wulgarne i skierowane w stronę Prawa i Sprawiedliwości przypinki z hasłem „PiS ПНХ” (PiS idź w ch*j). Jak tłumaczył, chciał „poszerzać ukraińską soft power w świat. Protesty, i to ze skutkiem – to jest to zjawisko (w tym, popkultury), z którego Ukraina w regionie zasłynęła.” Po wejściu w życie nowelizacji ustawy o IPN Isajew zamieścił w sieci prowokacyjny wpis w którym świadomie złamał nowo wprowadzone przepisy.
CZYTAJ TAKŻE: Isajew z żalem o sytuacji w Polsce: Polacy nie chcą Majdanu w Warszawie


Unian / istpravda.com.ua / Kresy.pl
































