Mamy do czynienia z określonym elementem zdrady w stosunku do Polaków kresowych, również ze strony niektórych przedstawicieli polskich władz – przypominamy o przemówieniu lidera AWPL-ZChR Waldemara Tomaszewskiego na Forum Polonijnym w Toruniu. Zaznaczył, że Polacy z Litwy oczekują od polskich instytucji ukierunkowania na utrzymanie polskości na Kresach. Skrytykował też wpływ na polskie instytucje takich postaci jak Grzegorz Kostrzewa – Zorbas i Jerzy Giedroyć. “Teoria Giedroycia jest nieaktualna, szkodliwa, osłabia Polskość i zdradza nas, Polaków na Wileńszczyźnie”.
W swoim wystąpieniu na Forum Polonijnym zorganizowanym 28 kwietnia przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, lider Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski zwracał uwagę, że czasem brakowało im wsparcia ze strony Polski. Przypominał, że Polacy na Kresach nie są Polonią:
– Nigdy nie wyjechaliśmy z Polski, to Polska na mocy zdrady jałtańskiej od nas wyjechała. Chociaż nie żyjemy w państwie polskim, to żyjemy na własnej ziemi, konkretnie na Wileńszczyźnie, którą zamieszkiwaliśmy od pokoleń. To są tereny I RP i II RP, porównując do dzisiejszej Polski, terytorialnie to jest 80 proc. Rzeczpospolitej.
Tomaszewski przypomniał też o wielkim dorobku polskiej kultury i dziedzictwa narodowego na Kresach. W tym kontekście pytał, dlaczego mimo to czasem Polakom na Kresach brak wsparcia ze strony państwa polskiego.
– Doszedłem do wniosku, i podzielają to moi współpracownicy i rodacy z Kresów, że mamy do czynienia z określonym elementem zdrady w stosunku do Polaków kresowych, również ze strony niektórych przedstawicieli władz naszego kraju i polityków – powiedział lider AWPL-ZChR. Zaznaczył, że obecnie rządząca opcja polityczka w Polsce jest im najbliższa, „ale również tam nie brakuje tych, którzy albo nie rozumieją sytuacji, albo nie chcą tej sytuacji zrozumieć”.
Polityk powiedział, że Polacy na Litwie są zakładnikami określonych przemian w regionie z lat 70, a szczególnie przełomu lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Przypomniał też o formowaniu innych organizacji, które miały na celu odzyskanie niepodległości i jej wzmocnienie, a „zostały opanowane przez element niepewny, (…) w jakimś stopniu obcy naszym interesom narodowym”. Dodał, że słusznie „ten element sowiecki jest przez wszystkich napiętnowany”, ale jednak przyszły też nowe zagrożenia z Zachodu. Zwrócił w tym kontekście uwagę na nazwanie go wcześniej „posłem UE”.
– Nie ma takich posłów Unii Europejskiej. Na razie, dzięki Bogu, nie mamy federacji [europejskiej] (…) i mam nadzieję, że jej nie będzie, bo to byłby koniec Polski jako naszego kraju– powiedział Tomaszewski. Zwracał też uwagę na negatywne aspekty przyjęcia przez Litwę waluty euro, w tym częściową utratę niezależności przez to państwo.
Tomaszewski wymienił też niektóre osoby w kontekście zagrożenia z Zachodu dla Polaków na Litwie. Jako pierwszego wskazał Grzegorza Kostrzewę-Zorbasa, który według lidera AWPL-ZChR jako wysoki urzędnik MSZ, w imieniu tej instytucji powiedział w 1990 roku „jesteśmy gotowi poświęcić 300-tys. społeczność polską na Wileńszczyźnie w imię dobrych stosunków z Sajudisem i Landsbergisem”.
Przeczytaj: Czy kolejny raz zdradzimy Polaków Wileńszczyzny?
– Takie stwierdzenie nas wszystkich zaszokowało. Ale jesteśmy też jego zakładnikami – ono pokutuje i dzisiaj – powiedział lider AWPL-ZChR, zaznaczając, że Kostrzewa-Zorbas nie został przez nikogo skrytykowany i w pewnym stopniu „jest nietykalny”. Przypomniał też, że od 5 lat pracuje w Zakładzie Bezpieczeństwa Narodowego WAT. – On pracuje dziś w ważnej instytucji państwa polskiego. Powstaje pytanie: jeżeli tacy ludzie jeszcze mają wpływy i stanowiska, co my możemy mówić o solidarności z Polakami na Kresach.
Tomaszewski wymienił także Jerzego Giedroycia, który w podobnym czasie wzywał do „ewakuowania” polskości z Kresów, gdyż rzekomo drażni ona odradzające się kraje, takie jak Litwa, Ukraina, Białoruś. – Zdaje się, niewinne stwierdzenie, ale ono wciąż pokutuje. I często mamy do czynienia z politykami państwa polskiego, którzy przyjeżdżają do nas, nie tylko z opcji liberalnych czy lewicowych, ale też z innych, którzy jakby tkwią w tym twierdzeniu i starają się nie zrobić nic, albo bardzo mało, a nawet wręcz wspierać takie środowiska, które z tym się zgadzają.
– Ale to byłoby wówczas to, o czym mówiłem – zdrada Kresów i mieszkających tam Polaków, zdrada naszej tam obecności i naszych ideałów – mówił polski polityk z Litwy. Zwrócił uwagę, że powstał nawet taki termin „giedroyciowcy”. Przypomniał też, że jakiś czas temu w Wilnie odbyło się Forum Jerzego Giedroycia, zorganizowane przez litewskich polityków, z udziałem kilku miejscowych polskich „działaczy czy pseudo-działaczy”, związanych ze środowiskiem Gazety Wyborczej, na którym gościli przedstawiciele państwa polskiego, w tym ministrowie i przedstawiciele ambasady RP.
– Dla nas powstaje niezrozumiałe i retoryczne pytanie: dlaczego tak się dzieje? – mówił Tomaszewski. Zaznaczył, że w tej sytuacji Polacy z Litwy oczekują od polskich instytucji rządowych („bo instytucje społeczne działają bardzo dobrze”) wyraźnego, planowego ukierunkowania na utrzymanie polskości na Kresach, tak jak robią to inne kraje, np. Niemcy. Opowiedział też, jak na tym polu działają przedstawiciele Niemiec w PE. – My tego nie mamy. Jest totalna dezorientacja różnych instytucji – powiedział polityk.
Na końcu swojego wystąpienia zacytował Adama Mickiewicza: „Jeżeli ja zapomnę o nich, Ty Panie Boże na niebie zapomnij o mnie”. – Myślę, że to zdanie powinno być mottem dla naszych polityków – zaznaczył Tomaszewski. – Dziś naprawdę są inne czasy. Nie musimy wykonywać jakiejś teorii Giedroycia, bo ona jest już nieaktualna, szkodliwa, osłabia Polskość i zdradza nas, Polaków na Wileńszczyźnie.
Przeczytaj: Waldemar Tomaszewski dla Kresy.pl: Polacy na Wileńszczyźnie pokazali swoją jedność
Przypomnijmy, że w Forum Polonijnym brała udział delegacja wspólnoty naszych rodaków z Wileńszczyzny, na czele z prezesem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin Waldemarem Tomaszewskim, i szefową frakcji parlamentarnej polskiej partii Rita Tamašunienė. Z krytyką polityki władz RP wobec Litwy i społeczności naszych rodaków zamieszkujących to państwo wystąpiła między innymi Renata Cytacka, przewodnicząca Forum Rodziców Szkół Polskich rejonu solecznickiego i radna miasta Wilna z ramienia AWPL-ZChR. Ta znana z organizacji kampanii protestów w obronie polskich szkół, radna miasta Wilna stała się celem bezpardonowego ataku marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego oraz litewskich mediów. Po tym, jak w swoim wystąpieniu zarzuciła Karczewskiemu, że władze Rzeczpospolitej nie mają żadnej całościowej strategii wspierania Polaków na Wschodzie i Polonii w państwach zachodnich, a działania władz w Warszawie wobec kresowych rodaków sprowadzają się do „klepnięcia po ramieniu”. Cytacka sugerowała też objęcie programem 500+ polskich rodzin na Wileńszczyźnie. Jednak główna część wystąpienia działaczki dotyczyła wsparcia politycznego Warszawy dla jej społeczności, zderzającej się z dyskryminacyjnymi działaniami władz litewskich.
PRZECZYTAJ I ZOBACZ KONIECZNIE: Znana polska działaczka z Wileńszczyzny celem ataku marszałka Senatu RP [+VIDEO]
Warto dodać, że na wielkim marszu Polaków na Litwie, jaki 5 maja przeszedł ulicami Wilna, władze Polski reprezentował tylko wicemarszałek Senatu, Adam Bielan.
Jednocześnie nasze źródła w Związku Polaków na Litwie twierdzą, że warszawskie kręgi rządowe wywierają na jego działaczy silne naciski w sprawie wyboru prezesa na nową kadencję, który zostanie dokonany na zjeździe 26 maja. Według naszych rozmówców politycy PiS naciskają by nie został nim dotychczasowy szef ZPL i poseł AWPL-ZChR, Michał Mackiewicz.
Kresy.pl
































