Będzie to na pewno twarde lądowanie. Po tylu latach braku asertywności ze strony kolejnych rządów w Warszawie, bierności, zaniedbań w kwestii polskiej polityki wschodniej, historycznej, polityki względem naszej mniejszości na Wschodzie, to nie może się inaczej skończyć. To jest rezultat tej polityki – mówi Kresom.pl Robert Winnicki. Poseł odniósł się również do ostatnich napięć na linii Stow. Endecja i Kukiz’15.

Poseł Robert Winnicki, lider Ruchu Narodowego odniósł się do ostatnich działań polskich władz w kwestii polityki względem Ukrainy.

Przeczytaj: PiS ponownie zablokował ustawę K’15 o penalizacji banderyzmu

Czytaj również: Duda: nie godzę się na głoszenie antypolskich poglądów przez ważnych przedstawicieli władz Ukrainy

– O obecnej fazie polityki rządu wobec Ukrainy można powiedzieć to, że niewątpliwie jest to nerwowa szamotanina – mówi Kresom.pl poseł Robert Winnicki. Zaznacza, że taki rozwój sytuacji przewidywał już parę lat temu, w czasie ostatniego Majdanu. – Polskie władze i politycy, zwłaszcza z obozu PiS, udzielali wówczas bezwarunkowego poparcia Majdanowi, które samo w sobie nie powinno było być wcale oczywiste w sytuacji, gdy zarówno jeden, jak i drugi obóz na Ukrainie mógł wygrać. Stawianie tylko na jedną kartę było dużym hazardem z polskiej strony. Ale za nasze ewentualne poparcie Ukraińcy powinni zadeklarować po pierwsze, że Polska jest dla nich pierwszorzędnym partnerem politycznym i nie wykonują żadnych poważnych ruchów w przestrzeni międzynarodowej bez konsultacji z Warszawą. Tego nie było i nie ma, a z tego co wiem, nikt nie postawił takich warunków.

– Po drugie, należało postawić warunek, że Polska jest pierwszorzędnym partnerem gospodarczym Ukrainy, co również nie zostało postawione. A po trzecie, że Polska w stosunkach z Ukrainą wyraźnie i mocno podkreśla, że polityka probanderowska godzi w nasze wspólne działania i współpracę, na co nie ma ze strony polskiej zgody. Oczywiście, tego również nie zrobiono – zaznacza polityk.

Czytaj także: Wiceszef MSZ: Strategiczne partnerstwo z Ukrainą pod znakiem zapytania

Trzęsienie ziemi

Winnicki zaznaczył, że bez spełnienia tych warunków i przy takiej postawie rządu jaka była, jak wiele razy powtarzał, „to szykuje stosunkom polsko-ukraińskim trzęsienie ziemi w przyszłości, niezależnie od tego, którego rządu będzie to dotyczyć”.

 – Mówiłem, że zupełny brak asertywności w relacjach ze stroną ukraińską będzie wiódł ku trzęsieniu ziemi, bo przyjdzie taki moment, że nawet najbardziej liberalny o kosmopolityczny rząd będzie musiał zareagować na skrajną gloryfikacją ludobójczych formacji OUN-UPA na Ukrainie.  To było dla mnie oczywiste. I w końcu nadeszło.

Lider Ruchu Narodowego zwraca uwagę, że sytuacja ta nie przyniosła niestety żadnego zasadniczego otrzeźwienia:

– Psują się stosunki z Kijowem, tak jak musiały się zepsuć w związku z tym, ze Polska zaczęła reagować na to, co się dzieje na Ukrainie, o wiele lat za późno. I to pomimo tego, że nie występowaliśmy w jednym, słusznym froncie z Węgrami i Rumunami ws. ukraińskiej ustawy oświatowej, a przekazujemy Ukrainie pieniądze i okazujemy wszelkie wsparcie.

– Ukraińcy przez te lata zabrnęli w swojej narracji na tyle daleko, że nie widać dziś przestrzeni, by mieli się z tego wycofać. Więc właściwie może być tylko gorzej – uważa poseł.

Zdaniem Winnickiego, obóz rządzący jest rozdarty w kwestii polityki względem Ukrainy. – Są tam pewne osoby, pewne środowiska, które chciałyby bardziej realnego spojrzenia na relacje z Ukrainą. Ale one są cały czas w mniejszości i nie są reprezentowane w najwyższych władzach.

– W działaniach rządu PiS nie ma żadnej konsekwencji i zamysłu. Jest reagowanie na bieżące wydarzenia. Mamy przeciek, że Wołodymyr Wjatrowycz [szef UIPN – red.] nie wjedzie do Polski, mamy potrząsanie szabelką przez Witolda Waszczykowskiego – prawdopodobnie (i na szczęście) odchodzącego ze stanowiska szefa MSZ. Jednocześnie, mamy utrzymanie oficjalnego kursu w relacjach z Ukrainą co do zasady. Nie ma tu spójności ani logiki. Polityka ta wymaga gruntownej reorientacji, przejścia na spokojny, ale zarazem rzeczowy i zdecydowany ton – mówi szef RN.

Twarde lądowanie

– Będzie to na pewno twarde lądowanie. Po tylu latach braku asertywności ze strony kolejnych rządów w Warszawie, bierności, zaniedbań w kwestii polskiej polityki wschodniej, historycznej, polityki względem naszej mniejszości na Wschodzie, to nie może się inaczej skończyć. Niestety, to nie jest żaden kryzys – to jest rezultat tej polityki – uważa Winnicki. Jego zdaniem, obecna szamotanina będzie trwać dalej:

– Gdyby miało być inaczej, to rząd musiałby zacząć rozmawiać z Ukraińcami mówiąc, że nie ma czegoś takiego, jak bezwarunkowe poparcie z polskiej strony dla Ukrainy. Nie, poparcie Polski dla Ukrainy, chociażby w sporze z Rosją jest warunkowe. Wtedy wrócimy do roli podmiotu w dyskusjach z Kijowem. Natomiast nie widzę zupełnie woli politycznej, by dokonać takiej reorientacji. Więc jesteśmy skazani na szamotaninę przyczynkarską.

– To oznacza, że my niczego nie zrealizujemy i nie będziemy prowadzić żadnej jednoznacznej polityki wobec Ukrainy, Rosji itd. Żadnej twórczej polityki względem Rosji, Ukrainy itd., dbającej z jednej strony o nasze interesy. A z drugiej strony, będziemy mieć nieustannie zadrażnione relacje z Kijowem, co będzie powodować, że tamtejsze władze będą jeszcze bardziej orientować się na Berlin i Waszyngton. Co zresztą ma miejsce od początku. Więc nic się nie zmieni, a my dodatkowo niczego nie ugramy – powiedział poseł.

Czytaj także: Kukiz u Olejnik ostro o postawie PiS wobec penalizacji banderyzmu

Rezonowanie retoryki PiS

Robert Winnicki odniósł się także ostatnich napięć na linii Stowarzyszenie Endecja – Kukiz’15, w tym odejścia szefa stowarzyszenia, posła Adama Andruszkiewicza, który przeszedł do koła Wolni i Solidarni Kornel Morawieckiego, do którego już wcześniej odszedł Sylwester Chruszcz. Pewne wypowiedzi wskazywały, że Andruszkiewicz, a także Chruszcz, wyraźnie orientują się na PiS, także w stosowanej retoryce.

– Można powiedzieć, że jest to zarazem dziwne i niedziwne. Dziwne jest dlatego, że Stowarzyszenie Endecja zostało założone zasadniczo w jednym celu – by osoby ze środowiska byłych posłów Ruchu Narodowego miały jakąś platformę, by w kolejnych wyborach wystartować z list K’15. Taki de facto był cel i sens polityczny powołania tego stowarzyszenia. Jak rozumiem, ten cel wyewoluował do tego, by ci działacze i ludzie mogli startować z różnych list, np. PiS. Bo jak rozumiem, jest ku temu wola. Więc w tym kontekście nie jest to dziwne – uważa Winnicki.

– Nie dziwi to także dlatego, że od ubiegłego roku retoryka, pod którą występuje Adam Andruszkiewicz jest po prostu rezonowaniem retoryki obozu rządzącego. Cała myśl polityczna Stowarzyszenia Endecja i jej głębia została sprowadzona do tego, żeby mówić to co PiS, tylko bardziej – przynajmniej w wykonaniu posła Andruszkiewicza. I to jest logiczne, że teraz stoją oni w przedsionku PiS. Natomiast nie ma to nic wspólnego z jakkolwiek rozumianą polityką narodową – powiedział Winnicki.

Przeczytaj: Ziemkiewicz odcina się od Kukiza

– Być narodowym politykiem to znaczy zawsze zabiegać o podmiotowość i samodzielność polityczną dla obozu narodowego. Po pierwsze, w rozumieniu samodzielności organizacyjnej, a po drugie – samodzielności ideowej, intelektualnej. I o ile Stowarzyszenie Endecja zostało założone z myślą, że tego pierwszego nie ma jakby z definicji, bo zostało założone z myślą o startowaniu z list Kukiz’15, o tyle dodatkowo przez ostatni rok doszedł jeszcze zupełny brak jakiejkolwiek oryginalności i samodzielności ideowej czy metapolitycznej. Ponieważ jest to już tylko rezonowanie narracji PiS.

– Uważam, że z punktu widzenia narodowca jest to po prostu niewątpliwie smutne – podsumował ten wątek Winnicki.

Kresy.pl

Tagi: , , , , ,
forma płatności