Wołodymyr Wjatrowycz skrytykował pomysł umieszczenia wizerunków kresowych miejsc w polskich paszportach. Wyraził także żal, że Polacy przestali słuchać nauk Jerzego Giedroycia i jego współpracowników.

Przewodniczący Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i „kłamca wołyński” Wołodymyr Wjatrowycz udzielił wywiadu portalowi Narodna Prawda, w którym odniósł się m.in. do projektu umieszczeniu na stronach polskich paszportów wizerunków Ostrej Bramy w Wilnie i Cmentarza Obrońców Lwowa (popularnego Cmentarza Orląt). Jego zdaniem jest to pomysł „antyukraiński”.

W ukraińskim przypadku jest to nawet bardziej agresywny krok, ponieważ Ostra Brama ma pokojowy charakter, a Cmentarz Orląt to wojenne mauzoleum żołnierzy, którzy walczyli przeciw Ukrainie. Podniesienie takiego symbolu w takim kontekście nie może nie mieścić antyukraińskiego znaczenia. To mauzoleum swego czasu stało się symbolem kompromisu, on nawet zaczął stawać się symbolem pojednania, ponieważ 1. listopada każdego roku ukraińska i polska społeczność kładła kwiaty i znicze w tym mauzoleum i mauzoleum Ukraińskiej Armii Halickiej. Teraz to mauzoleum znowu może stać się symbolem rozbratu. – powiedział Wjatrowycz.

Na pytanie dziennikarza, czy dojdzie do wysunięcia przez Polskę pretensji terytorialnych wobec Ukrainy, wbrew stanowisku utwierdzonemu przez „Jerzego Giedroycia i całą plejadę polskich intelektualistów”, Wjatrowycz odpowiedział:

Szkoda, ale wydaje mi się, że że Giedroyc nie jest dzisiaj bohaterem we współczesnej Polsce. Wydaje mi się, że Giedroycia, za wyjątkiem grupy intelektualistów i działaczy, zapomniano. Jeszcze jedna inicjatywa – „Muzeum Kresów Wschodnich” w Lublinie. Świetnie rozumiemy, że od podgrzewania nostalgii za utraconymi ziemiami jest blisko do konwertowania ich w polityczne wymagania, rewanżyzm. Tego jeszcze nie ma, spodziewam się, że nigdy nie będzie, ale to jest teraz całkiem niebezpieczne, bo podgrzewa radykalne nastroje niektórych środowisk w Polsce. W takiej atmosferze nie są wcale bez znaczenia głosy radykalnych organizacji, które mówią o „Naszym mieście Lwowie”. Istnieje prawdopodobieństwo, że ten margines nabierze popularności.

Jesteśmy bardzo wyczuleni na to, bo wszystko zaczęło się od nostalgii za Krymem, jako „częścią rosyjskiej historii”. Książki, filmu, oświadczenia kręgów radykalnych i marginalnych, a skończyło się tragicznymi rzeczami. Nie wierzę, że z polskiej strony dojdzie do czegoś podobnego. Ale fakt iż teraz bardzo dużo Ukraińców powtarza o Polakach: „oni są tacy sami jak Moskale”, jest bardzo niepokojący. Ukraińcy zaczynają oczekiwać zagrożenia z Polski. – mówił szef Ukraińskiego IPN.

Przypomnijmy, że Wołodymyr Wjatrowycz to znany „kłamca wołyński”, historyk, który zrobił karierę na Ukrainie gloryfikując OUN-UPA i zaprzeczając ludobójstwu wołyńsko-małopolskiemu, które nazywa „drugą wojną polsko-ukraińską”. W celu przekonania ukraińskiej opinii publicznej do swoich tez ucieka się do fałszerstw i manipulacji. Kierowany przez niego IPN w odpowiedzi na rozbiórkę nielegalnego pomnika UPA w Hruszowicach zablokował wydawanie zezwoleń na prowadzenie poszukiwań pochówków i porządkowania polskich miejsc pamięci na Ukrainie. Stwierdził także, że „co najmniej 105 polskich pomników i innych znaków pamięci postawionych na Ukrainie w latach 1991-2017 uznaje się za nielegalne”. W maju Wjatrowycz oświadczył, że symbolika dywizji SS Galizien złożonej z Ukraińców nie podlega ustawie o zakazie propagowania nazizmu.

Kresy.pl / Narodna Prawda

Tagi: ,
forma płatności