W najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” ukazał się artykuł redaktora portalu Kresy.pl, Karola Kaźmierczaka, o sprzecznościach rosyjskiej polityki, które sprawiają, że Rosja przestała  być imperium, choć pozostaje silnym aktorem stosunków międzynarodowych.

„Rosja Władimira Putina nie jest ani drugim Związkiem Radzieckim, ani nowym imperium. Same strukturalne podstawy jej systemu nie pozwolą Rosji na odgrywanie takiej roli” – stawia tezę Kaźmierczak. Jak twierdzi, najlepiej niemożność Rosji do wejścia w rolę imperium czy lidera większego bloku pokazują jej relacje z Białorusią.

 

Przyczynkiem dla ich opisu staje się fakt pierwszych zakupów przez stronę białoruską ropy z USA po roku ostrego konfliktu o ceny tego surowca między Mińskiem i Moskwą. Rosjanie wykorzystywali tę kwestię do próby przymuszenia Łukaszenki do pogłębienia integracji w ramach Państwa Związkowego Rosji i Białorusi. Również w zakresie handlu gazem Rosjanie zachowywali się podobnie – „Skalę konwersji braterstwa na pieniądze przez Rosjan ukazuje wzrost cen gazu dla Białorusi w latach 2006-2020 z 47 dol. do 127 dol. za tysiąc m. sześć. Także pod względem cen ropy Kreml komercjalizował swojej relacje z sojusznikiem dochodząc do ceny sięgającej już 83 proc. cen na światowych rynkach” – zauważa nasz publicysta.

Rosja wycofała się więc w ten sposób z polityki wieloletniego dotowania swojego najbliższego i najwierniejszego do niedawna sojusznika, z którym jednoczy ją wspomniane Państwo Związkowego, wspólnota ekonomiczna Eurazjatyckiego Związku Gospodarczego i wojskowa Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

„Sprzeczność w polityce zagranicznej obozu putinowskiego, jaką tak dobrze widać na przykładzie Białorusi, polega na próbie prowadzenia imperialnej polityki bez używania imperialnego mechanizmu” – napisał Kaźmierczak, który zauważa, że współczesna Rosja prezentuje całkowicie odmienny model działania wobec swoich peryferii niż Związek Radziecki. W ZSRR rosyjskie centrum inwestowało i dotowało republiki środkowoazjatyckie czy sojuszników. Rosja Putina nie mająca przewag konkurencyjnych wobec Chin czy państw zachodnich eksploatuje własnych sojuszników. Nie zapewnia im ani korzyści materialnych, ani stabilności politycznej, nie mobilizuje też swoich obywateli, ani sojuszników wokół żadnej ideologii wielkiego celu. Bez tych elementów nie może być mowy o prowadzeniu polityki imperialnej. Całość artykułu przeczytasz na łamach tygodnika „Do Rzeczy”.

Czytaj także: Domykanie protektoratu

Kresy.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz