„Być może prywatna ekspansja systemów fotowoltaicznych oraz planowane farmy wiatrowe na morzu sprawią, że kosztowna budowa elektrowni jądrowych stanie się wówczas zbędna. Żaden polityk rządowy nie przyznaje się do tego otwarcie” – pisze niemiecki dziennik „Die Tageszeitung”.

Die Tageszeitung” w artykule z 18 marca sugeruje, że rząd Donalda Tuska może opóźnić budowę elektrowni atomowej i skupić się na zielonej energii. W tekście czytamy, że „centrolewicowa koalicja Donalda Tuska” chce wesprzeć modernizację polskiego rynku energetycznego kwotą 500 mld zł.

Ta inwestycja, jak przyznaje dziennik, stała się możliwa po odblokowaniu pieniędzy z KPO, których Bruksela nie chciała przyznać, dopóki rządziło Prawo i Sprawiedliwość — „Nowy rząd w Warszawie próbuje przywrócić w Polsce wolną i liberalną demokrację, ale jego starania spotykają się z dużym sprzeciwem ze strony prezydenta Dudy, który uważa się za zwolennika interesów partii PiS. W maju w Polsce odbędą się wybory prezydenckie, w których Duda nie będzie mógł już kandydować” – twierdzi Gabriele Lesser, dziennikarka gazety.

Lesser wskazuje, że Tusk odziedziczył po rządzie PiS pewne inwestycje, których nie da się już cofnąć. Oprócz CPK jest to również energetyka jądrowa. Według dziennikarki Donald Tusk ma odkładać realizację projektu w czasie, ponieważ  „Brukseli nie podoba się pomysł, że budowa pierwszego reaktora jądrowego w Polsce stworzy jednocześnie państwowy monopol energetyczny”, a polskiemu premierowi ma zależeć na „ocenie Unii Europejskiej”.

„W każdym razie zrobił to, co przez 30 lat robiły wszystkie rządy przed nim: odłożył realizację projektu »polskiego reaktora jądrowego«” – czytamy.

W artykule pada sugestia, że rozbudowa systemów fotowoltaicznych i farm wiatrowych sprawi, że kosztowna budowa elektrowni jądrowych stanie się wówczas zbędna” – „Żaden polityk rządowy nie przyznaje się do tego otwarcie, ale za kilka lat stanie się jasne, jak kosztowna będzie energia jądrowa w porównaniu do zielonej energii z wiatru i słońca” – czytamy.

Chodzi m.in. o budowę farmy wiatrowej Baltica 2, która docelowo ma być jedną z największych elektrowni wiatrowych na świecie, o mocy 1,5 GW. Projekt będzie kosztować ok. 30 mld zł. Sama inwestycja realizowana jest przez duńską firmę Orsted, a części przy budowie wiatraków ma dostarczyć niemiecko-hiszpańskie przedsiębiorstwo Siemens Gamesa. Udział polskich podmiotów przy inwestycji jest nieznaczny.

W budowę polskiej elektrowni jądrowej uderzały już inne niemieckie media. 15 marca serwisie Deutsche Welle ukazał się materiał pt. „Budowa elektrowni jądrowej między lasem, wydmami i wodą – żart? Nie. Polacy chcą to zrobić na poważnie”.

W materiale pada krótka wypowiedź wiceministra przemysłu Wojciecha Wrochny, który popiera inwestycję.

Niemiecki wydawca prezentuje następnie wypowiedź przeciwnika elektrowni atomowej w Polsce, Tomasza Trybusiewicza z Baltic SOS Action Group, który twierdzi, że “ambicje nuklearne są totalnym bezsensem”.

Dodaje, że ten fragment wybrzeża charakteryzuje się najdłuższym odcinkiem nieprzerwanego lasu. “Ma 24 kilometry długości. Teraz postanowiono przeciąć go na pół i zniszczyć” – stwierdza.

“Uważam, że energia jądrowa jest już przestarzała. Istnieją inne, bardziej nowoczesne metody wykorzystujące odnawialne źródła energii i to idzie bardzo do przodu” – mówi Hanna Trybusiewicz, która także działa w Baltic SOS Action Group.

W pewnym momencie lektor mówi też, że “Polska nie posiada doświadczenia z energią atomową”.

Budowa polskiej elektrowni jądrowej

Obecna wersja programu zakłada budowę dwóch elektrowni jądrowych o łącznej mocy 6-9 GW w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino na Pomorzu. Otwarcie pierwszego bloku planowane jest na 2036 r., a budowa wyniesie łącznie 192 mld zł. Okres eksploatacji planowany jest na 60 lat.

Do współpracy przy budowie został wybrany amerykański koncern Westinghouse Electric Company, który współpracuje z lokalnymi polskimi dostawcami. W październiku 2024 roku zawarto umowy z kilkoma krajowymi firmami, w tym dwoma z Pomorza. Wśród firm, które otrzymały zamówienia, znajdują się Mostostal Kielce, Mostostal Kraków, ZKS Ferrum, Famak S.A. Kluczbork, a także Energomontaż-Północ Gdynia S.A. i Baltic Operator Sp. z o.o., należące do Grupy Przemysłowej Baltic. Wkrótce planowane jest również złożenie zamówienia w Mostostalu Siedlce z Grupy Kapitałowej Polimex Mostostal.

Zakres zamówień obejmuje m.in. przygotowanie dokumentacji i modeli elementów modułów strukturalnych reaktora AP1000®, a także wdrożenie zasad kultury bezpieczeństwa jądrowego. Zamówienia te stwarzają również możliwości udziału polskich firm w innych projektach jądrowych na całym świecie.

Budowa elektrowni jądrowej ma być finansowana w 70 proc. z finansowania dłużnego, a w 30 proc. z kapitału własnego. Całkowita wartość inwestycji wyniesie około 60 miliardów złotych. Udział własny ma pochodzić z dokapitalizowania Polskiej Elektrowni Jądrowej (PEJ) przez Skarb Państwa, a dług będzie zabezpieczony gwarancjami Skarbu Państwa. Główne źródła finansowania to agencje kredytów eksportowych, w tym amerykański Export-Import Bank (EXIM), a także inne polskie i zagraniczne instytucje finansowe.

Polska przymierza się do energetyki jądrowej od ponad 14 lat. Prace rozpoczęły się jeszcze za poprzedniej kadencji Donalda Tuska i jak do tej pory pochłonęły łącznie 700 mln zł, nie dając żadnego efektu. Przykłady z innych państw pokazują, że taki projekt można wykonać o wiele szybciej. Uruchomiona w 2021 r. elektrownia w białoruskim Ostrowcu powstała w 8 lat. Najszybsi są Chińczycy, na budowę potrzebują od 6 do 7 lat. Podobny czas byłby osiągalny i u nas. Raport przeprowadzony przez Ministerstwo Energii wskazuje, że polskie firmy mają doświadczenie w budowie komponentów elektrowni jądrowej. Aktualnie w Polsce działa ponad 300 podmiotów mających kompetencje z zakresu energetyki jądrowej.

Kresy.pl/taz.de

Tagi: , , , , ,
forma płatności