Przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów przybyła do Armenii w kontekście jej konfliktu granicznego z Azerbejdżanem.

Trzeci najważniejszy urzędnik USA wylądował w Erywaniu w sobotę. Portal telewizji Al Jazeera podkreślił, że jest najwyższym przedstawicielem władz Stanów Zjednoczonych odwiedzającym Armenię od czasu odzyskania przez to państwo niepodległości w 1991 r. W piątek Pelosi twierdziła, że jej wizyta „całkowicie dotyczy praw człowieka”, ale przyjazd do Erywania nastąpił w kontekście starć granicznych, po ciężkich ostrzałach terytorium Armenii rozpoczętych przez Azerbejdżan.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6527.39 PLN    (29.66%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Przy czym w sobotę Pelosi zadeklarowała już na Twitterze, że jej przyjazd do Erywania ma zadanie „podkreślić silne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych ma rzecz bezpieczeństwa, dobrobytu ekonomicznego i rządów demokratycznych w Armenii i w regionie Kaukazu”. Pikanterii tej deklaracji dodaje fakt, że w skonfliktowanym z Armenią Azerbejdżanie panuje autorytarny system polityczny.

 

Pelosi podkreśliła też uznanie przez władze USA ludobójczego charakteru masowych mordów na Ormianach, do jakich doszło w Imperium Osmańskim w czasach pierwszej wojny światowej. Ludobójstwu temu oficjalnie zaprzecza zarówno współczesna Turcja jak i Azerbejdżan. Amerykańska polityk potwierdziła swoją deklarację odwiedzając Kompleks Pamięci Ludobójstwa Ormian na wzgórzu Cicernakaberd.

„Wizyta naszej delegacji Kongresu w Armenii jest potężnym symbolem zdecydowanego zaangażowania Stanów Zjednoczonych na rzecz pokojowej, dostatniej i demokratycznej Armenii oraz stabilnego i bezpiecznego regionu Kaukazu” – napisała w jednym z serii wpisów Pelosi.

 

Pelosi towarzyszą w ramach delegacji Frank Pallone, przewodniczący Komisji ds. Energii i Handlu Izby Reprezentantów oraz jej deputowani Jackie Speier i Anna Eshoo. Delegacja ma spotkać się między innymi z premierem Armenii Nikołem Paszynianem.

Przewodniczący parlamentu Armenii Alen Simonian nie ukrywał, że w kontekście konfliktu z silniejszym sąsiadem „wizyta odgrywa dużą rolę w zapewnieniu naszego bezpieczeństwa”.

Choć Armenia jest członkiem Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) i sojusznikiem Rosji, która przewodzi tej organizacji, ODKB nie podjęła żadnych praktycznych działań wobec ataku Azerbejdżanu, który nie jest jej członkiem. Wskazuje to na osłabienie wpływów Rosji całkowicie zaangażowanej w wojnę na Ukrainie. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że to raczej dyplomatyczne zaangażowanie państw zachodnich doprowadziło do czwartkowego zawieszenia broni, jakie przerwało ostatnie starcia.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

W nocy z poniedziałku na wtorek siły Azerbejdżanu rozpoczęły zmasowany ostrzał pogranicza Armenii na wysokości spornego regionu Górskiego Karabachu, o czym napisaliśmy na naszym portalu. W środę siły zbrojne Azerbejdżanu dokonały kolejnych ataków na terytorium Armenii, a po południu wznowiły intensywne ostrzały. W ciągu dwóch dni walk, według strony armeńskiej, zginęło 105 żołnierzy sił zbrojnych Armenii. Azerowie przyznawali się do 50 zabitych. Władze w Baku, oskarżające Ormian o sprowokowanie walk, zadeklarowały przekazanie ciał nawet 100 poległych armeńskich żołnierzy. Azerbejdżan miał w toku walk zająć około 10 km kwadratowych terytorium Armenii.

Stało się tak mimo, że premier Armenii Nikoł Paszynian prowadzi pojednawczą politykę wobec Baku, dąży również do normalizacji relacji z czołowym sprzymierzeńcem Azerbejdżanu – Turcją. Taka ugodowa polityka premiera Armenii wobec wieloletnich wrogów wywołała wiosną tego roku falę protestów społecznych. Także w środę wieczorem tłum Ormian zebrał się pod parlamentem w ErywaniuProtestują obywatele Armenii uważają, że premier Nikoł Paszynian nie potrafi oprzeć się agresji ze strony AzerbejdżanuW tym czasie pojawiły się też pogłoski, jakoby Paszynian miał oświadczyć, że gotów jest podpisać porozumienie w sprawie integralności terytorialnej Azerbejdżanu, tym samym całkowicie wycofać poparcie dla wywalczonej przez Ormian Republiki Arcachu, która od trzech dekad funkcjonuje w Górskim Karabachu, na terenie uznawanym międzynarodowo za część Azerbejdżanu. Sam premier zdecydowanie temu zaprzeczył, apelując do obywateli, by nie ulegali manipulacji.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Ormianie i Azerbejdżanie są skonfliktowani od ponad wieku. Po walkach w czasie krótkotrwałej niepodległości ich państw w latach 1918-1920, konflikt rozgorzał na nowo o region Górskiego Karbachu – zamieszkany przez Ormian, ale przyporządkowany przez władze radzieckiego do Azerskiej SRR. Pod koniec lat 80 XX wieku Ormianie podjęli działania secesyjne. W latach 1990-1994 w krwawej wojnie Ormianie, przy wsparciu władz Armenii obronili swoją niezależność od Baku, jednak państwowość Republiki Górskiego Karabachu nie jest uznawana przez żadne państwo na świecie. Przez lata na granicy między obszarami kontrolowanymi przez tę republikę i władze w Baku trwał konflikt zbrojny niskiej intensywności.

Czytaj także: Etniczna mina pod Związkiem Radzieckim – źródła wojny w Górskim 

Górski Karabach utrzymuje ścisłe związki z Armenią, która wspiera go politycznie, militarnie i ekonomicznie. Były prezydent i premier Armenii Serż Sarkisjan wywodzi się Górskiego Karabachu, w czasie wojny o jego niezależność, w latach 1992-1993 był ministrem obrony nieuznawanej republiki. Podobną drogę przeszedł inny przywódca Górskiego Karabachu Robert Koczarjan, który był prezydentem Armenii przed Sarkisjanem, a obecnie jest jednym z liderów opozycji przeciwko Paszynianowi.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

27 września 2020 konflikt karabaski ponownie eskalował do postaci pełnowymiarowej wojny. Azerbejdżan rozbił w niej obronę Ormian. Interwencja Rosji sprawiła, że w nocy z 9 na 10 listopada 2020 roku Armenia przy mediacji zawarła porozumienie rozejmowe z Azerbejdżanem, które jest gwarantowane przez Moskwę. Zawiera ono decyzje niekorzystne dla Ormian w Górskim Karabachu. Wszystkie rejony wokół regionu, które Ormianie kontrolowali od początku lat 90 przeszły pod kontrolę Baku, tak jak i około jednej trzeciej nieuznawanej Republiki Górskiego Karabachu z miastem Szuszą. Pozostała w rękach Ormian część Górskiego Karabachu została przekazana pod kontrolę rosyjskich sił rozjemczych. Armenia zobowiązała się przy tym zapewnić Azerbejdżanowi niezakłóconą komunikację przez swoje terytorium z jego eksklawą – Nachiczewańską Republiką Autonomiczną, co Baku interpretuje jako prawo do posiadania eksterytorialnego korytarza przez południową prowincję Armenii – Sjunik.

Po zwycięskiej dla Baku wojnie w Górskim Karabachu 2020 r. azerbejdżańscy żołnierze zaczęli kwestionować także międzynarodowo uznane granice Armenii właściwiej. W 2021 r. dochodziło do wkraczania Azerbejdżan na jej terytorium i do lokalnych starć. 1 sierpnia doszło do kolejnych ataków wojsk Azerbejdżanu na stanowiska karabaskich Ormian.

aljazeera.com/news.am/kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz