Przemyśl: Straż Graniczna zatrzymała samochód z billboardem o ludobójstwie OUN-UPA na Kresach

Samochód z banerem informującym o ukraińskim ludobójstwie na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej został zatrzymany w Przemyślu przez Straż Graniczną. Według kierowcy, funkcjonariusze chcieli sprawdzić, czy napis na billboardzie jest zgodny z prawem. Straż Graniczna potwierdza fakt zatrzymania pojazdu do kontroli, ale nie ze względu na billboard. Katarzyna Sokołowska z Fundacji „Wołyń Pamiętamy” zaprzecza temu i oświadcza, że chodziło o zgłoszone przez kogoś zastrzeżenia odnośnie baneru.

Jak informowaliśmy, we wtorek w Przemyślu rozpoczęła się kolejna odsłona szeroko zakrojonej kampanii mobilnej, informującej o ukraińskim ludobójstwie na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Miała potrwać tydzień, do poniedziałku 29 kwietnia. Organizatorem jest Fundacja Wołyń Pamiętamy. Zasadniczym elementem jest regularny przejazd samochodu z dwustronnym billboardem informującym o ukraińskim ludobójstwie na obywatelach II RP w latach 1939 do 1947 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ponadto, samochód jest wyposażony w głośnik, z którego jest odtwarzana informacja o ukraińskim ludobójstwie na obywatelach II RP.

W środę przed południem, drugiego dnia kampanii, samochód z billboardem został zatrzymany przez funkcjonariuszy Straży Granicznej. Poinformowała o tym oficjalnie Fundacja Wołyń Pamiętamy na portalu społecznościowym.

Jak dowiedział się portal Kresy.pl, według Fundacji powodem było to, że „komuś nie spodobała się” treść na billboardzie. Kierowcę, według jego relacji, poinformowano o otrzymaniu zgłoszenia telefonicznego „z miasta”, żeby sprawdzić, czy treść na banerze jest zgodna z polskim prawem. Kierowcy zabrano dokumenty i kazano jechać do placówki Straży Granicznej celem spisania protokołu. Według jego informacji, miał pokazać treść na banerze oficerowi SG. Nie został zatrzymany, a według jego relacji wszystko ma charakter kontroli.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Inicjatorka i organizatorka kampanii, Katarzyna Sokołowska podkreśla w rozmowie z portalem Kresy.pl, że treść napisu jest całkowicie zgodna z polskim prawem, ponieważ była ściśle wzorowana na uchwale wołyńskiej Sejmu z lipca 2016 roku. – Mam nadzieję, że niczego nam nie zabronią. Bo jak to? We własnym kraju ktoś miałby nam zakazywać takich działań? To skandal – mówi oburzona Sokołowska.

Należy zaznaczyć, że wcześniej analogiczne akcje prowadzono w Warszawie, a później we Wrocławiu – bez żadnych problemów. Ponadto, wcześniej wielkoformatowe plakaty, upamiętniające ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, analogiczne do tych, które są pokazywane podczas akcji mobilnych, wieszane były w różnych miejscach w Polsce. We wrześniu 2018 roku informowaliśmy o wielkim billboardzie umieszczonym przy autostradzie A4. Środki zebrano w ramach internetowej zrzutki. Inicjatorka akcji Katarzyna Sokołowska mówiła wówczas, że jest to pierwsza, ale na pewno nie ostatnia akcja tego rodzaju. Niedługo później uruchomiono akcję zbierania środków na kolejne billboardy. Niedługo potem kolejny został zainstalowany miejscowości Dźwierzuty pod Olsztynem, a z zebranej w ramach zbiórki kwoty sfinansowano kolejne akcje, m.in. w Opolu i we Wrocławiu.

[AKTUALIZACJA] Jak poinformowała mjr SG Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, powołując się na informacje od dyżurnych operacyjnych, jak na razie nie otrzymano żadnych oficjalnych informacji o takim zdarzeniu.

[AKTUALIZACJA, godz. 13:20-14:20] Mjr Pikor w rozmowie z Kresy.pl potwierdziła, że samochód został zatrzymany do kontroli przez funkcjonariuszy SG z placówki w Hermanowicach, ale nie ze względu na billboard, tylko rutynowo i  dlatego, że miał nieaktualne dane w dowodzie rejestracyjnym. Rzeczniczka zaznacza, że Straż Graniczna nie jest organem właściwym do prowadzenia takich czynności, jak sprawdzenie, czy taki rodzaj napisu jest zgodny z prawem. Na pytanie, dlaczego akurat ten samochód został skontrolowany odpowiedziała, że trudno powiedzieć, ponieważ kontrole mają charakter wyrywkowy. – Nie powiedziałabym, że powodem tego był billboard. Na pewno tak nie było – powiedziała mjr Pikor. Dodała, że według jej informacji, samochód swobodnie jeździ dalej, a sam kierowca nie został zatrzymany, tylko wezwany do uzupełnienia braków w dokumentach – co uczynił. Rzecznik BiOSG nie potwierdza też relacji kierowcy samochodu, według którego funkcjonariusze podczas kontroli powiedzieli, że chodzi o zastrzeżenia względem napisu na billboardzie.

Katarzyna Sokołowska z Fundacji „Wołyń Pamiętamy” komentując stanowisko SG oświadcza, że kierowca był w placówce SG w Hermanowicach, a dokumenty pojazdu były w porządku. – Kierowcy w czasie zatrzymania pojazdu do kontroli powiedziano, że osoba, która dzwoniła w sprawie billboardu powiedziała, że ludzie nie życzą sobie, żeby takie coś jeździło po ulicach Przemyśla, bo to jest skłócanie narodów polskiego i ukraińskiego, a poza tym, że to „na pewno jakiś Ruski jeździ”. Dlatego oni myśleli początkowo, że nasz kierowca jest Rosjaninem! Czyli co, to znaczy, że my nie możemy o ludobójstwie przypominać, tylko od razu jest podejrzenie, że to jacyś Rosjanie? Według kierowcy, a mam do niego zaufanie, zatrzymanie odbyło się tylko z powodu billboardu, a funkcjonariusze od razu zaczęli o niego wypytywać – a także o Fundację. Po czym powiedzieli mu, że ma jechać za nimi, bo oni muszą sprawdzić, czy to co na billboardzie jest zgodne z polskim prawem. Pojechali do Hermanowic, kierowca zrobił zdjęcie przed wejściem.

Sokołowska zaprzecza stanowisku SG ws. braku ważnych badań technicznych pojazdu. – To jakieś bzdury. Wszystkie dokumenty były dobre – powiedziała.

Kresy.pl

Przemyśl: Straż Graniczna zatrzymała samochód z billboardem o ludobójstwie OUN-UPA na Kresach
4.8 (96.52%) 23 głosów.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

7 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    lp :

    W Przemyślu aż roi się do ukraińców, możliwe że to im nie spodobało się przypominanie o zbrodniach czerni i herojów spod znaku tryzuba i hakenkreuza. Jeżeli akcja zostanie wstrzymana to ja już nie wiem czy to Polska jeszcze bo sromota byłaby straszna – na ukrainie pomniki ludobójcom a nam nie wolno ich wspominać o ich ofiarach?!

  2. Avatar
    JeszczePolska :

    Bezczelne amidła.Napis skłóca narody….. ręce opadają!Nie doc ze MOICH podatków bez mojej zgody, antyrzond finansuje tę bandę, w Przemyslu podaczas”procesji” okrzyki że „Polska zginąć musi”to juz próbują rządzić w Polsce.To ąa skutki polityki lizania butów wszystkim dookoła na rozkaz rudej laali z botoksu!
    Szkoda że jak ich dziadkowie rozcinali piłą polskie ciężarne kobiety , nie myśleli o ” skłócaniu” narodów.Za ukrainizację Polski,za odbieranie środków z budżetu polskim Rodzinom, polskim emerytom, polskim szpitalom / a finansowanie ukraińskich/NIGDY nie zagłosuje na PIS!!!!NIGDY!! i namówię na to jak najwięcej ludzi!!

  3. Avatar
    Gaetano :

    Tradycyjnie aparat, tym razem poprzez instytucję SG, wykonuje ściśle polecenia nierządu atakując patriotów i wykazując wrażliwość wobec rezunów. W tym przypadku wystarczyłoby, żeby niejaki pan Bakun, co to rządzi w Przemyślu, wstał z fotelika i wypuściłby do mendiów proste oświadczenie, coś w stylu: „Nie ma w naszym mieście pozwolenia na relatywizowanie historii i szykanowanie bardzo potrzebnych, edukacyjnych i patriotycznych akcji.” Swoje 3 grosze mógłby wtrącić także pochodzący z tego miasta Klarenbach, nawet gdyby go mieli wywalić z intratnej, ciepłej posady. Ostatecznie – każdy z nich zyskałby.