Westinghouse Electric Company rozpoczęło współpracę z polskimi dostawcami w ramach projektu budowy pierwszej elektrowni jądrowej w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino. W październiku 2024 roku zawarto umowy z kilkoma krajowymi firmami, w tym dwoma z Pomorza.
Wśród firm, które otrzymały zamówienia, znajdują się Mostostal Kielce, Mostostal Kraków, ZKS Ferrum, Famak S.A. Kluczbork, a także Energomontaż-Północ Gdynia S.A. i Baltic Operator Sp. z o.o., należące do Grupy Przemysłowej Baltic. Wkrótce planowane jest również złożenie zamówienia w Mostostalu Siedlce z Grupy Kapitałowej Polimex Mostostal.
Zakres zamówień obejmuje m.in. przygotowanie dokumentacji i modeli elementów modułów strukturalnych reaktora AP1000®, a także wdrożenie zasad kultury bezpieczeństwa jądrowego. Zamówienia te stwarzają również możliwości udziału polskich firm w innych projektach jądrowych na całym świecie.
Dan Lipman, prezes Westinghouse Energy Systems, podkreślił znaczenie współpracy z polskimi dostawcami:
“Wspieramy rozwój polskiego łańcucha dostaw, angażując firmy z szerokim doświadczeniem. Projekt budowy elektrowni jądrowej w Polsce to szansa na wzrost gospodarczy, który zwiększy PKB kraju o ponad 100 miliardów złotych oraz stworzy tysiące nowych miejsc pracy zarówno podczas budowy, jak i eksploatacji elektrowni przez kolejne dekady”.
W procesie wyboru dostawców Westinghouse otrzymał wsparcie Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ), państwowej firmy odpowiedzialnej za budowę elektrowni jądrowych w Polsce.
Piotr Piela, wiceprezes PEJ, zaznaczył, że budowa pierwszej elektrowni jądrowej to nie tylko krok ku bezpieczeństwu energetycznemu, ale także wyjątkowa szansa dla polskiej gospodarki:
“Zależy nam, aby jak najwięcej polskich firm uczestniczyło w realizacji projektu. Działania Westinghouse, polegające na maksymalizowaniu tzw. local content, wspierają rozwój regionu Pomorza oraz całego kraju”.
Polska każdego dnia wydaje około 1,5 miliona dolarów na realizację umowy z USA, jednak szczegóły, za co dokładnie płacimy, były dla strony polskiej częściowo niejasne – poinformowała na początku listopada „Rzeczpospolita”. Co więcej, aby kontynuować projekt, niezbędne będzie zawarcie nowej umowy pomostowej.
Na przestrzeni ostatniego roku ujawniono szereg informacji, które wskazują na trudności w utrzymaniu ciągłości prac, zwłaszcza w kontekście rozmów między Polskimi Elektrowniami Jądrowymi (PEJ) a konsorcjum Westinghouse i Bechtel, odpowiedzialnym za realizację projektu w ustalonym terminie.
W szczególności niepokój budzi umowa na zaprojektowanie elektrowni, za którą odpowiadają partnerzy z USA – dokumentacja, jak wynika z doniesień medialnych, nie zostanie ukończona w terminie. Istnieją również liczne wątpliwości dotyczące sposobu rozliczeń w ramach kontraktu o wartości przekraczającej 1,5 miliarda złotych.
Jednym z nieustannie analizowanych przez rząd pytań pozostaje, czy lokalizacja elektrowni w Choczewie jest optymalna dla tak dużej budowli, jaką jest elektrownia jądrowa. Pojawiły się zastrzeżenia co do stabilności gruntu. W związku z tym potrzebne będzie zastosowanie głębokiego palowania – techniki wzmacniającej fundamenty, co w przypadku tej inwestycji może oznaczać wzmocnienia sięgające nawet 200–300 metrów w głąb ziemi, co automatycznie przełoży się na większe koszty.
PEJ odrzuca twierdzenia, jakoby istnienie wątpliwości dotyczących geologii i lokalizacji mogło stanowić zagrożenie dla projektu. Przedstawiciele spółki zapewniają, że kompleksowa dokumentacja środowiskowa oraz lokalizacyjna, w tym dokumentacja geologiczno-inżynierska, została sporządzona. Według PEJ badania dowiodły, że pod budowę reaktorów jądrowych na głębokości posadowienia występują grunty nośne. Piaski w stanie luźnym oraz organiczne grunty, jak torfy, zlokalizowane są przy powierzchni na stosunkowo niewielkiej głębokości. Inwestor podkreśla, że z zebranych danych nie wynika możliwość powstawania zapadlisk czy erozji gruntu.
Jak pisze „Rz”, rozmowy ze stroną amerykańską były trudne, a wśród zastrzeżeń pojawiły się także kwestie sposobu przekazywania informacji. Od września 2023 r. Polska codziennie płaci konsorcjum amerykańskiemu 1,5 mln dolarów, nie mając pełnego dostępu do informacji o przedmiocie płatności. W związku z tym obecny zarząd PEJ zabiegał o zmianę sposobu współpracy, by uzyskać bardziej partnerskie podejście i transparentność ze strony amerykańskiej.
PEJ zmaga się również z brakami kadrowymi – ok. 80 stanowisk inżynieryjnych pozostaje nieobsadzonych. Philippe Bordarier, główny inżynier jądrowy, odejdzie pod koniec roku, a jego następcą ma być Bartłomiej Sośnik, wcześniej związany z elektrownią jądrową w Szwajcarii. Niepewność wokół odpowiedzialności za terminy realizacji projektu rodzi pytania o dalsze postępy, chociaż obecny harmonogram został zatwierdzony przez zarząd PEJ.
Do wyzwań projektowych dochodzi także możliwy wpływ wyborów prezydenckich w USA, gdzie w razie wygranej Donalda Trumpa, który podkreślał niechęć do dużych elektrowni jądrowych, przy jednoczesnym pochlebnym wyrażaniu się nt. małych reaktorów. Trump krytykował m.in. projekt Vogtle w Georgii, który zakończył się siedem lat po planowanym terminie i z budżetem przekroczonym o 17 miliardów dolarów, a właśnie ten projekt stanowił pierwowzór dla polskiej inwestycji.
Pod koniec września ub. roku polskie przedsiębiorstwo państwowe Polskie Elektrownie Jądrowe podpisało umowę z amerykańskimi firmami Westinghouse Electric Company i Bechtel na zaprojektowanie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, która ma zostać uruchomiona w 2033 roku. Ambasador USA w Polsce Mark Brzeziński powiedział, że kontrakt ten stanowi „jeden z najważniejszych jak dotąd kroków w amerykańsko-polskiej cywilnej współpracy nuklearnej”.
Miesiąc później Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe otrzymała od wojewody pomorskiego decyzję lokalizacyjną dla projektu. Dotyczy ona budowy i eksploatacji pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, posiadającej trzy reaktory AP1000 Westinghouse o łącznej mocy 3750 MWe, na obszarze gminy Choczewo w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino. Tym samym spółka otrzymała prawo do dysponowania terenem na potrzeby prac przygotowawczych, oraz budowy i późniejszej eksploatacji elektrowni. Należąca w 100 proc. do Skarbu Państwa PEJ jest inwestorem i będzie operatorem elektrowni. Decyzja lokalizacyjna nie jest równoznaczna z pozwoleniem na budowę.
W styczniu pojawiły się informacje dotyczące możliwej zmiany lokalizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w gminie Choczewo na Pomorzu, co spowodowałoby kolejne opóźnienia. W odpowiedzi ministerstwo przekazało, że nie ma podstaw do zmiany, a decyzja o lokalizacji elektrowni jądrowej w gminie Choczewo jest ostateczna.
Jak informowaliśmy, w lutym br. wiceminister Miłosz Motyka (PSL) uczestniczył w Ogólnopolskim Kongresie Energetyczno-Ciepłowniczym Powerpol. Podczas wydarzenia zapowiedział “urealnienie harmonogramu prac nad elektrownią jądrową”. “Może być drobne opóźnienie, co nie zmienia faktu, że moce zainstalowane w elektrowni jądrowej powinny być wpisane w politykę energetyczną państwa, również z uwzględnieniem kierunkowym innych źródeł, jak SMR” – stwierdził. Przyznał, że “drobne opóźnienie” może oznaczać rok.
Jak pisaliśmy, minister przemysłu Marzena Czarnecka oświadczyła w maju br., że pierwsza elektrownia atomowa w Choczewie powinna powstać i funkcjonować w 2040 roku. To o sześć lat później niż do tej pory zakładano. Dodała, że to oszczędne szacunki. Jej słowa wywołały falę oburzenia.
Przeczytaj: Bloomberg: Ekipa Tuska naciska na koncerny z USA. Chodzi o budowę elektrowni jądrowej
Na opóźnienia przy projekcie może wpłynąć fakt, że Komisja Europejska nie wyraziła zgody na bezprzetargowy wybór partnera w polskim projekcie jądrowym. Sprawa dotyczy wyboru amerykańskiego koncernu Westinghouse, który został wytypowany do współpracy przy budowie elektrowni jądrowej w Polsce.
Komisja Europejska poinformowała, że odbyła wymianę informacji z polskim rządem w tej sprawie, aby upewnić się, że projekt spełnia unijne przepisy dotyczące zamówień publicznych. Zaznaczono jednak, że nie doszło do oficjalnych rozstrzygnięć, co oznacza, że wybór Westinghouse został dokonany bez formalnej zgody Komisji.
Francja wcześniej oskarżała polski rząd o brak transparentności w procesie wyboru, podkreślając, że preferowano amerykańską firmę kosztem konkurencyjnej procedury. Wobec tych zarzutów, Komisja może rozważyć interwencję i ewentualnie unieważnić decyzję dotyczącą Westinghouse.
Przypomnijmy, że we wrześniu pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Maciej Bando, poinformował o podpisaniu dokumentów notyfikujących Komisji Europejskiej pomoc publiczną na budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.
Budowa elektrowni jądrowej ma być finansowana w 70% z finansowania dłużnego, a w 30% z kapitału własnego. Całkowita wartość inwestycji wyniesie około 60 miliardów złotych. Udział własny ma pochodzić z dokapitalizowania Polskiej Elektrowni Jądrowej (PEJ) przez Skarb Państwa, a dług będzie zabezpieczony gwarancjami Skarbu Państwa. Główne źródła finansowania to agencje kredytów eksportowych, w tym amerykański Export-Import Bank (EXIM), a także inne polskie i zagraniczne instytucje finansowe.
Zgoda Komisji Europejskiej na udzielenie pomocy publicznej jest warunkiem realizacji kolejnych etapów projektu, w tym podpisania umowy EPC (Engineering, Procurement and Construction) oraz zamówienia kluczowych komponentów o długim czasie dostawy. Maciej Bando spodziewa się akceptacji Komisji do połowy 2025 roku. Budowa elektrowni ma ruszyć w 2028 roku, a jej zakończenie przewidywane jest na 2035 rok.
Kresy.pl / investmap.pl































