Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rosselhoznadzor) wprowadza tymczasowe ograniczenia na import owoców pestkowych oraz świeżych winogron z Armenii.
Rosselhoznadzor poinformował, że ograniczenia te dotyczą produktów „pochodzących i wysyłanych z Republiki Armenii”. Dotyczy on następujących owoców wiśni, czereśni, moreli, śliwek, brzoskwiń i nektarynek oraz winogron. Zakaz dotyczy nie tylko wwozu do Rosji, ale też tranzytu przez jej terytorium do innych państw Eurazjatyckiego Związku Gospodarczego (EAES). Decyzja została podjęta w oczekiwaniu na opracowanie odpowiedniego protokołu zapewniającego bezpieczeństwo wysyłanych produktów, twierdzi rosyjska służba, jak zrelacjonował Interfax.
„Wzrost liczby wykrytych naruszeń wskazuje na konsekwencje likwidacji Ministerstwa Rolnictwa Armenii. W wyniku reformy strukturalnej obowiązki te zostały przeniesione na Ministerstwo Gospodarki. Biorąc pod uwagę, że produkty importowane ostatnio z Armenii nie spełniają wymogów fitosanitarnych EAES i Rosji, można założyć, że Ministerstwo Gospodarki Armenii boryka się z problemami strukturalnymi i nie jest w stanie wywiązać się z ciążących na nim obowiązków po likwidacji Ministerstwa Rolnictwa” - twierdzi Rosselhoznadzor.
3 czerwca Kościół wspomina św. Klotyldę, królową Franków, żonę Chlodwiga I i jedną z najważniejszych kobiet w dziejach wczesnośredniowiecznej chrystianizacji Europy Zachodniej.
Klotylda urodziła się około 470 lub 474 roku, najprawdopodobniej w Lyonie. Pochodziła z burgundzkiego rodu królewskiego. Była córką Chilperyka II, króla Burgundów. Jej młodość przypadła na czas walk dynastycznych w państwie Burgundów. Według tradycji jej ojciec został zamordowany, a władzę przejął jego brat Gundobad.
Klotylda została wychowana w wierze katolickiej. Miało to szczególne znaczenie, ponieważ wiele germańskich elit tamtego czasu pozostawało przy pogaństwie albo przy arianizmie. Około 493 roku poślubiła Chlodwiga I, merowińskiego króla Franków, który był jeszcze poganinem. Małżeństwo miało znaczenie polityczne, ale z czasem nabrało także wymiaru religijnego.
Koncern Kałasznikow opracował RPŁ-7, lekki karabinek maszynowy kalibru 7,62 mm zasilany z taśmy. Broń ma zapewnić rosyjskim pododdziałom większą gęstość ognia niż konstrukcje zasilane magazynkami. (more…)
Marszałek Sejmu i lider Nowej Lewicy próbował przechodzić do porządku dziennego nad polityką historyczną Wołydymyra Zełenskiego. Doczekał się podziękowań od swojego ukraińskiego odpowiednika.
W czasie poniedziałkowego wiecu w Sosnowcu, Włodzimierz Czarzasty odniósł się do decyzji Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imię "bohaterów UPA". Marszałek Sejmu nie potrafił wprost usprawiedliwić ruchu prezydenta Ukrainy, ale zasugerował konieczność utrzymania relacji z Kijowem w dotychczasowej formule.
"Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Ta teza może się komuś nie podobać, ale jest prawdziwa, dlatego, że jeśli Ukraina zostanie zajęta, następnym krajem, który będzie atakowany, będzie Mołdawia, kraje bałtyckie albo Polska" - tłumaczył swoje stanowisko Czarzasty, którego słowa zacytował Polsat News.
Asseco Poland zaprezentowało system „Polski Antydron”, służący do wykrywania i monitorowania nisko lecących bezzałogowców. Rozwiązanie opiera się na sensorach akustycznych montowanych na latarniach ulicznych oraz algorytmach sztucznej inteligencji.
System pokazano pod koniec maja podczas Kongresu Bezpieczeństwo Polski, który odbywał się w Jasionce koło Rzeszowa.
Czujniki zasilane są z istniejącej infrastruktury oświetleniowej, a zebrane przez nie dźwięki trafiają przez sieć komórkową do Platformy Internetu Rzeczy Asseco. Tam algorytmy sztucznej inteligencji rozpoznają charakterystyczny odgłos drona, określają jego położenie i śledzą trasę lotu. Operator może obserwować ruch bezzałogowca, przewidywać jego dalszy kierunek i otrzymywać alerty, gdy obiekt naruszy wyznaczoną strefę.
Portal Militarnyi ocenia, że po zakończeniu zimnej wojny Wielka Brytania rozpoczęła proces ograniczania swoich sił zbrojnych, który w kolejnych dekadach osłabił liczebność armii, zaplecze przemysłowe i zdolności konwencjonalne. Według portalu Londyn coraz częściej jest dziś wskazywany jako jedno ze słabszych państw NATO pod względem gotowości wojsk lądowych, jeśli pominąć potencjał nuklearny. (more…)
Wg mnie to jest KLUCZOWE zdanie Grzybowskiej: “takie kwestie nie powinny hamować „strategicznej współpracy” z Polską w ramach NATO i UE”. Ona ewidentnie mięknie lub/i broni się narracją znaną choćby z kierunku neo-banderowskiego. Ona doskonale zdaje sobie sprawę z realnych liczb i faktów stanowiących rdzeń relacji Polski i żmudzi. Polskie władze również! Powiem tak: optymalne przeczołganie żmudzkiego karła w interesie Polski powinno być pracą magisterską na stosunkach międzynarodowych, a jednym z punktów powinno być sfinansowanie viaCarpatii przez żmudź na CAŁYM odcinku polskim!
“– Powiedzmy sobie otwarcie, niektóre oczekiwania są trochę zbyt wygórowane, i to każdy rozumie, i w pewnych aspektach musimy to zrozumieć.” ciekawe ,które oczekiwania Polaków na Litwie są wygórowane?
“– [Komisja] szczegółowo przejrzałaby wszystko – zarówno kwestie dotyczące zwrotu ziemi, oświaty, okresu przejściowego ws. egzaminów i innych – mówiła prezydent Litwy. Podkreśliła zarazem, że wszystkie rozwiązania mają być zgodne z przepisami Konstytucji.”
Taki “dialog” trwa już ponad 20 lat z nikłym efektem.
Litwini załatwili sobie za friko umowę graniczną.
“Oni są lojalnymi obywatelami Litwy i za to im bardzo dziękowałem” przynajmniej jasne oświadczenie, że prezio nie poczuwa się do odpowiedzialności za państwo Polskie, tylko za Litwe. Po za tym za UPAdlinę, holokaust i wszystko inne, tylko nie za Polskę i Polaków… no i jeszcze w warunkach walki Polaków z dyskryminacją, pierdnąć takiego smroda “że niektóre oczekiwania Polaków są wygórowane”… to chyba Bul nawet tak sobie nie pozwalał.
W relacji spotkania, a także wypowiedziach prezydenta Dudy dostrzegłem pewną rzecz. Dobra wola. Odnoszę wrażenie, że Litwini cały czas obawiają się, że ich niepodległość lub integralność może być zagrożona przez Polskę. Wiąże to się zarówno z tym, że kiedyś Litwa był w unii z Polską, a bogatsza kultura polska powodowała, że owa litewskość rozpuszczała się w polskości, niczym cukier w herbacie (jak swego czasu Litwini sami podsumowali). To także to, że w okręgu wileńskim wciąż jest polskość, nasza narodowa tradycja. To także najnowsza historia, kiedy litewskie brygady polskie pod dowództwem gen. Żeligowskiego zajęły na rozkaz Marszałka Litwę Środkową.Być może stąd taka, a nie inna polityka Litwy wobec mniejszości polskiej. Podejrzewam, że z takiego założenia wyszedł prezydent. Toteż to, że wybrał się w setną rocznicę niepodległości Litwy jest nieprzypadkową datą. Jego słowa, podkreślające, że Polacy mieszkający na Litwie także miały pokazać dobrą wolę Polski, uspokoić Litwinów, poprawić nasze wzajemne relacje i poprzez tę dobrą wolę doprowadzić do poprawy sytuacji (zwł. prawnej) naszej Polonii na Litwie. Pomyślałem sobie, że może dać nam wszystkim jeszcze jedną szansę, ostatnią szansę na osiągnięcie wspólnych celów w ten właśnie sposób, poprzez okazanie dobrej woli.
Zastanawia mnie jednak, co miał na myśli prezydent, mówiąc o niektórych “wygórowanych oczekiwaniach” Polaków na Litwie. Czy mówił np. o aspiracjach autonomicznych, czy może o tym, że Polacy chcą mieć tam swoje szkoły (co powinno być zagwarantowane) lub polskie nazwiska (co też powinno być zagwarantowane). Tutaj, nie ukrywam, autor artykułu mnie rozczarował, że nie wgłębił się w ten wątek w celu wyjaśnienia. No, chyba, że to celowe niedopowiedzenie. Tylko po co?
Wiem, że przez 25 lat sytuacja naszych rodaków na Litwie jest taka, jaka jest, ale też po prawdzie powiedzmy sobie, że przez te 25 lat kolejne rządy w Polsce miały Polonię (przepraszam za kolokwializm) głęboko w 4 literach. Jestem ciekaw, co sądzą o tym sami Polacy na Litwie…
Wygórowanym oczekiwaniem wileńskich Polaków byłby powrót Wilna i Wileńszczyzny do Macierzy (jeszcze w tej dekadzie).
Czego jak czego, ale uprawiania polityki zagranicznej i pilnowania własnego interesu narodowego, to moglibyśmy się uczyć, tak od Litwinów jak i Ukraińców, co stwierdzam ze smutkiem! Rozgrywają nas jak chcą. Oto, by nie brudzić sobie rąk spacyfikowaniem wileńskich Polaków, Litwini przerzucili to zadanie na polskiego prezydenta, który wywiązał się z tego w sposób celujący! Piękne uśmiechy, gładkie słowa, parę orderów i już, gotowe. Z takim podejściem polskich władz standardy europejskie, bo za takie należy uznać pisownię nazwisk, prawo własności do ziemi przodków, oświatę w języku ojczystym, zostaną osiągnięte za jakieś 150 lat! O ile, rzecz jasna, po drodze nie pojawią się jakieś skandalicznie “wygórowane oczekiwania”. Co Litwa dała w zamian? Nic, dosłownie nic! Sukces obwieszczony przez polskiego prezydenta o wsparciu jakie otrzymał od litewskiego, wiernego “sojusznika” w postaci obietnicy zawetowania potencjalnych sankcji, jakie UE chciałaby nałożyć na Polskę, nic Litwę nie kosztuje! Węgry znacznie wcześniej zadeklarowały poparcie Polski w tej kwestii, zatem wymagana tu jednomyślność państw UE nie zaistnieje. Gest Litwy jest zatem bezwartościowy dla Polski! W taki oto sposób, za bezdurno, Litwa zdjęła sobie z głowy, i to rękami polskiego prezydenta, największy problem w relacjach z Polską – elementarne prawa polskiej mniejszości! Co jeszcze dostała za darmo Litwa – oczywiście, umowę graniczną. Kolejny reprezentant polskiego rządu sankcjonuje moc prawną paktu Ribbentrop-Mołotow. Co mamy w zamian – ZERO!
Pięknie nam prezydent zaczął czcić 100-lecie niepodległości… Czy aby ktoś wreszcie nie powinien mu przypomnieć, że jest od pilnowania polskiej racji stanu, a nie litewskiej czy ukraińskiej?
Duda powinien uczyć się od Żydów jak się dba o interes swojego narodu a nie dawać du()y na każdym kroku.Cienias jest i tyle.
Da się zauważyć, że Duda jeżeli podnosi głos, wręcz krzyczy, to tylko w stosunku do Polaków, w spotkaniach z ukraińcami, żydami, litwinami, czy San Escobar, jest cichy i miękki, taki budyń.
Adrij Juda chlapnął Dance Grzybowskiej minetę 🙂
Szaulisowy wrzód robi od początku Polaków w konia, w dalszym ciągu brak pisowni polskich nazwisk, a ten chamski cieć bezczelnie oczernia Rodaków, że mają zbyt wygórowane wymagania. Gdyby nie postawa polskich patriotycznych środowisk w tym żmudzkim kraiku, już dawno nasi przepraszaliby, że żyją.
Wygórowane to były oczekiwania wobec tego dudy. Miał być prezydentem Polski a jest bandero-szałnistowskapacynką. Pewnie ma rezuńskie korzenie. Że też głosowałem na to coś.
Zapewne takim wygórowanym oczekiwaniem byłoby przyłączenie Wileńszczyzny do Macierzy, do czego wzywał młody Klonowski (syn Zygmunta od Kuriera i litewskich liberałów), gdy pisał na murach: Polskie Wilno. Także ci, co prowokacyjnie wołają: Wilno nasze, też nie przyczyniają się do uzyskania dobrych rozwiązań. Natomiast na pewno nie jest niczym wygórowanym domaganie się zaprzestania dyskryminacji, zwrotu ziemi zagrabionej za komuny i dotąd nie zwróconej prawowitym polskim właścicielom (za to przekazywanej przybyszom ze Żmudzi), czy też prawo do polskiej oświaty z satysfakcjonującą siecią szkół albo usankcjonowanie statusu języka polskiego w dwujęzycznych napisach i jako pomocniczego w “polskich” rejonach. Z pewnością niczym nadzwyczajnym nie jest też oczekiwanie autonomii, to rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach świata, także w Europie i w samej Unii. Przykładem może być Tyrol Południowy, gdzie uznano prawa ludności niemieckojęzycznej, a premier Włoch wprost zadeklarował, że “Autonomia ta powinna być wzmacniana i wspierana, podobnie jak szczególna tożsamość językowa i kulturalna. Będziemy autonomie wspierać, a nie tłumić.” Bez problemu współistnieją tam napisy i nazewnictwo dwujęzyczne włoskie i niemieckie (a gdzieniegdzie nawet trójjęzyczne ze staro romańskim językiem ladyńskim).
ale czemu za tą babą jest niemiecka flaga?
Litewska ma chyba inne barwy?
Spotkanie Andrzeja Dudy z Waldemarem Tomaszewskim to sygnał wysłany na Litwę
We środę 14 lutego w Warszawie, dzień przed rozpoczęciem pierwszej oficjalnej wizyty na Litwie, Prezydent Polski Andrzej Duda spotkał się z liderem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin Waldemarem Tomaszewskim. To bez wątpienia symboliczny, ale też ważny sygnał wysłany stronie litewskiej, mówiący o tym, że sprawy rodaków nad Wilią stanowią bardzo ważną oraz istotną część polityki Polski wobec państwa litewskiego.
Spotkanie Prezydenta Polski z liderem AWPL – ZChR Waldemarem Tomaszewskim w przeddzień oficjalnej wizyty na Litwie wpisuje się w charakter propolskiej polityki prezydenta, w której sprawy Polaków na Litwie stanowią bardzo ważne miejsce, w której nasi rodacy nie mogą być zakładnikiem relacji na linii Warszawa – Wilno. Prezydent pokazuje, że funkcjonowanie i traktowanie polskiej mniejszości na Litwie ma dla niego wyjątkowe znaczenie. Ale jest i inny wymiar tego spotkania, Polacy z Wileńszczyzny są wartościowym partnerem do rozmów. To wynik wysokiej pozycji jaką Polacy z Litwy zajmują pośród polonijnej braci. Są przecież najlepiej zorganizowaną oraz najbardziej skuteczną polską wspólnotą na świecie i są stawiani za wzór do naśladowania, jeśli chodzi o skuteczność w samoorganizowaniu się. Kluczową rolę odgrywa tu AWPL – ZChR, jako polityczna emanacja Polaków na Litwie. Sukcesy wyborcze, jakie systematycznie odnosi polska partia, są godne podziwu i sprawiają, że jednoczy wokół siebie inne mniejszości narodowe, ale również Litwinów, którzy coraz liczniej głosują na to ugrupowanie. Stało się to możliwe dzięki uprawianiu uczciwej polityki opartej głęboko na wartościach prospołecznych, prorodzinnych i chrześcijańskich. Dzięki temu Akcja ma pod własnym szyldem frakcję parlamentarną w litewskim sejmie, ma swoich przedstawicieli w ważnych instytucjach międzynarodowych, w Parlamencie Europejskim, w Radzie Europy i w Komitecie Regionów. Samodzielnie rządzi w dwóch rejonach, a w kilku kolejnych współrządzi, w tym w stołecznym Wilnie. I to właśnie jest najlepszą miarą odnoszonych sukcesów. Stąd zrozumiałym jest, że prezydent chcąc uzyskać przed oficjalną wizytą obraz bieżącej sytuacji na Litwie spotyka się z liderem polskiej wspólnoty w tym kraju.
Spotkanie dwóch liderów, dwóch przywódców, Prezydenta Polski i (nieformalnego wprawdzie) prezydenta Wileńszczyzny. Otóż Waldemar Tomaszewski w 2014 ponownie wystartował w wyborach prezydenckich, w I turze otrzymując 8,23% głosów w skali kraju i wygrał zdecydowanie w rejonie wileńskim i solecznickim nawet z urzędującą prezydent Dalią Grybauskaitė zajmując w tych dwóch rejonach I miejsce!!!To dobrze, że głowa państwa polskiego przed swoją pierwszą wizytą na Litwie spotkał się z liderem tamtejszych Rodaków. Raz, że uzyskał najpewniejsze i wiarygodne informacje o sytuacji, dwa, że został wysłany oczywisty sygnał do elit litewskich – Polacy trzymają się razem i się popierają. Macierz jest z Wilniukami!
“zbyt wygórowanym żądaniem” mogłoby być np. chęć przyłączenia Wileńszczyzny do Polski, czyli rewizja granic. Tego nikt nie żąda, no może poza wspomnianym środowiskiem młodego Klonowskiego.
Natomiast reszta, czyli zwrot i/lub odszkodowania za grabież ziemi na pewno nie są wygórowane, gdyż pomału lietuviskie sądy wypłacają odszkodowania i przyznają rację Polakom. A już na pewno nie jest wygórowanym żądanie spokojnego kształcenia w języku polskim. Sam prezydent wspomniał, że to bardzo ważne, a i nie raz w różnych przemówieniach stawiał to za priorytet. Zresztą o tym mówią także międzynarodowe umowy odnośnie mniejszości narodowych.
Niestety muszę przyznać rację wielu tu piszącym. W wypowiedzi Pana Prezydenta znalazł się akcent niebezpieczny i wprost szkodliwy. Lietuvisi zyskali poważny argument i będą mogli niemal wszystko uznać za “zbyt wygórowane”. I naprawianie może się ograniczyć tylko do pisowni nazwisk, co akurat jest sprawą najmniej ważną.
Natomiast lietuvisi zyskali wszystko co chcieli, w zamian nie dając zupełnie nic. Obietnice Grybauskaite są cyniczne bo wszyscy wiedzą, że komisja oświatowa niczego nie rozwiąże Komisja działała kilka miesięcy po strajkach szkolnych z 2011 roku, powołana po przybyciu do Wilna premiera Tuska, którego celem było spacyfikowanie strajku – słusznego protestu wilnian. Nic nie rozwiązano, bo przecież konstytucja itd… i po czasie wszystko oczywiście wróciło do złej normy. Może Szczerski czy Dziedziczak uważają inaczej (choć osobiście wątpię by byli aż tak naiwni) ale my tutaj dobrze wiemy, że to jest kolejna porażka państwa polskiego w starciu z lietuviskim “gigantem”, bo sprawy zostaną wyciszone i nic po tym. Znowu zostaliśmy sami, ale na pewno my się nie poddamy, bo my czujemy, myślimy i mówimy po polsku i swojej polskości nie wyrzekniemy się ani jej nie sprzedamy za nic.
Patrząc na tych “naszych’ żałosnych pseudopolityków podejrzewam że gdyby nawet Luksemburg się nam postawił to te ciamajdy tez nie potrafiliby odpowiednio zareagować,tylko gadaliby,gadali,gadali i nic więcej.I coraz trudniej znieść widok tej pacynki.
Bezradność i nieudolność władz III RP w polityce wschodniej, szczególnie w odniesieniu do “przyjaciół” z Ukrainy i Litwy (bo Białoruś to osobny temat) jest porażająca. Tamci robią co chcą, wygadują co chcą, obrażają Polskę i Polaków przy każdej okazji, a do tego dostają od RP wszystko na co im zależy. W drugą stronę nie ma żadnej wzajemności, ale wręcz często otwarta wrogość. Kreatorzy polskiej polityki wschodniej wykazali się zatrważającym brakiem profesjonalizmu, zarówno politycy (Waszczykowski, Szczerski, Dziedziczak, Dworczyk) jak i tzw. eksperci z Żurawski vel Gajewskim na czele. Smutne jest to, że na beznadziei wyżej wymienionych tak naprawdę cierpią jedynie nasi Rodacy z Kresów. Bo wyżej wymienieni tylko zmieniają funkcje i stanowiska.