Jawornik Ruski: ruszyły poszukiwania szczątków ofiar UPA. Lokalni badacze niemile widziani?

Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczęło w Jaworniku Ruskim na Podkarpaciu poszukiwania szczątków ofiar UPA. Prace możliwe były dzięki wynikom badań grupy historyków, działaczy lokalnych i rodzin ofiar. Okazało się jednak, że mimo wydatnej pomocy, teraz nie są mile widziani przez prokuraturę IPN.

W poniedziałek w miejscowości Jawornik Ruski w gminie Bircza w powiecie przemyskim, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczęło prace poszukiwawcze. Mają one na celu odnalezienie miejsca ukrycia szczątków siedmiu Polaków, którzy zostali zamordowani przez Ukraińską Powstańczą Armię w 1945 roku.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

1848.62 PLN    (8.4%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

IPN zaznacza, że odbywa się to w ramach śledztwa, prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie. Przy rozpoczęciu prac obecny był prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, a także  prok. Beata Śmiechowska, p.o. naczelnika Komisji w Rzeszowie.

Rozpoczęcie prac było możliwe dzięki pracy grupy historyków i działaczy, współpracujących z lokalnymi mieszkańcami, w tym również rodzinami osób zamordowanych przez banderowców. Wyniki prac przekazali IPN. Pomogli również przy kwestiach formalnych, koniecznych do rozpoczęcia prac poszukiwawczych na prywatnych terenach.

W rozmowie z Kresami.pl dr hab. Andrzej Zapałowski, historyk i ekspert ds. bezpieczeństwa zaznacza, że działania IPN są wynikiem wieloletniej pracy całej grupy ludzi, która zaprezentowała owoce swojej pracy Instytutowi. – W jej skład wchodzą historycy, w tym m.in. ja, a także rodziny pomordowanych przez UPA żołnierzy AK z Pawłokomy – mówi prof. Zapałowski, dodając, że mord ten był bezpośrednim wynikiem akcji odwetowej AK na Pawłokomę. Członkowie grupy wskazali lokalizację studni, do której wrzucono zwłoki żołnierzy AK pomordowanych przez banderowców. W tym miejscu powinny z bardzo dużym prawdopodobieństwem powinny znajdować się ich szczątki.

Przeczytaj: Odnaleziono zbiorowy grób Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA

Takich miejsc jest jednak więcej – zarówno w gminie Bircza i w innych częściach Podkarpacia, jak i w bliskiej okolicy badanej lokalizacji. Kilkanaście metrów od miejsc, gdzie IPN prowadzi poszukiwania, znajduje się zasypany staw. Tam również, prawdopodobnie znajduje się dużo zwłok pomordowanych Polaków. Dotyczy to Jawornika Ruskiego, a także pobliskiej wsi Żohatyn.

– Z tych wiosek mamy informacje, pozwalające wskazać z nazwiska 60 zamordowanych osób, których wrzucano do studni. Były one później zasypywane. Część z tych studni wskazaliśmy IPN i oczekujemy, że znajdą się pieniądze na ich ekshumacje mówi historyk. Według naszych informacji, Instytut nie planuje jednak żadnych szerzej zakrojonych prac, tłumacząc się m.in. brakiem środków.

– Nie może być takiej sytuacji, że IPN będzie odkrywał jedną studnię rocznie – podkreśla prof. Zapałowski. – Teren ten do 1947 roku znajdował się pod upowskim terrorem. Tam masowo mordowano ludność cywilną, w tym pochodzenia ukraińskiego, która nie w pełni utożsamiała się z banderowcami. Południowa część powiatu przemyskiego jest takim „mikro-Wołyniem”. Z jakiś powodów do teraz nie podejmowano żadnych działań, przy przeprowadzić ekshumacje ofiar. Nie wiem dlaczego – może przez „poprawność polityczną”?

– 70 lat po wojnie, mimo istnienia instytutów historycznych na Podkarpaciu, poprawność polityczna doprowadzała do tego, że w zasadzie nie prowadzono prawdziwych badań na ten temat – podkreśla prof. Zapałowski. – Dużą pracę wykonywali regionaliści, a profesjonaliści tylko pisali ogólne syntezy. Nie ma badań przyczynkowych, które teraz, choć w ograniczonym zakresie, prowadzą regionalni historycy.

Niemile widziani

Przy okazji rozpoczęcia prac poszukiwawczych doszło jednak do mocno nieprzyjemnej sytuacji. Grupa osób, która wcześniej zbierała informacje i pomagała IPN w zainicjowaniu i rozpoczęciu prac, nie mogła w nich uczestniczyć. Początkowo na miejsce nie chciała dopuścić ich policja. Dopiero po dłuższym czasie pozwolono im podejść. Prok. Śmiechowska nie była zadowolona z ich obecności i wprost dała im do zrozumienia, że nie są tu przez nią mile widziani. Do tego stopnia, że na koniec powiedziała im, żeby już więcej nie przychodzili na miejsce prowadzenia prac.

– Dla nas to była trochę żenująca sytuacja, ze strony niektórych pracowników IPN – że ludzi, którzy przez lata prowadzili badania, dokumentowali i dzięki którym IPN ma wszystkie wyniki, traktuje się jak osoby niepożądane. Do tego „łaskawie” na chwilę dopuszcza się do prac przy ekshumacji. A potem mówiąc nam, że nie życzą sobie, byśmy przychodzili. Ludzie, którzy przez lata prowadzili prace, badali, są traktowani bardzo obcesowo – mówi prof. Zapałowski.

Historyk zaznacza, że w tej grupie osób byli również dwaj bracia, których zamordowany brat prawdopodobnie leży tam, gdzie trwają prace. – Oni czekali na to kilkadziesiąt lat. I są tak samo, bardzo obcesowo traktowani. Dla mnie to skandaliczne, bo IPN nie zrobi nic, jeżeli nie będzie pełnej współpracy. Niektórzy chyba uważają, że w takich sytuacjach można postępować jak prokurator w stosunku do przestępców. My tak się właśnie czujemy.

Prof. Zapałowski dodał, że świadkowie tamtych wydarzeń nic nie powiedzą komuś, komu najwyraźniej pomyliły się kwestie przesłuchiwania przestępcy a współpracą z ofiarami i osobami, które działają na rzecz odkrywania prawda. – Dla mnie to kompletne nieporozumienie.

Kresy.pl

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Kojoto
    Kojoto :

    Po pierwsze z pewnością ZUwP z pewnością robi wszystko, żeby przejąć jak najwięcej ludzi o mieszanym pochodzeniu, ale i rusinów innych niż ukraińcy, a po drugie mogła sie do tego przyczynićAkcja Wisła, w której Łemków potraktowano tak samo jak tych którzy określali się mianem ukraińców. Mają więc jakby wspólne doświadczenie.

  2. Gaetano
    Gaetano :

    To jakieś kuriozum! Co tam robi neobanderowska prokurator, dlaczego nie pracuje po drugiej stronie? Jakim prawem miejscowi ludzie, świadkowie ludobójstwa i rodzina nie mogą tam przebywać i pomagać w śledztwie. To policja też jest na usługach ukrów? Przede wszystkim, co to za państwo, które nie potrafi należycie uhonorować swoich ofiar.