Kilka dni temu we Lwowie została podpisana polsko-ukraińska deklaracja w sprawie granicznych kontroli odpadów niebezpiecznych – poinformował w środę portal Money.pl. Sprawdzeniem tego, czy przez granicę polsko-ukraińską przewożono odpady zajmie się Najwyższa Izba Kontroli.
Portal Money.pl opublikował w środę rozmowę z prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim. Wynika z niej, że NIK chce dogłębnie zająć się problemem związanym z przywozem odpadów do Polski.
Wszyscy jeszcze mamy świeżo w pamięci płonące wysypiska odpadów niebezpiecznych – mówił prezes Kwiatkowski. – Do Polski wjechała duża ilość odpadów, w tym także odpady niebezpieczne. One wjeżdżały z różnych kierunków. Chcemy w sposób szczególny skontrolować oczywiście wwóz odpadów do Polski. Jedną z takich niezwykle istotnych granic jest właśnie Ukraina i będziemy badać, jak jest realizowana i w Polsce, i na Ukrainie konwencja bazylejska. – mówił szef NIK.
Według Kwiatkowskiego konwencja bazylejska zawiera dobre regulacje, które stanowią, że odpady powinny nie powinny być przemieszczane na nadmierne odległości i powinny być utylizowane blisko miejsca wytworzenia. „Jaka jest praktyka, to widzimy na różnych wysypiskach, legalnych i nielegalnych, które pojawiły się w Polsce” – mówił prezes NIK.
PRZECZYTAJ: Składowiska śmieci przestaną płonąć? Ma w tym pomóc zmiana w przepisach
Kwiatkowski uważa, że nie można dopuścić do sytuacji, w której płoną celowo podpalane wysypiska. Kontrola NIK ma objąć 10 lat wstecz i przeanalizować, dlaczego regulacje dotyczące obrotu odpadami nie działają.
Ze słów prezesa NIK wynika, że kontrola zacznie się w przyszłym roku. Kwiatkowski, który kilka dni temu wrócił z Ukrainy powiedział, że będzie przekonywał ukraińskich partnerów, by zakończyła się ona przedstawieniem wniosków i rekomendacji już pod koniec przyszłego roku.
Przypomnijmy, że w lipcu br. poseł Krzysztof Brejza opublikował dane z Ministerstwa Środowiska, z których wynikało, że 92-95 proc. odpadów sprowadzanych w ostatnich latach do Polski pochodziło z innych krajów UE. Pozostałe przywożono głównie z Nigerii, Australii i Szwajcarii. O Ukrainie nie było mowy.
O możliwym przywozie ukraińskich śmieci do Polski mówiło się ponad rok temu z powodu tzw. kryzysu śmieciowego we Lwowie. Mer miasta Andrij Sadowy sprawdzał możliwość wywozu lwowskich śmieci na wysypiska miast partnerskich Lwowa. Szybko jednak okazało się, że nie wchodzi to w grę – przewożenia odpadów zmieszanych przez granicę zabraniają przepisy. W przypadku odpadów sortowanych wymagana jest skomplikowana procedura i zezwolenie Głównego Inspektora Ochrony Środowiska.
Kresy.pl / money.pl
































