W kontrolowanej przez władze ukraińskiej elektrowni Szczastia niedaleko Ługańska wybuchł duży pożar. Miało to nastąpić w efekcie ostrzału przez separatystów. Ukraińcy oskarżają ich też o systemowe ataki na infrastrukturę gazową wzdłuż linii kontaktowej.

We wtorek wczesnym popołudniem czasu lokalnego Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych poinformowała, że w wyniku ostrzału artyleryjskiego z terytorium kontrolowanego przez separatystów, ucierpiała Ługańska Elektrownia Cieplna w mieście Szczastia, na północny-wschód od Ługańska. Jak podano, jeden z pocisków trafił w transformator, co wywołało pożar. Ogień, m.in. przez wyciek oleju, rozprzestrzenił się na sąsiedni transformator.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

1836.62 PLN    (8.34%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Na miejsce wysłano 12 jednostek sprzętu straży pożarnej, przy czym oczekiwały one, aż skończy się ostrzał.

W sieci pojawiły nagrania, pokazujące skalę pożaru. Według części źródeł, elektrownia została trafiona pociskiem rakietowym z systemu wieloprowadnicowe wyrzutni rakietowej Grad.

Później strona ukraińska informowała, że palą się już trzy transformatory. Sytuacja groziła rozprzestrzenieniem się ognia na trzy kolejne.

 

Jak podało później MSW Ukrainy, według stanu na godzinę 19:00 czasu miejscowego, doszło do ponownego zapalenia się transformatora. W całym mieście nie ma prądu. Ponadto, w wyniku ostrzały miały ucierpieć także budynki mieszkalne.

Dodajmy, że dzień wcześniej miasto Szczastia zostało pozbawione dostaw energii, ciepła i wody z powodu wyłączenia elektrowni w wyniku uszkodzenia trzech linii energetycznych 110 kV i 220 kV, w wynik intensywnego ostrzału.

Ponadto, że wyniku ostrzału uszkodzona została też podstacja wodociągowa w Zołotem. W efekcie, pobliskie miasto Popasna zostało pozbawione wody pitnej.

Prezes ukraińskiego koncernu Naftohaz Jurij Witrenko twierdzi,że separatyści systemowo atakują gazowe obiekty na linii kontaktowej w Donbasie. Jako przykład wymienił „wielokrotne uszkodzenia” w ostrzałach gazociągów niskiego ciśnienia w obwodzie donieckim. Bez gazu zostało paręset domów.

W poniedziałek wieczorem prezydent Rosji Władimir Putin podpisał dekrety o uznaniu samozwańczych republik donbaskich separatystów. W tekście dekretów znalazło się polecenie oficjalnego wprowadzenia wojsk rosyjskich na obszar Donbasu. We wtorek wiceminister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Andriej Rudenko oświadczył, że Rosja uznała DRL i ŁRL w granicach, w których „władze republik faktycznie sprawują władzę i jurysdykcję”. kolei rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow pytany o tę kwestię odparł, że chodzi o uznanie separatystycznych republik „w granicach, w jakiś się proklamowały” i w jakich „istnieją i zostały ogłoszone”.

Władimir Putin oświadczył, że Rosja faktycznie uznała granice separatystycznych republik w Donbasie w granicach obwodów donieckiego i Ługańskiego, przy czym miałoby to zostać doprecyzowane podczas negocjacji separatystów z władzami Ukrainy. Jego zdaniem, porozumienia mińskie przestały obowiązywać.

interfax.com.ua / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz