Ciocia Kamila w zamieszaniu zgubiła kuzyna Mirosława, przyszłego kosmonautę. Uciekała z Mirkiem samotnie po oderwaniu się od głównej grupy. Dopadł ją banderowiec i strzelił do niej z bliska. Straciła wtedy przytomność i upadła. Napastnik myślał, że ją zabił i zostawił. Ona jakoś po pewnej chwili ocknęła się i półprzytomna ruszyła do przodu. Dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że nie niesie na rękach półtorarocznego syna. Gdy zaczęła go szukać, natrafiła na grupę lipniczan i w raz z nią dotarła do Zurna. Miała zakrwawioną twarz i rozerwane ucho. O świcie członkowie samoobrony ruszyli w stronę Lipnik. Po drodze znaleźli małe, czarne zawiniątko, w którym był Mirek. Znalazł go brat Władysław. Mimo, ze był to marzec, zima i śnieg, to nie dostał nawet kataru. Śmiałem się po wielu latach, że teraz może latać w kosmos, bo dostał od Boga drugie życie.