Chiny od lutego nie importują amerykańskiego LNG. Według Financial Times decyzja ma związek z trwającym sporem handlowym z USA.
Od lutego Chiny nie importują skroplonego gazu ziemnego (LNG) ze Stanów Zjednoczonych. Jak informuje „Financial Times”, może to oznaczać rozszerzenie wojny handlowej między Waszyngtonem a Pekinem na sektor energetyczny.
Z danych firm transportowych wynika, że ostatnia dostawa amerykańskiego LNG trafiła do Chin 6 lutego. Kolejny tankowiec, który nie dotarł na czas, został przekierowany do Bangladeszu. Stało się to po wprowadzeniu 10 lutego przez Pekin ceł odwetowych na poziomie 15%. Obecnie stawka ta wzrosła do 49%, co zdaniem analityków czyni amerykańskie LNG nieopłacalnym dla chińskich odbiorców.
Według danych chińskich danych, import LNG z USA znacząco zmalał między listopadem a styczniem. Tymczasem – jak informuje „The New York Times” – Moskwa czterokrotnie zwiększyła w ubiegłym roku eksport gazu skroplonego do Chin, co stanowi alternatywę wobec ograniczonych dostaw z USA.
Anne-Sophie Corbeau z Centrum Polityki Energetycznej Globalnej Uniwersytetu Columbia powiedziała: „Nie sądzę, aby chińscy importerzy kiedykolwiek zawarli nowy kontrakt na amerykański LNG”.
Ambasador Chin w Rosji Zhang Hanhui również zapowiedział możliwe zwiększenie importu rosyjskiego gazu. „Tak wielu nabywców prosi ambasadę o pomoc w nawiązaniu kontaktów z rosyjskimi dostawcami, że moim zdaniem import na pewno wzrośnie” – powiedział dyplomata.
Dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych do Chin wzrosły po podpisaniu umowy handlowej w styczniu 2020 roku, lecz od 2022 roku zaczęły być przekierowywane do Europy, gdzie oferowano wyższe ceny po ograniczeniu importu rosyjskiego gazu.
Według danych chińskich służb celnych, amerykański gaz stanowił w 2024 roku jedynie 3 proc. całości importu LNG do Chin.
Czytaj: Chiny wstrzymały eksport metali ziem rzadkich
Warto przypomnieć, że pod koniec stycznia prezydent USA Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu od 1 lutego ze skutkiem natychmiastowym ceł w wysokości 25% na import z Kanady i Meksyku oraz 10% na towary z Chin.
Natomiast, 2 kwietnia Donald Trump ogłosił nałożenie bazowej stawki cła importowego na poziomie 10 proc., która zaczęła obowiązywać w sobotę. Wiele państw zostało jednak obłożonych dodatkową stawką, jako te, które mają według prezydenta USA, prowadzić nieuczciwą politykę handlową wobec jego państwa. W praktyce miarą tej nieuczciwości stała się dla Trumpa wysokość ujemnego salda USA w relacjach handlowych z danym państwem.
Wśród państw świata ChRL została obłożona jednym z najwyższych łącznych poziomów oclenia – 54-procentową stawką. Jednak także najbliżsi sojusznicy USA w regionie Azji Wschodniej i Azji Południowo-Wschodniej zostali obciążeni podwyższonymi taryfami – Japonia (24 proc.), Korea Południowa (25 proc.), Tajwan (32 proc.), Tajlandia (36 proc.).
Cios wymierzony został państwu tak znaczącemu geokonomicznie i geopolitycznie, jak panująca nad cieśninami Indonezja, oclona na poziomie 32 proc. Perspektywiczny potencjalny partner w ograniczaniu Chin – Wietnam został obłożony cłem importowym na poziomie 46 proc. Kluczowe dla Waszyngtonu w jego rozgrywce o pozycję mocarstwową – Indie, zostało obłożone cłem 26-procentowym.
Pekin zapowiedział w odwecie, że od 10 kwietnia nałoży dodatkowe cła w wysokości 34 proc. na wszystkie towary importowane z USA. W poniedziałek Trump odpowiedział na to w tonie ultimatum, iż jeśli do 8 kwietnia ChRL nie wycofa się z ruchu odwetowego on podwyższy cło na chiński import o 50 proc. Groźba została spełniona w środę. Jeszcze tego samego dnia Pekin zareagował podniesieniem cła importowego na amerykańskiego towary do 84 proc.
Już 9 kwietnia Trump zawiesił wszystkie dodatkowe cła importowe wobec wszystkich państw oprócz ChRL. Wobec nich podniósł cło do 145 proc. na co Pekin zareagował stawką 125-procentową.
ft.com/Kresy.pl
































