Ołesia Żukowska stała się jedną z twarzy kijowskiego Majdanu w lutym 2014 roku po tym, jak media na całym świecie, w tym w Polsce, doniosły o jej „postrzeleniu” w szyję przez snajpera. W ubiegłym tygodniu sąd w Kijowie, w którym wciąż toczy się proces ws. masakry na Majdanie, nie zgodził się na składanie przez nią zeznań w charakterze poszkodowanej.

O odrzuceniu przez sąd wniosku Żukowskiej o składanie zeznań w charakterze poszkodowanej poinformował w poniedziałek na Twitterze politolog Iwan Kaczanowski. Z zamieszczonego przez niego nagrania z rozprawy w dniu 17 listopada br. wynika, że jej wniosek odrzucono, ponieważ o „zranieniu” Żukowskiej nie ma mowy w akcie oskarżenia. Wskazywała na to obrona funkcjonariuszy jednostki Berkut, którzy są oskarżonymi w procesie.

Kresowy Przegląd Tygodnia

Zgoda RODO: Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez FUNDACJA KOMPANIA KRESOWA, ul. Gen. Władysława Sikorskiego 166 / 0.03, 18-400 Łomża moich danych osobowych przesłanych w niniejszym formularzu w celu otrzymywania informacji drogą elektroniczną.
Możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie, klikając link w stopce naszych e-maili.

Ołesia Żukowska w czasie wydarzeń na Majdanie była wolontariuszem służby medycznej utworzonej przez opozycję okupującą główny plac Kijowa. 20 lutego 2014 roku media na całym świecie doniosły o jej rzekomym postrzeleniu przez snajpera znajdującego się na usługach ówczesnych władz. Kula miała przejść przez jej szyję. Świat obiegły kadry zakrwawionej Żukowskiej zabieranej przez karetkę. Pomimo tak poważnej sytuacji Żukowska była w stanie krzyczeć i… tweetować. Jej twitt, w którym napisała, że „umiera”, podało dalej kilka tysięcy użytkowników. Pisały o nim m.in. New York Times, CNN, CBS News, Guardian, Associated Press, a w Polsce Wyborcza.pl, Wirtualna Polska, Dziennik.pl, Newsweek czy TVN24. Na portalu Rzeczpospolitej nazwano ją „bohaterką masowej wyobraźni”.

Doniesienia o śmierci wolontariuszki okazały się przedwczesne. Szybka operacja w kijowskim szpitalu miała uratować jej życie i zdrowie. Na tyle skutecznie, że już dzień później ze szpitalnego łóżka była w stanie rozmawiać z CNN.

Jak wynika z materiałów zamieszczonych na TT przez dra Kaczanowskiego, wersja o zranieniu Żukowskiej w szyję budzi poważne wątpliwości. Zdaniem naukowca było ono po prostu inscenizacją mającą na celu kompromitację władz i zdobycie dla ówczesnej ukraińskiej opozycji sympatii opinii publicznej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Uczony zamieścił m.in. materiał TK Media z lutego 2020 roku, w którym znalazła się wypowiedź Andrija Palczewskiego – aktywisty który kierował karetką wiozącą Żukowską do szpitala. Palczewski powiedział w jednym z wywiadów, że wiózł „dziwną dziewczynę”, której „wcale nie trafiła kula” i która „wcale nie umierała”. Dziennikarz TK Media zastosował wobec Żukowskiej prowokację – rozmawiał z nią telefonicznie podając się za współpracownika Andrija Parubija (w lutym 2014 roku dowódcy tzw. Samoobrony Majdanu). W rozmowie poinformował ją, że ukraińscy śledczy, którzy wszczęli śledztwo w sprawie „przewrotu na Majdanie”, chcą jakoby ją przesłuchać na okoliczność powstania rany na jej szyi, co może spowodować problemy dla niej i dla innych osób. „Rozumie pani, że nie chcemy do tego dopuścić?” – mówił rzekomy współpracownik Parubija. „No tak” – odpowiadała Żukowska. W efekcie prowokacji była działaczka Majdanu zgodziła się na załatwienie jej wyjazdu do szkoły w USA, by uniknąć rzekomego przesłuchania w sprawie pochodzenia jej rany.

Żukowska rzeczywiście ma bliznę na szyi, ale według Kaczanowskiego jest ona wynikiem chirurgicznego nacięcia a nie postrzału. Naukowiec zwrócił uwagę, że w mediach aktywistka pokazywała się z odłamkami, które miano wyjąć z jej szyi. „Kula, która, jak twierdziła, przeszła przez jej szyję, wygląda jak rozrywająca kula myśliwska. Fizycznie niemożliwe było, aby taka kula przeszła przez jej szyję, nie pozostawiając otworu wylotowego i dużych obrażeń, a ona nawet nie zauważyła, że została postrzelona” – napisał Kaczanowski na Twitterze.

Przypadek Żukowskiej przypomina zainscenizowane „porwanie” i „torturowanie” aktywisty Automajdanu Dmytra Bułatowa, a także eksplozję w Domu Związków Zawodowych, które ówczesna ukraińska opozycja i media fałszywie przypisały obozowi prezydenta Janukowycza.

PRZECZYTAJ: Ukraina: wyciekają dokumenty ukazujące prawdę o Majdanie [+VIDEO]

„Ujawnienie tego, że zranienie kobiety-medyka Majdanu zostało zainscenizowane przez kierownictwo Samoobrony Majdanu, potwierdza ustalenia moich badań naukowych, że masakra na Majdanie była operacją pod fałszywą flagą [false flag operation – red.] z udziałem kierownictwa Majdanu i elementów skrajnej prawicy” – napisał Kaczanowski na Twitterze.

Przypomnijmy, że dr Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie jest autorem tezy, że tragiczna strzelanina na kijowskim Majdanie w lutym 2014 roku była operacją „pod fałszywą flagą” dokonaną przez ówczesną ukraińską opozycję.

PRZECZYTAJ: Fałszywi bohaterowie Ukrainy

Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz