Ukrainka, którą media przedstawiają jako osobę, która oblała czerwoną cieczą ambasadora Rosji w Warszawie, twierdzi, że z powodu pogróżek musiała skorzystać z ochrony i opuścić Warszawę. Skrytykowała też „część polskiego społeczeństwa” za to, że wierzy, że z Rosją można się porozumieć.

Iryna Zemlana, ukraińska aktywistka, która przyznała się do udziału w akcji na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Warszawie, podczas której doszło do oblania ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa czerwoną cieczą symbolizującą krew, opisała w poniedziałek na Facebooku to, co miało ją spotkać po tym wydarzeniu.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

5959 PLN    (27.08%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Zemlana poskarżyła się, że jeszcze tego samego dnia rosyjskie kanały w sieci ujawniły jej dane, w tym numer paszportu, adres na Ukrainie, numer telefonu i e-mail. Aktywistka twierdzi, że otrzymuje tysiące wiadomości z pogróżkami. „Przychodzą wiadomości z groźbami, że mnie zabiją, okaleczą, zgwałcą itd., a także kupa obelg”. Ma otrzymywać „co trzy minuty” telefony z nieznanych numerów.

„Cała poczta jest zaśmiecona (nie wiem, jak mam pracować), z telefonu nie można korzystać” – napisała Zemlana.

Ukrainka podała też, że jej nazwisko zostało dopisane do rosyjskiej bazy „przestępców wojennych”, z czego jest dumna, ponieważ na liście są też nazwiska ukraińskich wojskowych.

„Wraz ze swoim adwokatem zgłosiłam wszystkie groźby polskiej policji. Uważają, że sytuacja jest poważna. Byłam zmuszona opuścić Warszawę pod ochroną, ponieważ jest tam niebezpiecznie” – czytamy w jej wpisie.

Zemlana stwierdziła, że incydent z jej udziałem „podzielił polskie społeczeństwo” i wywołał wiele dyskusji. „Przeczytałam o sobie wiele rzeczy, o których nigdy nie wiedziałam – kto mnie sponsoruje, na kogo mogę pracować, z kim z polskich organizacji współpracuję, jakie wyznaję poglądy i tak dalej” – napisała Zemlana.

Aktywistka wyznała, że dopiero po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji „odkryła”, że część polskiego społeczeństwa „naiwnie wierzy, że z Rosją można jeszcze utrzymywać dobre stosunki i wierzy w dobrych Rosjan”.

„Nigdy nie myślałam, że będę musiała uciekać po raz drugi” – stwierdziła Zemlana.

We wpisie Zemlana wyjaśniła też, że ciecz, którą ambasador został oblany, była sokiem z buraków, względnie barszczem.

Jak podawaliśmy, w poniedziałek 9 maja podczas próby złożenia kwiatów na cmentarzu żołnierzy sowieckich w Warszawie ambasador Rosji Siergiej Andriejew i inni rosyjscy dyplomaci zostali otoczeni przez ukraińskich aktywistów i oblani cieczą przypominającą krew. Do złożenia wieńca nie doszło – po pojawieniu się policji Andriejew wycofał się do samochodu. Tego samego dnia Iryna Zemlana przyznała w nagraniu zamieszczonym na Facebooku, że była w grupie, która przyniosła ze sobą woreczki z czerwonym płynem, który wylała na siebie, a także „przypadkowo”, na ambasadora.

„Dzisiaj zerwaliśmy składanie kwiatów przez ambasadora Rosji pod pomnikiem jakichś tam żołnierzy. My, ukraińscy aktywiści, po prostu podeszliśmy blisko do ambasadora, rozerwaliśmy na siebie sztuczną krew. Tak samo ta sztuczna krew trafiła na ambasadora i jego pomocnika, i oni haniebnie, przy okrzykach +faszyści+ po prostu pojechali sobie i nie pozwoliliśmy im na złożenie kwiatów, wieniec po prostu rozerwaliśmy” – powiedziała do kamery Zemlana przy wtórze kontrowersyjnej pieśni „Czerwona kałyna” śpiewanej w tle przez innych Ukraińców.

Nazwisko Iryny Zemlanej pojawiało się wcześniej przy okazji doniesień o blokadach polsko-białoruskich przejść granicznych. Były one blokowane przez aktywistów, głównie ukraińskich, domagających się zaprzestania handlu w Białorusią i Rosją. Zemlana również brała udział w blokadach. Ona sama przedstawia się jako ekspert ds. mediów oraz instruktor ds. bezpieczeństwa dla dziennikarzy. Jest związana z ukraińską organizacją Instytut Masowej Informacji.

Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jaro7
    jaro7 :

    Nie musiałabyś uciekać gdybyś nie popelniła 'przestępstwa”,jesteś tu gościem ,a jak ci się nie podoba co myslą Polacy to zmień kraj.Gdyby Polska rzadziło prawo tobyś już siedziała.Wam sie wydaje że jesteście u siebie i możecie wprowadzać u nas „kulture stepową”.Twoje działanie przyniosło szkody POLSCE(media na Zachodzie nie wspomniały że ta zadyma to robota ukraińców)i POLAKOM(nie mylicz polskojęzycznymi,ci sa zadowoleni co widać że baba chodzi wolna i jeszcze ochrone ma).Ma tupet