Jeśli nie Władimir Putin nie zostanie powstrzymany przez państwa zachodnie, „z pewnością ruszy na Mołdawię, a może dalej na Rumunię” – uznał prezydent Francji.
Wypowiedź Emmanuela Macrona, udzieloną rumuńskiemu portalowi, zacytował w niedzielę także mołdawski Newsmaker.md. Według niego zakończenie amerykańskiej pomocy dla Ukrainy „nie leży w interesie Stanów Zjednoczonych”, ponieważ „to, co Stany Zjednoczone zrobiły w ciągu ostatnich trzech lat, jest całkowicie zgodne z ich tradycją dyplomatyczną i wojskową”.
Według Macrona, jeśli Stany Zjednoczone zgodzą się „podpisać zawieszenie broni bez żadnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy”, to „ich geostrategiczny potencjał powstrzymywania Rosji, Chin i innych zniknie tego samego dnia”.
„Rosja Władimira Putina jest dla Europy bardziej niebezpieczna niż kiedykolwiek wcześniej. Na naszych granicach znajduje się superuzbrojona i agresywna Rosja. Przeprowadza ataki terrorystyczne i kampanie dezinformacyjne na szeroką skalę tutaj i w Europie” – powiedział Macron. Jest przekonany, że jeśli nikt nie powstrzyma władcy Kremla, Putin „na pewno ruszy na Mołdawię, a może nawet dalej, na Rumunię”. Jak ogłosił – “Nasze bezpieczeństwo jest zagrożone”.
Macron wezwał prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego do „zachowania spokoju i wzajemnego szacunku”. Przypomniał również, że przywódcy UE spotkają się na szczycie w Brukseli, na który zaproszono również prezydenta Ukrainy.
„Poleciłem Komisji Europejskiej zidentyfikowanie zasobów potrzebnych do stworzenia wspólnej obrony, ponieważ konieczne jest zmobilizowanie wspólnego finansowania w wysokości setek miliardów euro i zrobienie tego szybko” – powiedział dziennikowi „Parisien”, co również przytoczył Newsmaker.md.
Relacje amerykańsko-ukraińskie pogarszają się od czasu objęcia prezydentury przez Donalda Trumpa, który dokonał znaczącej korekty polityki zagranicznej USA. Priorytetem nowej administracji jest przerwanie walk na Ukrainie i w tym celu jej przedstawiciele podjęli już negocjacje z Rosjanami na wysokim szczeblu. Toczą się one bez udziału Kijowa.
Waszyngton zażądał od Ukrainy utworzenia specjalnego funduszu zarządzającego jej zasobami naturalnymi. Po początkowych bardzo daleko idących żądaniach, administracja Trumpa przystała w zeszłym tygodniu na bardziej kompromisową wersję dwustronnej umowy w tej sprawie. Do funduszu tego spływałyby zyski z ekspoatacji ukraińskich złóż ropy naftowej, gazu ziemnego, metali ziem rzadkich. Amerykanie mieliby w nim połowę udziałów. Mieliby korzystać także z części ukraińskiej infrastruktury wydobywczej i portowej.
Amerykanie nie chcieli natomiast udzielić gwarancji zaangażowania w bezpieczeństwo Ukrainy. Trump podkreślał, że umowa jest konieczna jako rekompensata za przeszłe zaangażowanie USA we wspieranie obrony Ukrainy, nie jest natomiast zobowiązaniem na przyszłość.
Władze Ukrainy opierają się przed tego rodzaju umową, co powoduje zdecydowaną retorykę prezydenta USA i członków jego administracji, którzy kwestionowali już demokratyczną legitymizację Zełenskiego jako prezydenta, sugerowali, że polityka Kijowa przyczyniła się do wybuchu wojny oraz sprzeniewierzenie części amerykańskiej pomocy przez Ukraińców. Choć w czwartek Trump bagatelizował swoją krytykę, już w piątek doszło w Białym Domu do retorycznego starcia jego i wiceprezydenta USA JD VAnce’a z ukraińskim przywódcą Wołodymyrem Zełenskim, które przerodziło się w kłótnię w świetle kamer.
W efekcie Zełenski zostal wyproszony z Białego Domu.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uznał, że owe “konfiguracje” polityki zagranicznej administracji USA w dużej mierze pokrywają się z rosyjskimi.
newsmaker.md/kresy.pl





























