Do warszawskich szkół i przedszkoli uczęszcza 29 tys. dzieci cudzoziemskich ze 115 krajów, w tym ponad 20 tys. z Ukrainy. Duża koncentracja uczniów jednej narodowości utrudnia integrację, sprzyja powstawaniu odrębnych grup, a w starszych klasach może prowadzić do konfliktów – pisze „Gazeta Wyborcza”. Miasto organizuje dodatkową naukę języka polskiego, szkolenia i pomoc psychologiczną, jednak część uczniów nadal wymaga indywidualnego wsparcia.
Władze Szkoły Podstawowej nr 191 przy ul. Bokserskiej na warszawskim Służewcu potwierdziły, że w niektórych klasach dzieci cudzoziemskie stanowią od jednej trzeciej do około połowy uczniów. Placówka tłumaczy tę koncentrację rozległym obwodem szkolnym oraz obowiązkiem przyjmowania mieszkających w nim dzieci.
Sprawę opisała „Gazeta Wyborcza” po otrzymaniu wiadomości od rodzica jednego z uczniów. Jego zdaniem duża liczba dzieci z jednego kraju utrudnia integrację, wpływa na warunki nauki i skłania część polskich rodziców do wybierania innych szkół.
„Nikt nic z tym nie robi. Każdy udaje, że problemu nie ma” — napisał rodzic. Zaapelował również do władz oświatowych o sprawdzenie, w jaki sposób uczniowie cudzoziemscy są rozmieszczani w warszawskich placówkach.
Czytaj też:
Kraków: 12 proc. uczniów to obcokrajowcy
Klasa bez polskich uczniów
W jednej z piątych klas początkowo miały uczyć się wyłącznie dzieci ukraińskie. Szkoła wyjaśniła jednak, że uczęszczają do niej również uczniowie z Białorusi. Klasa powstała z wcześniejszego oddziału przygotowawczego dla dzieci potrzebujących dodatkowego wsparcia w nauce języka polskiego. Obecnie liczy 11 uczniów z Ukrainy i Białorusi, bez dzieci polskich.
Matka jednego z uczniów oceniła, że rozdzielenie cudzoziemskich dzieci pomiędzy różne klasy mogłoby ułatwić ich kontakty z polskimi rówieśnikami. Szkoła zapewnia, że stara się stosować takie rozwiązanie, lecz w niektórych rocznikach liczba uczniów z zagranicy jest zbyt duża.
„Rzeczywiście mamy w szkole dużo dzieci cudzoziemskich. Może się zdarzyć, że w klasie jest ich od jednej trzeciej do około połowy. Wynika to przede wszystkim z tego, że nasz obwód jest bardzo duży. W tej części Mokotowa mieszka wielu obcokrajowców. Mamy obowiązek przyjąć dzieci, które mieszkają na terenie naszego obwodu. Wiemy też, że niektóre szkoły kierują do nas Ukraińców. Jednak odmawiamy przyjęcia uczniów spoza rejonu” — powiedziała Dagmara Próchniak, wicedyrektorka SP nr 191.
„Staramy się rozdzielać dzieci możliwie równomiernie między klasy, ale nie zawsze jest to łatwe. Szczególnie w rocznikach, w których uczniów z zagranicy jest po prostu bardzo dużo” — dodała wicedyrektorka.
Bariera językowa i pomoc psychologiczna
Do szkoły przy ul. Bokserskiej uczęszczają dzieci między innymi z Ukrainy, Białorusi i Indii. Najważniejszym wyzwaniem pozostaje niedostateczna znajomość języka polskiego. Od trzech lat placówka współpracuje również z mobilnym psychologiem, który pojawia się w szkole co tydzień.
„Mamy bardzo zróżnicowaną społeczność. Dzieci cudzoziemskie wymagają dodatkowego wsparcia, przede wszystkim w nauce języka polskiego. Staramy się je zapewnić. Od trzech lat współpracujemy też z mobilnym psychologiem, który jest u nas co tydzień. Dzięki temu możemy na bieżąco reagować na problemy” — przyznała wicedyrektorka.
Część ukraińskich uczniów po kilku latach dobrze posługuje się językiem polskim i nie wyróżnia się akcentem. Inni nadal chcą wrócić na Ukrainę, nie rozumieją powodów wyjazdu albo zmagają się z następstwami wojennych doświadczeń.
„Jednocześnie dla części integracja jest trudna, bo cały czas chcą wrócić do Ukrainy. Niektóre dzieci nie do końca rozumieją, dlaczego musiały wyjechać i co właściwie dzieje się w ich kraju. Mamy uczniów, którzy podczas wojny przebywali w schronach i przyjechali do Polski z traumatycznymi doświadczeniami. W takich sytuacjach szczególnie ważne jest wsparcie psychologiczne i indywidualne podejście do dziecka” — powiedziała wicedyrektorka.
O problemach placówki świadczą również wyniki egzaminu ósmoklasisty. W SP nr 191 są one znacznie niższe od średniej osiąganej przez uczniów na całym Mokotowie.
Ponad 20 tys. dzieci z Ukrainy
Do warszawskich szkół i przedszkoli uczęszcza ponad 265 tys. dzieci. W tej grupie jest 29 tys. uczniów cudzoziemskich pochodzących ze 115 państw.
„Z uwagi na pełnowymiarową wojnę za naszą wschodnią granicą, największą grupę stanowią uczniowie i uczennice z Ukrainy – ponad 20 tys. dzieci i młodzieży” — poinformowała Marzena Gawkowska, rzeczniczka warszawskiego ratusza.
Miasto organizuje dla nauczycieli i dyrektorów szkolenia dotyczące nauczania języka polskiego jako obcego, pracy w klasach wielokulturowych, integracji oraz przeciwdziałania przemocy i dyskryminacji. Kursy prowadzi Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń.
W placówkach zatrudniane są pomoce nauczycielskie i asystenci międzykulturowi. Uczniowie mogą korzystać z dodatkowej nauki języka polskiego, a szkoły mają prowadzić działania obejmujące całe klasy oraz włączać rodziców w proces integracji. Problemy mogą być zgłaszane do urzędów dzielnic lub stołecznego Biura Edukacji.
Integracja nie następuje automatycznie
Duża koncentracja uczniów jednej narodowości może prowadzić do podziału klasy na odrębne grupy. Problem nie wynika wyłącznie z rejonizacji, ponieważ rodziny ukraińskie mieszkają we wszystkich warszawskich dzielnicach. Część placówek może jednak niechętnie przyjmować dzieci wymagające dodatkowego wsparcia.
„W Warszawie nie mamy ukraińskich gett. Ukraińcy mieszkają właściwie we wszystkich dzielnicach, dlatego sama rejonizacja nie powinna prowadzić do tak dużej koncentracji ukraińskich uczniów w pojedynczych szkołach. Problemy mogą być na innym etapie. Zdarza się, że szkoły próbują odmawiać przyjęcia dzieci z Ukrainy, ponieważ uczeń cudzoziemski oznacza dla placówki dodatkową pracę i wyzwania. Może słabiej znać język polski, potrzebować większego wsparcia albo mieć początkowo gorsze wyniki w nauce. A szkoła rejonowa nie może odmówić przyjęcia dziecka, które mieszka w jej obwodzie” — powiedział Oleksandr Pestrykow z fundacji Ukraiński Dom.
Jego zdaniem pojedynczy ukraiński uczeń może czuć się osamotniony, ale równie niekorzystna jest sytuacja, w której dzieci z Ukrainy stanowią połowę klasy. Sprzyja to powstawaniu oddzielnych grup polskiej i ukraińskiej, ogranicza kontakty z polskimi rówieśnikami, a w starszych klasach może prowadzić do konfliktów i przemocy.
„Jedno dziecko z Ukrainy w klasie może czuć się osamotnione, ale sytuacja, w której połowę klasy stanowią dzieci ukraińskie, też nie jest dobra. Łatwo wtedy o powstanie dwóch oddzielnych grup: polskiej i ukraińskiej. Integracja przebiega wolniej, a w starszych klasach mogą pojawiać się konflikty czy przemoc rówieśnicza. Dziecko, które ma wokół siebie głównie ukraińskojęzycznych kolegów, może też po prostu nie mieć potrzeby nawiązywania bliższych relacji z polskimi rówieśnikami” — opisał ekspert.
Po 2022 roku organizacje wspierające cudzoziemców zakładały, że samo umieszczenie dzieci z Ukrainy w polskich szkołach doprowadzi do ich naturalnej integracji, a następnie ułatwi włączenie ich rodzin w życie społeczne. Doświadczenia warszawskich placówek nie potwierdziły tych oczekiwań.
Kresy.pl/Gazeta Wyborcza





























