Rodziny zmarłych pacjentów miały otrzymywać propozycje skorzystania z usług konkretnego domu pogrzebowego już podczas identyfikowania zwłok. Na jednym z dokumentów szpitala miała znajdować się pieczątka prywatnej firmy, a wybór innego przedsiębiorcy wiązał się z zapowiedzią opłat za przechowywanie ciała – wynika z publikacji Onetu. Sprawę bada prokuratura.
W piątek w Warszawie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota wszczęła śledztwo w sprawie możliwego przyjmowania korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne zatrudnione w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Postępowanie jest reakcją na doniesienia dotyczące działalności prywatnego zakładu pogrzebowego na terenie szpitala.
W związku z informacjami ujawnionymi w publikacji portalu https://t.co/xYUZKweF9N Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne zatrudnione w UCK WUM w związku z ich pełnieniem.
— Prokuratura Okręgowa w Warszawie (@Prok_Okreg_Wawa) July 17, 2026
„W związku z informacjami ujawnionymi w publikacji portalu Onet.pl Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne zatrudnione w UCK WUM w związku z ich pełnieniem” — poinformowała Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota.
Bliscy pacjentów zmarłych w szpitalach należących do UCK WUM mieli być od lat zachęcani do korzystania z usług prywatnego Domu Pogrzebowego Nadzieja. Propozycje organizacji pogrzebu miały padać między innymi podczas identyfikowania zwłok w prosektorium.
Czytaj też:
Szpital milionerów w Koszalinie. Rekordzista otrzymał blisko 2,6 mln zł w ciągu roku
Ministerstwo Zdrowia zapowiada reformy. E-kolejka i limity wynagrodzeń lekarzy
Propozycje podczas identyfikowania zwłok
Jeden z mężczyzn, który przyszedł do prosektorium w celu zidentyfikowania ciała swojego ojca, relacjonował, że osoba okazująca zwłoki zaproponowała rodzinie organizację całego pogrzebu.
Inna osoba z najbliższej rodziny zmarłego twierdziła, że pracownica prosektorium próbowała nakłonić ją do wybrania wskazanego zakładu, przedstawiając tę decyzję jako sposób na uniknięcie opłat za chłodnię.
„Pani w prosektorium powiedziała, że jeśli zrobię pogrzeb u niej, to nie zapłacę za chłodnię. Bo w innym zakładzie sporo mi za to policzą, a tu nic. Próbowała mnie namówić na swój zakład” — powiedziała osoba z najbliższej rodziny jednego ze zmarłych.
Rodziny miały być informowane, że w przypadku skorzystania z usług innego zakładu pierwsze trzy dni przechowywania ciała pozostają bezpłatne, natomiast za każdą kolejną dobę trzeba będzie zapłacić 160 zł.
Pieczątka prywatnej firmy na dokumencie szpitala
Jeden z rozmówców dziennikarzy pokazał dokument zatytułowany „Oświadczenie dotyczące osoby zmarłej”, który otrzymał w szpitalu. Na oficjalnym formularzu UCK WUM miała znajdować się pieczątka Domu Pogrzebowego Nadzieja wraz z numerem telefonu używanym przez Patrycję Kinaszczuk.
„Dla mnie to jest kuriozum, że na oficjalnym dokumencie UCK WUM jest pieczątka prywatnego zakładu pogrzebowego. Ten zakład wciska tutaj swoje usługi. Przed chwilą pan, który okazywał nam ciało taty, mówił, że mogą nam zorganizować cały pogrzeb. Reklamował, że jeśli ich wybierzemy, to nie będziemy płacić za chłodnię. A jeśli inny zakład pogrzebowy, to owszem pierwsze trzy dni są za darmo, bo to wynika z ustawy, ale potem 160 zł za dobę. Pan mówił, że u nich jest najprościej, bo oni raz, dwa wszystko załatwią. To nie powinno tak wyglądać” — powiedział mężczyzna.
Dyrekcja szpitala zaprzeczyła, aby w chłodni dochodziło do nieprawidłowości, w tym do „nagabywania pogrążonych w żałobie rodzin zmarłych pacjentów”.
Wcześniejsza sprawa Szpitala Południowego
Postępowanie dotyczące UCK WUM jest kolejną sprawą związaną z funkcjonowaniem prosektoriów w warszawskich szpitalach. Wcześniej serwis Zero.pl opisał działalność kierującego prosektorium Szpitala Południowego Artura Habowskiego.
Mężczyzna miał promować firmę pogrzebową należącą do swojej wspólniczki. W mediach społecznościowych miał również publikować zdjęcia ciał i ludzkich szczątków, a pomieszczenia prosektorium miały być wynajmowane jako plan filmowy.
W prosektorium miał także funkcjonować proceder określany jako „handel zwłokami”. Habowski miał pobierać od rodzin zmarłych opłaty za czynności, które nie powinny być wykonywane przez szpital na zasadach komercyjnych.
Wydanie ciała, do którego zobowiązana jest placówka, miało kosztować 100 zł. Za ubranie i umalowanie zmarłego pobierano 500 zł, a balsamację wyceniano na 1000 zł. Opłata za „polecenie” rodzinie konkretnego zakładu pogrzebowego miała wynosić co najmniej 1500 zł.
Doniesienia o uprzywilejowanych wizytach w Piasecznie
W piątek Wirtualna Polska opisała również sprawę dotyczącą Miejskiego Centrum Medycznego w Piasecznie. Była dyrektor placówki Gabriela Stradomska ujawniła, że na przełomie 2024 i 2025 roku informowała burmistrza Piaseczna Daniela Putkiewicza o przypadkach nieformalnego umawiania części radnych Koalicji Obywatelskiej na wizyty lekarskie.
Stradomska przekazała te informacje podczas roboczego spotkania z burmistrzem oraz jego zastępczynią Hanną Kułakowską-Michalak. Niektórzy samorządowcy mieli kontaktować się bezpośrednio z dyrektorką lub jej sekretariatem w celu uzyskania szybszego dostępu do świadczeń medycznych.
Była dyrektor oczekiwała, że po przekazaniu tych informacji władze miasta podejmą działania ograniczające podobne praktyki. Rozmowa nie została jednak udokumentowana, ponieważ w urzędzie tego rodzaju sprawy miały być omawiane ustnie podczas regularnych spotkań.
Kresy.pl/Onet































