Nie widzę argumentu, dla którego polski prezydent miałby wchodzić w rolę czyjegokolwiek adwokata, poza polskim państwem i polskim narodem. Ustawianie samego prezydenta w roli adwokata jakiś innych interesów jest deprecjonowaniem roli głowy państwa – mówi w wywiadzie dla Kresy.pl poseł Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta.

Z Krzysztofem Bosakiem, posłem i kandydatem Konfederacji w tegorocznych wyborach prezydenckich oraz wiceprezesem Ruchu Narodowego, rozmawia red. Marek Trojan.

M. Trojan (Kresy.pl): Pan Prezydent Andrzej Duda, będąc w Wilnie na uroczystości pogrzebowej odnalezionych szczątków powstańców styczniowych, mówił o budowaniu Europy Środkowej Wielu Narodów, w kontekście tzw. Międzymorza. Widzi on nasze relacje z Litwą czy Ukrainą w bardzo optymistycznych tonach. A Pan, co sądzi o takiej idei prowadzenia polityki wschodniej?

K. Bosak: Polityka międzynarodowa nie jest sferą idei. W polityce, dla nadania pewnej teoretycznej efektowności swoim wystąpieniom czy wizjom artykułowanym na forach dyplomatycznych, dodaje się niekiedy praktycznym celom polityki wizjonerskiego sznytu, próbując ubierać je w jakieś hasła czy doktryny. Może mieć to nawet pewną pozytywną rolę w dyplomacji, jeśli chodzi o maskowanie własnych celów. Na przykład, budujemy pewną ideową wizję nadając jej jakąś sztuczną, ideologiczną podbudowę, żeby zamaskować swoje praktyczne cele, jakie chcemy osiągnąć. Natomiast, gdy rozmawiamy między sobą, w tonie analitycznym, to trzeba powiedzieć otwarcie, że polityka międzynarodowa to nie sfera idei, tylko osiągania celów, korzyści lub łagodzenia strat. To sfera wzmacniania swojej siły lub maskowania swoich słabości. I w tej perspektywie należy widzieć nasze stosunki regionalne. Czy ktoś to nazwie Europą Środkowo-Wschodnią, czy polityką wschodnią, czy Międzymorzem, Trójmorzem – to wszystko ma drugorzędne znaczenie, bo to wciąż ta sama mapa, te same stolice i złożone, często zawikłane relacje, uwarunkowane lokalnymi przemianami demokratycznych scen politycznych. Zamykanie tego w jakiś ogólnych frazesach więcej zaciemnia niż rozjaśnia.

Czytaj także: Prezydent RP: bardzo się cieszę, że Białorusini uważają Kalinowskiego za swojego bohatera [+VIDEO]

Przed dwoma laty, podczas wizyty w Wilnie prezydent Duda powiedział, że część oczekiwań Polaków z Litwy jest wygórowana. Z kolei niedawno prezydent Litwy oficjalnie przyznał, że przywódcy Polski podnoszą kwestię pisowni nazwisk, ale robią to „bardzo grzecznie” i „nie wywierając żadnej presji”. Czy tak powinna wyglądać postawa polskiego prezydenta względem Polaków na Kresach?

Oczywiście, że nie. Niejednokrotnie krytykowaliśmy pana prezydenta za taką postawę, a głoszenie negatywnej oceny Polaków zabiegających o swe prawa na Wileńszczyźnie podczas wizyty zagranicznej jest oczywistym błędem dyplomatycznym i politycznym prezydenta. Nawet, jeżeli np. ma opinię, że któryś lider z polskiej strony jest zbyt nieprzejednanym negocjatorem, że stawia zbyt śmiałe cele w negocjacjach, to taką opinię powinien absolutnie zachować wyłącznie dla siebie. Ewentualnie przekazać ją podczas nieoficjalnego spotkania polskim partnerom. Natomiast absolutnie taka opinia nie powinna pojawić się w publicznym wystąpieniu polskiego prezydenta. To jest złamanie zasad narodowej lojalności, pomylenie ról. Taka może być rola publicystów, natomiast urzędnicy, mężowie stanu powinni reprezentować interes państwa. Niezależnie, czy ci, którym akurat mają pomóc, robią to w sposób zgodny z ich przekonaniami, czy też nie. Tak długo oczywiście, jak nie wychodzą one poza interesy naszego państwa. Zwrócę uwagę, że prezydent Duda nie stwierdzał, aby ktoś z polskiej mniejszości realizował inne interesy niż polskie. A skoro takiego zarzutu nie jest w stanie postawić, to na temat sposobu powinien milczeć, bo to nie jest sprawa, którą należy omawiać między Polakami przy obcych mediach, które mogą później tę sytuację negatywnie wykorzystać.

Czy polski prezydent powinien być adwokatem Ukrainy na arenie europejskiej i międzynarodowej?

Nie znajduję argumentu, dla którego polski prezydent miałby wchodzić w rolę czyjegokolwiek adwokata, poza polskim państwem i polskim narodem. Takie twierdzenie zdradza złe pojmowanie roli prezydenta. Czasem może tak być, że jakieś państwa w wyniku ustaleń dyplomatycznych decydują się koordynować swoją politykę międzynarodową, np. wspólnie osiągać jakieś cele. Ale wówczas, wykonawcami takiej polityki powinni być dyplomaci. Natomiast ustawianie samego prezydenta w roli adwokata jakiś innych interesów jest deprecjonowaniem roli głowy państwa. W przypadku takich porozumień dyplomatycznych, oczywiście zakładając ich obustronną korzyść i zgodność z racją stanu, prezydent może być kimś, kto w czasie, gdy dyplomaci wykonują swoją robotę, z aprobatą skinie głową i życzliwie się uśmiechnie. Natomiast to nie jest jego rola, żeby zastępować dyplomatów i odkrywać karty. Takie odkrycie kart, w którym prezydent stałby się adwokatem jakiś innych interesów, natychmiast wystawiałoby go na krytykę czy ataki ze strony innych aktorów międzynarodowych, którzy z danym państwem mają interesy sprzeczne. Efektywna realizacja własnej racji stanu i własnych interesów narodowych nakazuje prezydentowi, premierowi czy nawet szefowi MSZ nie sprzęgać realizacji interesów własnego państwa z żadnym innym państwem, bo to po prostu może obniżyć skuteczność poruszania się na arenie międzynarodowej.

Przeczytaj: Szczerski: „Polska jest adwokatem europejskiego wyboru Ukrainy”

Zobacz: Polityk PiS przyznaje: Polska adwokatem Ukrainy, nie stawia żadnych warunków wstępnych

W kontekście Ukrainy chciałbym nawiązać jeszcze do pewnej kwestii sprzed lat, mianowicie rozmowy z ówczesnymi dziennikarzami „Gazety Polskiej” z lutego 2013 roku, gdy mówił Pan, jeszcze przed EuroMajdanem o jakiejś formie współpracy między polskimi narodowcami, Ruchem Narodowym, a ukraińskimi nacjonalistami, że „rewidują swój sposób patrzenia na tradycje narodowe ukraińskie, nacjonalizmu ukraińskiego i jest z nimi o czym gadać”. W środowiskach kresowych są osoby, które pamiętają tamte słowa i regularnie je Panu przypominają.

Tamta wypowiedź była błędem. Zresztą, do teraz jest ona uporczywie wykorzystywana przeciwko mnie. Wynikała ona po prostu z pewnych ustnych relacji, które dotarły do mnie od ludzi jeżdżących na Ukrainę, niezwiązanych zresztą z Ruchem Narodowym, by rozpoznawać tamtejszą sytuację polityczną. Przypomnę, że w Polsce mamy wiele różnych środowisk narodowych. Z perspektywy czasu, muszę przyznać, że tamta wypowiedź była oparta na błędnych kalkulacjach. Ostatecznie, po stronie ukraińskiej górę wzięło, niestety, antypolskie uprzedzenie i historyczne uzależnienie od głównego nurtu tradycji ukraińskiego nacjonalizmu, który miał, i do dziś ma, charakter antypolski. Natomiast, każdy kto dużo wypowiada się o sprawach międzynarodowych, prędzej czy później pomyli się w jakiejś ocenie. Moim zdaniem, od polityków czy komentatorów należy wymagać właśnie umiejętności stwierdzenia, że dana ocena z perspektywy czasu okazała się błędna. W perspektywie Ukrainy wygłosiłem masę sądów, które były trafne, np. jeśli chodzi o Majdan, o obecność antypolskich wątków na zapleczu tzw. rewolucji godności, o ryzyko związane z przejęciem władzy przez nową ekipę… Od roku 2014 sformułowałem bardzo wiele trafnych diagnoz wynikających także z moich bliskich kontaktów ze środowiskami Polaków kresowych czy osób mocno zainteresowanych Kresami. Trochę ubolewam nad tym, że te różne moje trafne opinie nie były i nie są przypominane z równą zawziętością, co ta jedna, mylna opinia, oparta na relacjach Polaków, którzy, być może kierowaniu idealistycznymi złudzeniami, próbowali na własną rękę te stosunki z Ukraińcami jakoś skierować na dobrą drogę. Tylko z perspektywy czasu widać, że nie udało się i, być może, nie mogło się udać.

Dziękuję za rozmowę.

Czytaj także: Bosak dla Kresy.pl: Polityka wielowektorowa to praktyczna realizacja dumy narodowej

Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    gotan :

    Duda to typowy sprzedawczyk ,który nie widzi interesu polskiego…jego
    przypadki kręcenia …i wazeliniarstwa są znane. Najlepiej wychodzą mu święta chanukowe…Generalnie wszyscy polskojęzyczni myślą ,że naród to idioci..Mogę tylko pomarzyć o wyczyszczeniu MSZ i tzw. elyt z obcych….którzy w wielu przypadkach zmienili interesy narodowe Polski łącznie z wymianą swoich nazwisk….

  2. Avatar
    lp :

    W kwestii polityki wschodniej wybór między Kidawą a Dudą to wybór między dżumą a cholerą. Kosiniak wydaje się byłby lepszy ale za peło w tej dziedzinie też się nie wykazał, Biedroń ma na myśli tylko jedno. Jakieś dziwne skundlenie zapanowało i niemoc, ja nie wierzę że ci ludzie nie wiedzą i nie widzą co jest grane. No chyba żeby, ale to już temat dla psychiatry.