Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow powiedział w piątek, że w rozmowie telefonicznej z szefem MSZ Holandii Stefem Blokiem ten nie podał żadnych dowodów potwierdzających rosyjskie pochodzenie pocisku, którego użyto do zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad Donbasem.
Ławrow zrelacjonował, że Blok przekazał iż strona holenderska nie ma wątpliwości, że pocisk rakietowy Buk, którego użyta do zniszczenia malezyjskiego samolotu został przewieziony z terytorium Rosji. “Zapytałem o fakty, które potwierdzają te twierdzenia. Nie podał żadnych faktów” – powiedział rosyjski minister.
Szef rosyjskiej dyplomacji oznajmił też, że jeśli partnerzy Rosji “w tym przypadku, gdy chodzi o śmierć setek ludzi”, postanowili “spekulować w tej kwestii w celu osiągnięcia swoich celów politycznych”, to “pozostawia to ich sumieniu”.
ZOBACZ TAKŻE: Holandia i Australia: Rosja odegrała rolę w zestrzeleniu malezyjskiego boeinga
Wcześniej rosyjskie MSZ odrzuciło wnioski międzynarodowej grupy śledczej, która stwierdziła, że malezyjski samolot pasażerski został zestrzelony nad wschodnią Ukrainą pociskiem rakietowym Buk pochodzącym z Rosji.
W tej sprawie wypowiedziało się również ministerstwo obrony Rosji, które w piątek ogłosiło, że numer seryjny silnika wskazuje, że pocisk rakietowy nie mógł należeć do armii rosyjskiej. Rakieta miała zostać wyprodukowana w 1986 roku w ZSRR, a wszystkie pociski z tego roku zostały w Rosji w 2011 roku spisane ze stanu i zutylizowane.
Kresy.pl / forsal.pl































