9 kwietnia 1951 roku w Szczecinie doszło do gwałtownych zamieszek antyradzieckich, których bezpośrednią przyczyną było zabójstwo dokonane przez sowieckiego oficera Daniłę Nieczupeja.
Wydarzenia rozpoczęły się od sprzeczki z Marianem Szulcem na ulicy Ledóchowskiego w centrum miasta. Kłótnia szybko przerodziła się w tragedię – oficer wyciągnął pistolet TT i oddał kilka strzałów, zabijając Polaka na miejscu.
Następnie Nieczupej podjął próbę ucieczki, strzelając do goniących go mieszkańców. W wyniku jego działań śmierć poniosły łącznie cztery osoby, a kilka kolejnych zostało rannych. Wzburzony tłum ruszył w pościg za sprawcą, który ostatecznie został zatrzymany przez funkcjonariuszy milicji po krótkiej wymianie ognia.
Zatrzymanie oficera nie uspokoiło sytuacji. Zgromadzeni próbowali dokonać samosądu, a gdy milicja uniemożliwiła im dostęp do aresztowanego, agresja skierowała się przeciw funkcjonariuszom, utożsamianym z władzą. Rozeszła się plotka, że sprawca został ukryty w budynku Centrali Odzieżowej przy ul. Wojciecha. Tłum zaatakował obiekt i go opanował, a jednego z milicjantów wyrzucono z drugiego piętra.
Czytaj też: „Linia przyjaznego sąsiedztwa” oddała Sowietom 40 proc. przedwojennej Polski
W kolejnych godzinach zamieszki objęły większą część miasta. Pod komisariatem zebrała się grupa manifestantów domagających się wydania „Ruskiego”. W rozruchach uczestniczyło około dwóch tysięcy osób. Do ich stłumienia skierowano milicję, funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Użyto broni palnej, przeprowadzono łapanki i zatrzymano ponad 200 mężczyzn. Około godziny 20 sytuację opanowano.
Następstwa wydarzeń miały przede wszystkim charakter polityczny. Śledztwo prowadzone przez aparat bezpieczeństwa koncentrowało się na próbie wykazania istnienia antyradzieckiego i antypaństwowego spisku, a nie na samym morderstwie. Nie odnaleziono jednak dowodów na zorganizowaną inspirację zamieszek. Władze dążyły do wyciszenia sprawy – świadków zobowiązywano do milczenia, a rozpowszechnianie informacji o wydarzeniach traktowano jako działalność wrogą państwu.
Ostatecznie przed sądem stanęło pięć osób, skazanych nie za udział w wystąpieniach antyradzieckich, lecz za napaść na funkcjonariuszy. Los Daniły Nieczupeja pozostaje do dziś nieznany.
Czytaj też: Morze ruin. Co Sowieci zastali w Warszawie
Kresy.pl / IPN










