21 lipca 1655 roku armia szwedzka pod wodzą Arvida Wittenberga wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej od strony Pomorza Szczecińskiego. Rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych okresów w historii Polski – potop szwedzki.

Inwazja, która miała błyskawiczny przebieg, odsłoniła dramatyczną słabość państwa polsko-litewskiego i jego armii, a skutki wojny miały destrukcyjny wpływ na wszystkie warstwy społeczeństwa.

Szwecja, pod rządami króla Karola X Gustawa, postanowiła wykorzystać kryzys Rzeczypospolitej, uwikłanej jednocześnie w powstanie kozackie Bohdana Chmielnickiego i wojnę z Moskwą. Wielkie Księstwo Litewskie było w dużej mierze zajęte przez wojska rosyjskie. Główne siły armii koronnej znajdowały się na Ukrainie, co osłabiało obronność centrum kraju.

Około 19 tysięcy doświadczonych i znakomicie wyszkolonych żołnierzy pod dowództwem Wittenberga spodziewało się zdecydowanego oporu ze strony Polaków, z którymi Szwecja prowadziła wojny od dziesięcioleci. Tymczasem większość polskich wojsk zaciężnych była w tym czasie zaangażowana na wschodzie, a obronę Wielkopolski powierzono pospolitemu ruszeniu.

Pod opiekę silnej władzy zewnętrznej?

Pospolite ruszenie, dowodzone przez wojewodów Krzysztofa Opalińskiego i Andrzeja Grudzińskiego, liczyło 13 tysięcy słabo uzbrojonych i niewyszkolonych ludzi, wspieranych jedynie przez 1400 żołnierzy piechoty zawodowej. Na ich opór Szwedzi natrafili pod Ujściem. Obrońcy skapitulowali jednak już po jednym dniu. Szlachta, z obawy o utratę przywilejów, wybrała lojalność wobec Szwedów w zamian za nienaruszalność własnych praw.

Niebawem druga armia szwedzka, prowadzona przez Magnusa de la Gardie, wkroczyła od północy, niemal bez oporu. Hetman Janusz Radziwiłł oddał Litwę pod protekcję Szwecji, licząc na ochronę przed Moskwą.

W błyskawicznym tempie Szwedzi zajęli Warszawę, zmuszając króla Jana Kazimierza do ucieczki na Śląsk. Państwo wydawało się być w stanie całkowitego upadku. Część elit – w tym magnaci i senatorowie – poparła Karola X Gustawa, widząc w nim potencjalnego obrońcę przed Moskwą. Sejmiki ziemskie wysyłały deklaracje wierności nowemu „monarsze”, licząc na zachowanie katolickiej religii i własności. Wśród nich dominowało przekonanie, że „król nas opuścił”, a sytuację może uratować tylko silna zewnętrzna władza.

Pierwszy traktat rozbiorowy już w 1656 roku

Sytuację odmieniła grudniowa obrona Jasnej Góry – niezdobytej przez Szwedów twierdzy-symbolu, która stała się iskrą zapalną dla ogólnonarodowego oporu. Powstała konfederacja tyszowiecka, a wojsko ponownie opowiedziało się po stronie Jana Kazimierza. Wkrótce rozpoczęto skuteczną kampanię przeciwko najeźdźcom.

W 1656 roku wojna przerodziła się w konflikt o zasięgu międzynarodowym. Polska zawarła rozejm z Rosją, która następnie wystąpiła przeciwko Szwecji, a cesarz Ferdynand III przysłał Janowi Kazimierzowi niewielkie posiłki. Karol X Gustaw odpowiedział tworzeniem własnej koalicji. 6 grudnia 1656 roku w Radnot podpisano traktat rozbiorowy Rzeczypospolitej. Jej terytorium miało zostać podzielone między Szwecję, Brandenburgię, Siedmiogród, Bohdana Chmielnickiego i Bogusława Radziwiłła. Ostatecznie jednak plan ten nie został zrealizowany – sojusz antyrzezeczpospolitański został rozbity. Rzeczpospolita zdołała odzyskać większość utraconych ziem.

Wojna zakończyła się w 1660 roku pokojem w Oliwie. Choć Szwedzi zostali wyparci, Rzeczpospolita poniosła olbrzymie straty. Grabież i dewastacja objęły niemal cały kraj – miasta spłonęły, folwarki opustoszały, ludność była zdziesiątkowana. Upadła gospodarka, a szlachta, dotąd podpora systemu, została brutalnie zubożona. Potop osłabił państwo i podważył autorytet władzy królewskiej.

Choć obroniono niepodległość, trudno mówić o zwycięstwie. Jak zauważa prof. Mirosław Nagielski, potop powinien był stać się impulsem do reform: wzmocnienia władzy królewskiej, ograniczenia liberum veto, usprawnienia działania sejmu. „Tragedia narodowa potopu powinna była uzmysłowić nie tylko elitom politycznym, ale przede wszystkim szlachcie, że to państwo, które w 1655 roku się zawaliło i właściwie przestało istnieć, musi ulec przebudowie. Należało uzdrowić Rzeczpospolitą, usprawnić funkcjonowanie sejmu i wzmocnić władzę królewską, czego tak bardzo się bano. Potop powinien był zaowocować reformami struktury państwa, ale nie został w ten sposób wykorzystany. Kiedy w 1661 i 1662 roku dwór wziął się do działania, było już za późno”, mówił prof. Nagielski w rozmowie z Muzeum Historii Polski.

Czytaj też: Szwecja nigdy nie oddała zrabowanych skarbów

Rzeczpospolita, choć przetrwała wojnę, z każdym kolejnym dziesięcioleciem słabła, zmierzając ku XVIII-wiecznemu kryzysowi. Określenie „potop” jest więc jak najbardziej trafne – nie tylko ze względu na skalę najazdu, lecz przede wszystkim przez dramatyczne skutki społeczne, gospodarcze i moralne, jakie pozostawił po sobie ten kataklizm.

Kresy.pl / MuzHP

Tagi: , , ,
forma płatności