Dania wysyła żołnierzy na Grenlandię

Dania i państwa NATO zwiększają obecność wojskową na Grenlandii, wysyłając jednostki i sprzęt wojskowy oraz prowadząc ćwiczenia. Decyzje te są odpowiedzią na plany przejęcia wyspy przez USA. Obecnie duńskie wojsko na Grenlandii liczy 250–300 żołnierzy.

Dania rozpoczęła rozmieszczanie sprzętu wojskowego oraz jednostek tzw. wysuniętego dowództwa na Grenlandii. Zadaniem wysuniętej jednostki jest przygotowanie infrastruktury oraz linii zaopatrzeniowych do przyjęcia głównych sił własnych i sojuszniczych w późniejszym terminie. „Oczekuje się, że posiłki obejmą żołnierzy z jednostek duńskiej armii, a ich celem będzie wzmocnienie obecności duńskich sił zbrojnych na wyspie, jednak znaczna część pozostałego potencjału bojowego Danii jest obecnie związana z zobowiązaniami NATO w państwach bałtyckich” – informuje duński nadawca DR.

Według rzecznika duńskiej lewicowej partii Enhedslisten, do wojsk wkrótce dołączą siły międzynarodowe. „To coś, o co prosiliśmy w zeszłym tygodniu. To mądre posunięcie. Rozumiem, że wojska z innych krajów europejskich również zmierzają na Grenlandię. To właściwy sygnał dla każdego mocarstwa, które mogłoby wpaść na zły pomysł ataku na Grenlandię” – powiedział.

We wtorek duński minister obrony Troels Lund Poulsen potwierdził plany zwiększenia i utrwalenia obecności wojskowej na Grenlandii. „Obecnie pracujemy nad kwestią trwalszej, większej obecności duńskiej obrony na Grenlandii, ale także z udziałem innych krajów” – powiedział dziennikarzom. – „Tak jak w 2025 roku, kiedy widzieliśmy, że inne państwa NATO uczestniczą w ćwiczeniach i szkoleniach na Grenlandii, tak samo zobaczymy to w 2026 roku” – dodał minister.

Obecnie duńskie wojsko na Grenlandii liczy 250–300 żołnierzy i podlega Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. W jego skład wchodzi m.in. Patrol Syriusz, jedyna na świecie jednostka specjalna korzystająca z sześciu psich zaprzęgów, umożliwiających przemieszczanie się w trudnych warunkach.

Stany Zjednoczone nie wykluczają zbrojnego przejęcia Grenlandii

Na początku stycznia prezydent USA Donald Trump ponownie zagroził aneksja Grenlandii, wskazując na jej znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

13 stycznia pojawiły się informacje, że amerykańska delegacja złożona zarówno z senatorów demokratów, jak i republikanów ma wyruszyć do Danii. Cześć senatorów chce przegłosować uchwałę, która ma stworzyć prawne granice dla działań prezydenta USA wobec Danii i jej terytorium zależnego.

Tydzień temu Biały Dom potwierdził, że administracja Donalda Trumpa analizuje scenariusze pozyskania Grenlandii. W oświadczeniu podkreślono, że celem ma być bezpieczeństwo USA w Arktyce, a użycie sił zbrojnych pozostaje jedną z opcji. Rozważany jest też wariant zaoferowania każdemu mieszkańcowi Grenlandii od 10 do nawet 100 tysięcy dolarów w zamian za poparcie niepodległości. Przy najwyższym scenariuszu koszt całego programu sięgnąłby blisko 6 mld dolarów.

Sekretarz stanu Marco Rubio zapewniał, że Stany Zjednoczone nie planują inwazji na Grenlandię, a preferowana droga pozostaje porozumienie polityczne i dyplomatyczne. Wiceprezydent JD Vance ocenił natomiast, że Dania nie podejmuje wystarczających działań na rzecz ochrony bezpieczeństwa wyspy, zapowiadając, że Waszyngton pójdzie tak daleko, jak będzie trzeba, aby zabezpieczyć swoje interesy w regionie Arktyki.

Dania odpowiadając na potencjalne groźby, powołała się na obowiązujące od 1952 roku przepisy nakazujące natychmiastowy kontratak w przypadku ataku na Grenlandie, bez czekania na rozkazy.

Przywódcy wszystkich partii w grenlandzkim parlamencie wystąpili wspólnie przeciwko zewnętrznym naciskom w sprawie przyszłości wyspy. W odpowiedzi na deklaracje Donalda Trumpa podkreślili, że o losie Grenlandii mają decydować wyłącznie jej mieszkańcy.

W obawie przed wpływami USA jeszcze w listopadzie ubiegłego roku grenlandzki parlament przyjął ustawę znacząco ograniczająca możliwość nabywania nieruchomości i użytkowania gruntów przez cudzoziemców. Nowe przepisy obowiązują od początku 2026 roku.

Według portalu Politico politycy państw Unii Europejskiej zaczęli traktować poważnie słowa dobiegające z administracji Donalda Trumpa o woli przejęcia Grenlandii i rozważają środki powstrzymania Amerykanów. Innym ruchem na rzecz zabezpieczenia przynależności Grenlandii do Danii, a więc zarazem do Unii Europejskiej ma być zalanie jej pieniędzmi. Bruksela planuje ponad dwukrotnie zwiększyć wydatki na Grenlandie od 2028 roku w ramach długoterminowych planów budżetowych. Nowy budżet UE przewidywałby 530 milionów euro dla wyspy.

Również w NATO trwają nieformalne prace nad rozwiązaniem kryzysu. Wśród rozważanych scenariuszy pojawia się pomysł uruchomienia wspólnej misji Sojuszu w Arktyce, która miałaby obniżyć napięcia i wzmocnić bezpieczeństwo regionu.

Grenlandia liczy około 57 tysięcy mieszkańców i pozostaje autonomicznym terytorium zależnym Danii. Wyspa nie należy do Unii Europejskiej, gdyż opuściła Europejska Wspólnotę Gospodarczą w 1985 roku po referendum przeprowadzonym w 1982 roku. Kolejne referendum z 2008 roku znacząco rozszerzyło zakres autonomii Grenlandii, a jedynym jeżykiem urzędowym pozostaje grenlandzki.

Zainteresowanie USA Grenlandia ma dłuższa historie. Już w 2019 roku podczas swojej pierwszej kadencji Donald Trump publicznie mówił o możliwości kupienia wyspy przez Stany Zjednoczone, co spotkało się wówczas z jednoznaczna odmowa ze strony Kopenhagi.

Kresy.pl/fmn.dk

Tagi: ,
forma płatności