W styczniu bieżącego roku polscy polarnicy wydobyli na Antarktydzie szczatki brytyjskiego badacza, który zginął 66 lat temu, jak podało w poniedziałek BBC.

Badacz polarny Dennis Bell w wieku 25 lat zginął w czasie wyprawy na zlodowaciały kontynent. Do bieżącego roku jego szczątki pozostawały nieodnalezione. Były pracownik Królewskich Sił Powietrznych, a potem meteorolog na Falklandach, w 1958 r. udał się do Admiralty Bay – małej brytyjskiej bazy na Wyspie Króla Jerzego, położonej około 120 kilometrów na Północ od wybrzeża Antarktydy na dwuletnią misję. Jego praca, w kilkunastoosobowym zespole, polegała na wysyłaniu balonów meteorologicznych i przekazywaniu raportów drogą radiową do Wielkiej Brytanii co trzy godziny, co wiązało się z uruchamianiem generatora w bardzo niski temperaturach.

Raporty współpracownika Bella mówią, iż zachowywał on w trudnych warunkach pozytywne nastawienie. Wchodził w rolę kucharza i odpowiadał za zapasy żywności zimą, gdy baza pozostawała całkowicie odcięta od świata. Angażował się też w hodowanie psów rasy husky, które pomagały polarnikom.

Brał udział w pomiarach topograficznych, które doprowadziły do stworzenia dokładniejszej mapy Wyspy Króla Jerzego.

26 lipca 1959 roku, czyli w środku lokalnej zimy, Bell i współpracownik Jeff Stokes opuścili bazę, aby wspiąć się na lodowiec i dokonać kolejnych pomiarów. W warunkach bardzo głębokiego śniegu Bell wysforował się bez nart by dotrzeć do coraz bardziej dotkniętych przez skrajną sytuację pogodową psów. Nagle zapadł się w białej pokrywie i zniknął. 

Na powierzchni, w miejscu, w którym Bell wpadł w szczelinę lodową ukrytą pod warstwą śniegu, pozostawł otwór. Toworzyszący mu Stoke nawiązał jeszcze kontakt głosowy z Bellem. Próbował wyciągnąć go wraz z psami przy pomocy liny, do której przywiązany był uwięziony w szczelinie kolega. Jedna uprząż pękła i Bell znów upadł na dno szczeliny. Nie udało się ponownie nawiązać z nim kontaktu.

Choć już wówczas domyślano się, że młody badacz zginął, nigdy nie widziano jego ciała.

Jak podał w poniedziałek portal BBC w obszarnym reportażu, szątki Bella zostały odnalezione dopiero przez polskich polarników pracujących na Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego. 29 stycznia natknęli się oni na kości ludzkie w okolicy zaginięcia brytyjskiego badacza.

Niektóre kości znajdowały się w luźnym lodzie i na skałach osadzonych u podnóża Lodowca Ekologicznego na Wyspie Króla Jerzego. Inne znaleziono na powierzchni lodowca. Znajdowały się on w pewnej odległości od miejsca zaginięcia Bella. Przez kilkadziesiąt lodowiec przesunął je. Topnienie lodowca odsłoniło szczątki.

Pomocne we wstępnej identyfikacji okazały się odnalezione wśród nich przedmioty – zegarek, fajka i radio. Zebrano również fragmenty bambusowych kijków narciarskich, resztki lampy naftowej, szklane pojemniki na kosmetyki i fragmenty namiotów wojskowych. „Dołożyliśmy wszelkich starań, aby Dennis mógł wrócić do domu” – przekazali Polacy.

Obawiając się świeży opadów śniegu Polacy oznaczyli miejsce nadajnikiem GPS. Następnie zespół naukowców w składzie Piotr Kittel, Paulina Borówka i Artur Ginter z Uniwersytetu Łódzkiego, Dariusz Puczko z Polskiej Akademii Nauk oraz Artur Adamek zebrali kości w “niebezpiecznym i niestabilnym miejscu, poprzecinanym szczelinami” i “o nachyleniu do 45 stopni”, jak przytoczył portal BBC.

W niedzielę poinformował on, że kości zostały już formalnie zidentyfikowane jako szczątki Dennisa Bella. Ich pochówek planuje 86-letni brat badacza – Davis.

Czytaj także: Amerykanin pierwszym człowiekiem, który samodzielnie przeszedł całą Antarktydę

bbc.com/kresy.pl

Tagi: , ,
forma płatności