Marianna Wyszemirska, kobieta z ostrzelanego szpitala położniczego w Mariupolu, której zdjęcia wykonane przez fotoreportera Associated Press obiegły media na całym świecie, przedstawiła swoją relację na temat wydarzeń w Mariupolu.

Wyszemirska swoją relację zamieściła 1 kwietnia na swoim koncie w serwisie Instagram. Jednocześnie na rosyjskich i prorosyjskich kanałach pojawiły się fragmenty wywiadu z nią. Nie jest jasne, gdzie obecnie przebywa Wyszemirska, ale najprawdopodobniej są to tereny opanowane przez Rosjan lub prorosyjskich separatystów.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

0 PLN    (0%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W relacji na Instagramie Wyszemirska wyjaśniła, że 6 marca ją i pozostałe ciężarne przeniesiono ze szpitala położniczego nr 1 w Mariupolu, który został zajęty przez ukraińskie wojsko, do centrum położniczego nr 3. Kobieta przebywała w nim do czasu ostrzelania obiektu, czyli do 9 marca.

„9 marca stało się to, co się stało. Nalotu na pewno nie było. Dyskutowaliśmy potem na ten temat i jego [nalotu – red.] nikt nie słyszał” – mówiła Wyszemirska. W dalszej części nagrania kobieta powiedziała, że doszło do eksplozji dwóch pocisków artyleryjskich.

„Ciężarne i matki przebywały na parterze i pierwszym piętrze, a te, które szczególnie się bały, w piwnicy. Potem, po zdarzeniu, ewakuowano nas do piwnicy i stamtąd dosłownie pięć minut później, zaczęli ewakuować. Najpierw ewakuowano rannych, potem matki z dziećmi, potem kobiety w ciąży, a na końcu cywilów – ludzie przychodzili do nas z okolicznych domów i siedzieli w piwnicy. Ewakuowano mnie jako jedną z ostatnich, bo nie miałam żadnych specjalnych obrażeń, tylko małe rozcięcie na górze [na głowie – red.], więc puściłam przed siebie resztę dziewczyn, które bardzo panikowały” – wyjaśniała kobieta na Instagramie.

Zanim Wyszemirska została ewakuowana, poprosiła jednego z policjantów o zaprowadzenie jej na pierwsze piętro, by mogła zabrać swoje rzeczy. Jak twierdzi, w tym czasie była fotografowana przez fotoreportera Associated Press i sprzeciwiła się robieniu zdjęć. Mimo to fotoreporter wciąż robił zdjęcia, także podczas sprowadzania Wyszemirskiej po schodach.

Kobieta potwierdziła, że następnego dnia urodziła dziecko. Tego samego dnia odwiedzili ją dziennikarze, którym odmówiła wywiadu twierdząc, że jest „apolityczna”.

Wyszemirska wyjaśniła, że komentuje sprawę tak późno, ponieważ do tej pory znajdowała się na terenach, gdzie nie działał internet.

Z wywiadu dla rosyjskich, względnie prorosyjskich mediów można się dowiedzieć, że Wyszemirska do 2020 roku mieszkała w Mekiejewce koło Doniecka, a więc na terenach opanowanych przez separatystów. Po wyjściu za mąż przeniosła się do Mariupola znajdującego się pod kontrolą rządu w Kijowie, i tam zastał ją wybuch wojny.

Kobieta stwierdziła w wywiadzie, że ludności cywilnej nie wypuszczano z Mariupola. „Ludzie próbowali wyjechać, sąsiedzi, ogłaszano, że będzie korytarz [humanitarny]. Oni zbierali się w Teatrze Dramatycznym, żeby wyjechać, ale mówiono nam, że nie będzie żadnego korytarza” – mówiła. Jednak, jak wynika z jej słów, początkowo nielicznym udało wydostać się z Mariupola na własną rękę.

Na podpowiedź prowadzącego wywiad, że to ukraińskie wojsko nie pozwalało na wyjazd ludności, Wyszemirska odpowiedziała „tak”.

Według niej jedzenie dla ciężarnych i matek gotowali na kuchni polowej ich mężowie, którzy również mieszkali w piwnicy. Kobiety otrzymywały również żywność od mieszkańców okolicznych domów.

W relacjach Wyszemirskiej znalazły się sprzeczne informacje na temat postawy ukraińskich żołnierzy. Na Instagramie kobieta powiedziała, że przekazywali oni kobietom w szpitalu swoje suche racje żywnościowe. Tymczasem rosyjskim/prorosyjskim mediom Wyszemirska powiedziała, że żołnierze „w niczym nie pomagali”, a nawet zdarzył się jeden przypadek zabrania jedzenia przez żołnierzy.

W wywiadzie Wyszemirska dokładniej opowiedziała o wydarzeniach z 9 marca. Według niej do ostrzału doszło w porze popołudniowej. Kobieta podkreśliła, że nie było nalotu, natomiast doszło do ostrzału i eksplozji dwóch pocisków, poza tym dzień był spokojny. Z jej relacji wynika, że w momencie wybuchów znajdowała się na pierwszym piętrze szpitala, tam została powierzchownie zraniona rozbitym szkłem w głowę, nos i podbródek. Początkowo ewakuowano ją do piwnicy, po około 5-10 minutach ogłoszono ewakuację.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Kobietę zapytano w wywiadzie, czy nie sądzi, że „wystrzały te były prowokacją”. Należy zaznaczyć, że pomiędzy pytaniem a odpowiedzią Wyszemirskiej znalazło się cięcie. Kobieta miała odpowiedzieć: „nie wiem, uważam, że na wojnie wszystkie środki są dobre”.

W nagraniu znalazł się także apel Wyszemirskiej do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o „znalezienie kompromisu” w celu zakończenia wojny.

Ukraińskie media zwróciły uwagę, że nagranie dla rosyjskich mediów zawiera liczne cięcia. Zasugerowały również, że kobieta mogła udzielać wypowiedzi pod presją.

Media przypomniały także, że wkrótce po ataku na szpital w Mariupolu ambasada Rosji na Twitterze twierdziła, że obiekt nie funkcjonował jako szpital, ale był wykorzystywany w celach wojskowych. Sama Wyszemirska miała być „podstawioną modelką” znaną z „neonazistowskich” poglądów.

Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz