Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) ujawniły, że szef wydziału śledczego biura SBU w obwodzie połtawskim i jego podwładny brali łapówki.
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy działali za pośrednictwem współpracującego z nimi prawnika. Zażądali od biznesmena 110 tys. dolarów w zamian za zawarcie ugody i umorzenie postępowania karnego przeciwko jego firmie. Nie wiedzieli, że o wymuszaniu łapówki powiadomione zostały specjalne instytucje zajmujące się na Ukrainie właśnie walką z korupcją.
NABU zorganizowała kontrolowało działania. Funkcjonariusze SBU zostali zatrzymani “na gorącym uczynku”, gdy przyjmowali pieniądze w ramach łapówki, jakie zażądali za nielegalną usługę – kwotę w wysokości 55 tys. dolarów. Trwają czynności śledcze w sprawie zatrzymanych, jak zrelacjonował portal Korrespondent.net.
W zeszłym roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę ograniczającą autonomię NABU i SAP. Wywołało to protesty uliczne na Ukrainie oraz krytykę ze strony USA i Unii Europejskiej. Zełenski dość szybko się z niej wycofał. Jak twierdzili wówczas komentatorzy, jego sprzymierzeńcem w rozgrywce przeciw instytucjom antykorupcyjnym była właśnie SBU.
W listopadzie okazało się, że bliski współpracownik biznesowy Wołodymyra Zełenskiego jest głównym podejrzanym w aferze dotyczącej sektora energetycznego, polegającej na pobieraniu nieuprawnionych korzyści majątkowych i „wypraniu” ok. 100 mln dolarów w ramach kontraktów dla państwowej spółki Energoatom. W sprawę okazało się zamieszanych także dwóch ministrów.
Według śledczych urzędnicy zamieszani w aferę mieli pobierać od firm współpracujących z Enerhoatomem łapówki na poziomie 10–15 proc. wartości kontraktów. Sam Mindycz zbiegł do Izraela.
Pożyczka zatwierdzona niedawno przez Radę Unii Europejskiej, w wysokości 90 mld euro, ma być wydzielona w ciągu najbliższych dwóch lat, tylko pod warunkiem kontynuowania przez Ukrainę reform antykorupcyjnych.
korrespondent.net/kresy.pl































