Europejskie państwa NATO zwiększają nakłady na zdolności uderzeniowe dalekiego zasięgu. Program ma ograniczyć luki powstałe po zapowiadanym zmniejszeniu amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. „The New York Times” opisuje ten proces jako przygotowania do „NATO 3.0”, w którym Europa ma przejąć większą część odpowiedzialności za konwencjonalną obronę kontynentu.

W środę podczas szczytu NATO w Ankarze Wielka Brytania zainaugurowała inicjatywę rozwoju europejskich zdolności precyzyjnego uderzenia dalekiego zasięgu, realizowaną bez udziału USA. W ciągu 10 lat sojusznicy mają przeznaczyć na ten cel 50 mld dolarów.

Powstanie inicjatywy ogłosił oficjalnie rząd Wielkiej Brytanii. Do projektu dołączył także Paryż i Berlin.

„Premier Keir Starmer zwoła na szczycie w Ankarza około tuzina europejskich partnerów, aby zainaugurować nową inicjatywę, w ramach której sojusznicy mają zamiar wydać 50 mld dolarów w ciągu najbliższych dziesięciu lat na rozwój zdolności precyzyjnego uderzenia, aby wzmocnić obronę i odstraszanie w całym Sojuszu” — przekazano w komunikacie Londynu.

Inwestycje mają umożliwić NATO pozyskanie najnowocześniejszej broni zdolnej do precyzyjnego rażenia celów oddalonych o co najmniej 300 km, a w niektórych przypadkach nawet o 2000 km. Cytowany w komunikacie brytyjski premier Keir Starmer podkreślił, że sojusznicy muszą „podjąć działania na rzecz silniejszego, bardziej europejskiego NATO”.

Rosyjskie zagrożenie i presja na dozbrojenie

W ciągu ostatnich dwóch lat NATO ponad 700 razy poderwało myśliwce w celu przechwycenia rosyjskich samolotów zbliżających się do przestrzeni powietrznej Sojuszu. Brytyjski premier zaznaczył, że NATO nie dąży do konfrontacji z Rosją, ale musi być gotowe do obrony każdego sojusznika.

„W Ankarze wysyłamy jasny sygnał prezydentowi Putinowi: NATO jest silniejsze, bardziej europejskie i gotowe bronić naszych obywateli przed długoterminowym zagrożeniem, jakie stwarza on i państwo rosyjskie” — powiedziała brytyjska minister spraw wewnętrznych Yvette Cooper.

Do tej pory jedynymi produkowanymi w Europie pociskami dalekiego zasięgu były niemieckie Taurusy oraz brytyjsko-francuskie Storm Shadow. Europejskie arsenały zostały dodatkowo obciążone wsparciem dla Ukrainy. Kijów wykorzystywał uzbrojenie sojuszników do ataków na rosyjskie centra energetyczne i wojskowe.

Niepokój o zdolności bojowe NATO nasilił się po decyzji Donalda Trumpa o rezygnacji z rozmieszczenia w Niemczech pocisków BGM-109 Tomahawk. Stany Zjednoczone używały ich podczas wojny z Iranem.

„NATO 3.0” i nowa rola Stanów Zjednoczonych

Europejscy przywódcy przybyli na tegoroczny szczyt NATO w Ankarze w sytuacji, w której Sojusz znalazł się pod presją. Chcą utrzymać Trumpa i Stany Zjednoczone głęboko zaangażowane w NATO, ale przyjmują do wiadomości, że Europa będzie musiała znacznie mniej polegać na Waszyngtonie w zakresie konwencjonalnej obrony.

Administracja Trumpa jasno zasygnalizowała, że wycofuje z Europy część żołnierzy i zdolności wojskowych, aby wzmacniać amerykańską obecność na Bliskim Wschodzie i w regionie Indo-Pacyfiku. W tym ostatnim obszarze Chiny stały się głównym rywalem Stanów Zjednoczonych.

„The New York Times” opisuje do przejście do modelu określanego jako „NATO 3.0”. Celem jest wypełnienie luk pozostawianych przez Amerykanów, nawet jeśli nie będzie to możliwe w sposób pełny, oraz ograniczenie podatności Europy na działania coraz bardziej zmilitaryzowanej Rosji.

W praktyce, przynajmniej przez kilka lat, będzie to oznaczać stopniowo silniejszą Europę w słabszym NATO. W Sojuszu będzie mniej amerykańskich żołnierzy, mniej zaawansowanych technologicznie amerykańskich zdolności oraz więcej wątpliwości, czy Trump przyszedłby NATO z pomocą w każdych okolicznościach.

Problemy europejskich państw

Matthew Whitaker, ambasador USA przy NATO, ostrzegł sojuszników, że mogą pojawić się korzyści dla państw zwiększających wydatki oraz trudności dla tych, które pozostaną w tyle. Europejskie państwa przez pewien czas liczyły, że amerykańskie groźby ograniczenia wkładu w NATO osłabną, podobnie jak podczas pierwszej kadencji Trumpa. Obecnie przyjmują, że Waszyngton mówi poważnie.

„Jest bardzo jasne, że rola USA się zmienia” — powiedziała Claudia Major, ekspert ds. bezpieczeństwa transatlantyckiego w German Marshall Fund. Jak dodała, „główną nadzieją jest ograniczenie szkód i uzyskanie przewidywalności”.

Europejskie armie mają także problemy kadrowe. Armia brytyjska jest najmniejsza od Waterloo w 1815 roku i liczy mniej niż 70 tys. pełnoetatowych, wyszkolonych żołnierzy.

Budżety państw europejskich są napięte. Nie jest jasne, kiedy duże państwa poza Niemcami i Polską będą w stanie osiągnąć cel NATO zakładający 3,5 proc. dochodu narodowego na podstawowe potrzeby wojskowe oraz kolejne 1,5 proc. na wydatki powiązane z wojskiem, takie jak poprawa transportu kolejowego i służb ratunkowych na wypadek wojny.

Europejski filar i amerykański parasol nuklearny

Budowa europejskiego filaru NATO zajmie czas. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze, lecz także o opracowanie, zakup i integrację zaawansowanego uzbrojenia, którego Amerykanie nie będą już dostarczać w dotychczasowym zakresie.

Najważniejsze luki dotyczą tak zwanych strategicznych czynników umożliwiających. Wśród nich znajdują się lądowe pociski dalekiego zasięgu, obrona powietrzna, satelity i koordynacja wywiadowcza. Rutte podkreśla jednak, że Waszyngton powinien nadal zapewniać główne odstraszanie nuklearne Sojuszu, czyli amerykański parasol nuklearny.

„Nadal potrzebne są amerykańskie przywództwo, najwyższej klasy amerykańskie zdolności, odstraszanie nuklearne i wystarczająca amerykańska siła konwencjonalna na miejscu, aby pokazać, że USA ponoszą realne ryzyko” — powiedział Matthew Kroenig, były urzędnik Pentagonu, obecnie związany z Atlantic Council. „Istnieje związek między obecnością wojsk na miejscu a wiarygodnością nuklearną”.

Jeśli w Europie pozostanie zbyt mało amerykańskich żołnierzy, pytania o gotowość prezydenta USA do użycia parasola nuklearnego staną się poważniejsze. Pozostaje także problem dowodzenia i kontroli. NATO zostało zbudowane jako struktura kierowana przez amerykańskiego naczelnego dowódcę, który jednocześnie kontroluje amerykańskie siły w Europie.

„Jeśli w Europie miałby zostać tylko jeden amerykański żołnierz, powinien to być” amerykański naczelny dowódca — powiedział Camille Grand, były wysoki rangą urzędnik NATO i dyrektor głównej organizacji branżowej europejskiego przemysłu obronnego.

Luki po Amerykanach

W maju Stany Zjednoczone poinformowały sojuszników o decyzji dotyczącej zmniejszenia puli zdolności wojskowych przeznaczonych dla NATO.

Naczelny dowódca sił NATO w Europie gen. Alexus Grynkewich oceniał wówczas, że ten krok ma stopniowo zakończyć „niezdrową współzależność” państw europejskich od sił USA w sytuacji, w której Waszyngton musi brać pod uwagę możliwość konfliktów na kilku teatrach działań. Według wojskowego, europejskie państwa NATO zwiększyły już wkład w plany obronne Sojuszu po decyzji USA

Największym nierozwiązanym problemem pozostają bombowce strategiczne. Według źródła w NATO Stany Zjednoczone zadeklarowały pozostawienie jednego takiego samolotu zamiast dwóch.

USA nie ujawniły publicznie dokładnych szczegółów redukcji. Z danych przekazanych przez źródło wojskowe wynika jednak, że cięcia obejmują m.in. myśliwce, drony, samoloty tankujące, morskie samoloty patrolowe, niszczyciele oraz okręt podwodny przenoszący pociski manewrujące.

Według informacji ujawnionych w czerwcu przez „The New York Times” – liczba myśliwców F-16 i F-15E przydzielonych do operacji NATO w Europie ma zostać zmniejszona z około 150 do 100. Liczba samolotów rozpoznania morskiego ma spaść z 26 do 15, a osiem samolotów tankowania powietrznego ma zostać całkowicie wycofanych.

Liczba amerykańskich myśliwców F-15 i F-15E dostępnych dla NATO ma spaść o jedną trzecią, do 99 maszyn. Liczba dronów MQ-4 i MQ-9 Reaper ma zostać zmniejszona o połowę, do 12.

Redukcja ma objąć także samoloty tankujące KC-135 i KC-46. Ich liczba ma spaść z 79 do 63. W planach pozostanie również jeden bombowiec strategiczny oraz jeden lotniskowiec zamiast wcześniejszych dwóch.

Liczba niszczycieli ma zostać zmniejszona z 17 do dziewięciu. Z amerykańskich zobowiązań ma zostać usunięty także jedyny okręt podwodny przenoszący pociski manewrujące.

Od NATO 1.0 do NATO 3.0

Określenie NATO 3.0 zostało użyte przez Elbridge’a Colby’ego podczas wcześniejszego spotkania Sojuszu. Początkowo odnosiło się głównie do potrzeby większej odpowiedzialności finansowej i militarnej Europy.

Według Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk Wojennych po II wojnie światowej formuła NATO 1.0 miała utrzymać Amerykanów w Sojuszu, Niemców pod kontrolą, a Rosjan na dystans. Po zakończeniu zimnej wojny NATO 2.0 opierało się na głównej odpowiedzialności USA za operacje ekspedycyjne, przy udziale sojuszników z Europy i Azji.

Nowa formuła ma odpowiadać na zmieniające się priorytety Waszyngtonu oraz potrzebę wzmocnienia europejskich zdolności obronnych. Stany Zjednoczone od lat naciskają na większy podział obciążeń w NATO, wskazując jednocześnie na potrzebę większej koncentracji na regionie Indo-Pacyfiku.

Warto przypomnieć, że w kwietniu  europejscy urzędnicy rozpoczęli prace nad planem awaryjnym, który ma zapewnić zdolność obronną Sojuszu nawet przy ograniczeniu amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie. Projekt zakłada większy udział Europejczyków w dowodzeniu, rozbudowę własnych zdolności oraz wzmocnienie przemysłu obronnego.

W maju brytyjski tygodnik „The Economist” rozmawiał z wieloma europejskimi urzędnikami z resortów obrony i oficerami, którzy wyrazili obawy, czy w razie potencjalnego konfliktu, USA wesprą sojuszników z NATO. Część państw ze Starego Kontynentu ma szykować plan poprzez dywersyfikację zakupów uzbrojenia i stworzenia nowej struktury dowodzenia.

W tym samym miesiącu podczas spotkań przedstawicieli państw NATO w Helsingborgu i Brukseli omawiano koncepcję NATO 3.0, co oznacza, że sojusz realnie przygotowuje się do takiego scenariusza.

Kresy.pl/The New York Times

Tagi: , , , , , ,
forma płatności