Główny toksykolog obwodu omskiego oraz jeden z ratowników pogotowia ratunkowego w Omsku odnieśli się do twierdzeń Aleksieja Nawalnego na temat jego leczenia w Rosji zaraz po tym, jak zasłabł na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy.

Jak pisaliśmy, w jednym w wpisów na Instagramie Nawalny dziękował lekarzom z omskiego pogotowia ratunkowego za uratowanie mu życia. „Po drugie, przybyły personel medyczny lotniska i karetka, która po nim przyjechała, nie opowiadali żadnych kłamstw o cukrzycy itd., ale od razu powiedzieli wyraźnie: +to jest toksyczne zatrucie+ i podali mi dawkę atropiny” – napisał rosyjski opozycjonista. Jego słowa zdementował główny toksykolog obwodu omskiego Aleksandr Sabajew.

“Twierdzenie Nawalnego, że od samego początku – jeszcze przez ekipę karetki, która zabrała go z samolotu – wstrzyknięto mu atropinę – nie jest prawdą. Atropinę podano Nawalnemu na oddziale intensywnej terapii szpitala ratunkowego nr 1, ale z powodu zupełnie innych wskazań i nie w tych dawkach, które powinny być stosowane jako antidotum przy otruciu preparatami chemicznymi ”- powiedział Sabajew cytowany w środę przez agencję Interfax.

Sabajew dodawał, że diagnoza zakładająca otrucie była pierwszą i najważniejszą, lecz potem została wykluczona przez szereg badań.

Jak podaje Interfax, wersję Sabajewa potwierdził Artiom Czerniawski, ratownik medyczny z brygady pogotowia ratunkowego w Omsku. “Wypowiedzi Aleksieja Nawalnego w mediach o wstrzyknięciu mu atropiny na pokładzie samolotu przez personel karetki są niczym więcej jak bujdą. Atropiny na etapie przedszpitalnym nie podawano mu” – powiedział Czerniawski. Według niego od pierwszych minut stan Nawalnego był traktowany jak “śpiączka o niejasnej genezie”, przy której nie ma wskazań do podawania atropiny.

8 września Sabajew powiedział dziennikarzom, że Nawalnemu wstrzyknięto atropinę, ponieważ miał on zespół cholinergiczny, ale objawiał się on mozaicznie i krótkotrwale, co nie ma miejsca w przypadku zatruć fosforoorganicznych. Jak twierdził, przy zatruciu związkiem fosforoorganicznym Nawalnemu należałoby podać setki razy wyższe dawki atropiny. Według niego wobec Nawalnego w Omsku w ogóle nie zastosowano leczenia właściwego dla takich zatruć.

Jak pisaliśmy, we wtorek Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) podała, że analizy próbek krwi i moczu pobranych od Aleksieja Nawalnego w Niemczech potwierdziły obecność środka o podobnych właściwościach, co zakazana rodzina Nowiczoków.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Rosyjski bloger i polityk Aleksiej Nawalny trafił do szpitala 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Stracił przytomność na pokładzie samolotu, który leciał z Tomska do Moskwy. Do Niemiec został przewieziony na żądanie rodziny i był leczony w berlińskiej klinice Charité. Obecnie przechodzi w tym kraju rehabilitację.

PRZECZYTAJ: Nawalny o swoim otruciu: za tą zbrodnią stoi Putin

Niemieckie władze uważają, że istnieją „jednoznaczne dowody” na próbę otrucia opozycjonisty środkiem bojowym z grupy Nowiczok.  Szef niemieckiej służby wywiadowczej BND Bruno Kahl powiedział, że wyniki specjalistycznych badań wykazały, iż Aleksiej Nawalny został otruty bardziej rozwiniętą, a zarazem mocniejszą odmianą Nowiczoka, możliwą do pozyskania tylko dzięki pomocy rosyjskich władz. 14 września laboratoria w Szwecji i we Francji potwierdziły niezależnie od siebie niemieckie ustalenia, że Aleksiejowi Nawalnemu podano środek z grupy Nowiczok. Z kolei szef oddziału ostrych zatruć szpitala ratunkowego w Omsku twierdził, że Nawalny nie został otruty, lecz wpadł w śpiączkę wynikającą z zaburzeń metabolicznych.

Kreml oficjalnie zaprzecza wszelkim związkom ze sprawą i twierdzi, że Rosja nie posiada żadnych przekonujących dowodów, które potwierdzałyby, iż Nawalnego próbowano śmiertelnie otruć, zaznaczając przy tym, że Niemcy, którzy mówią, iż takie dowody posiadają, nie chcą oficjalnie podzielić się informacjami ze stroną rosyjską.

Kresy.pl / Interfax

Tagi: , ,
forma płatności