Sekretarz generalny ruchu libańskich szyitów – Hezbollahu, szejk Naim Kasimm, uważa, że dramatyczne wydarzenia w Syrii nie będą miały wpływu na Liban, a nowe władze dokonają wyboru w interesie swojego narodu i sąsiedniego kraju.
Szyicki polityk oświadczył to w telewizyjnym przemówieniu transmitowanym przez kanał Al Jadeed, który w niedzielę zacytowała agencja informacyjna TASS. “W Damaszku do władzy doszły nowe siły i mamy nadzieję, że dokonają właściwego wyboru w interesie obu sąsiadujących ze sobą krajów. Musimy poczekać, aż sytuacja się ustabilizuje i wszystkie strony zaangażują się w rządzenie Syrią” – ostatnim zdaniem libański polityk wyraził nadzieję, że do wpływu na władzę zostaną dopuszczeni w Syrii nie tylko sunnici.
Jak podkreślił Kasim, „naród syryjski ma prawo wybrać własny rząd i zatwierdzić konstytucję”. Przywódca Hezbollahu przyznał, że po zmianie władzy w Damaszku jego siły zbrojne utraciły linie zaopatrzenia przebiegające przez terytorium Syrii. Według niego „każdy etap oporu ma swoje własne sposoby przetrwania”. Jak dodał – „Najważniejsze, że ochroniliśmy Liban i nie pozwoliliśmy Izraelowi na realizację jego ekspansjonistycznych planów przez wrota Libanu” – zacytowała TASS.
Hezbollah był najwytrwalszym sojusznikiem obalonego prezydenta Syrii Baszara al-Asada. Oddziały libańskiej organizacji włączyły się w wojnę w Syrii po jego stronie jeszcze w 2012 r. W jej toku urosły w tym państwie do rozmiarów kilku tysięcy bojowników. Hezbollah odegrał zasadniczą rolę w zwycięstwach sił baasistowskich w latach 2015-2020 doprowadząjąc do tego, że większość terytorium i ludności Syrii znalazła się pod władzą al-Asada.
Gdy 27 listopada odziały sunnickiego Hajat Tahrir asz-Szam i mniejszych ugrupowań antyrządowych rozoczęły z Idlib atak na prowincję Aleppo, który przyniósł im zajęcie większości jej obszaru, a następnie pomaszerowały na południe nie napotykając oporu sił rządowych, które najwyraźniej odwróciły się od al-Asada, bojowników Hezbollahu prawdopodobnie nie było już w większej liczbie w Syrii, musiały się bowiem zaangażować w konflikt na własnym froncie.
Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. i początku wojny w Strefie Gazy Hezbollah rozpoczął ataki niskiej intensywności na północny Izrael. Doprowadziły one ucieczki ludności żydowskiej z całego pasa terytorium przy granicy z Libanem. Uciekło kilkadziesiąt tysięcy Izraelczyków.
Konflikt znacznie eskalował jesienią bieżącego roku. 17 września pagery jakich używali członkowie Hezbollahu zaczęły wybuchać im w kieszeniach i w rękach. Wiadomo, że wybuchło około 2750 pagerów. Na skutek ich eksplozji zginęło ośmiu członków organizacji libańskich szyitów. Do kolejnych zgonów i obrażeń doszło wśród członków organizacji dzień później na skutek wybuchów krótkofalówek. Wszystko wskazuje, że nastąpiło do na skutek operacji specjalnej Izraelczyków. Doprowadziło to eskalacji działań skonfliktowanych stron.
W ostatnim tygodniu września doszło do bardzo intensywnych nalotów izraelskich na sasiednie państwo. W ich trakcie zginął lider organizacji libańskich szyitów, a także niemal całe jej kierownictwo. 1 października Izrael rozpoczął operacje naziemne w południowym Libanie napotykając zorganizowany opór Hezbollahu.
27 listopada ogłoszono porozumienie rozejmowe zakładające przerowanie walk na 60 dni. W tym z obszaru między granicą izraelsko-libańską a rzekę Litani mają wycofać się wszystkie oddziały Izraela i bojownicy Hezbollahu. Na obszarze tym jako siła zbrojna ma stacjonować wyłącznie oficjalna armia Libanu, która powinna zlikwidować wszystkie pozycje obronne i magazyny uzbrojenia organizacji libańskich szyitów. Rozejm jest naruszany.
tass.ru/kresy.pl































